Dzieje przedkolonialnej Dongoli odsłaniają się przed badaczami tylko fragmentami. Szczególnie słabo poznany pozostaje XVI i XVII wiek – okres głębokich przemian religijnych, politycznych i społecznych, gdy islam stopniowo zastępował chrześcijaństwo. Wgląd w tę złożoną rzeczywistość przynoszą odkrycia i badania naukowców, zwłaszcza polskich, którzy od lat 60. XX wieku nieustannie powracają do Dongoli.
Stara Dongola – stolica średniowiecznego chrześcijańskiego królestwa Makurii – to stanowisko archeologiczne w Sudanie, na wschodnim brzegu Nilu. Niedawno pisaliśmy o relacji etiopskiego pielgrzyma, który zatrzymał się w tym spalonym słońcem mieście podczas podróży do Jerozolimy. Jego sprawozdanie okazało się dziś cennym źródłem, pozwalającym zajrzeć w codzienność ówczesnych mieszkańców.
Tym razem skupimy się na innym odkryciu – takim, które nie tylko przybliża realia życia dawnej Dongoli, lecz także pozwala potwierdzić istnienie władcy znanego dotąd bardziej z przekazów ustnych niż ze świadectw historycznych.
Historia odkrycia – odkrycie historii
Polscy badacze z Centrum Archeologii Śródziemnomorskiej UW w jednym z pomieszczeń tzw. Domu Króla na terenie Dongoli (House of the Mekk – dom Mekka; przy czym „mekk” to lokalny tytuł władcy, nie nawiązanie do Mekki) odnaleźli ponad 20 arabskich dokumentów, a wśród nich niepozorny, sporządzony na papierze, rękopis. Treść brzmi jak szkic królewskiego polecenia dotyczącego przekazania tkanin i zwierząt między osobami z otoczenia władcy.
Badacze przypuszczają, że nie chodziło wyłącznie o zwykłą transakcję handlową, lecz także o budowanie zależności i prestiżu w królewskim otoczeniu. Sam tekst być może nie wydawałby się aż tak istotny, gdyby nie to, że pada w nim imię króla Qaszqasza – władcy, który miał panować w Dongoli na przełomie XVI i XVII wieku.
Chociaż do samego odkrycia doszło jakiś czas temu, właśnie teraz naukowcy opublikowali wyniki szczegółowych badań nad dokumentem – w artykule The King of Nubia at Work: archaeological context and text edition of a sixteenth/seventeenth century Arabic document from Old Dongola („Azania. Archaeological Research in Africa” 02/2026).
Król Qaszqasz to postać dotąd znana wyłącznie z krótkiej wzmianki w arabskim zbiorze biogramów i opowieści o świętych, uczonych oraz ważnych postaciach przedkolonialnego Sudanu, tzw. Tabaqat. Odkrycie polskich badaczy po raz pierwszy dowodzi jego istnienia. A Qaszqasz jawi się jako władca zajęty sprawami administracji, handlu i codziennego rządzenia.
Dzięki szczegółowym analizom, wykorzystując metody od analiz językoznawczych po datowanie radiowęglowe, polscy naukowcy wyciągają z treści listu wszystko, co się da. Przede wszystkim szczegóły dotyczące życia, polityki i stosunków gospodarczych panujących w Dongoli w najbardziej tajemniczym okresie jej istnienia.
– Źródła tekstowe pomagają nam zidentyfikować osoby znane ze źródeł historiograficznych. I mówią trochę więcej też o tym, o czym źródła same nie mówią. My musimy je narratywizować, żeby spróbować wyłuskać jak najwięcej informacji o interesujących nas rzeczach, w moim przypadku to jest właśnie historia społeczno-gospodarcza, czyli co możemy powiedzieć o kompozycji społecznej tego regionu w tym czasie, jak i o stosunkach gospodarczych, które też staram się badać na podstawie tych dokumentów – mówi Tomasz Barański z Centrum Archeologii Śródziemnomorskiej UW.


Papier przyjmie wszystko
Niewielka kartka papieru o wymiarach 10,5 cm na 9,5 cm, najpewniej szkic królewskiego polecenia, to dla badaczy lupa, dzięki której mogą przyjrzeć się szczegółom polityki i handlu w islamizującej się Dongoli XVII wieku.
Treść, która, ogólnie rzecz biorąc, dotyczy wymiany tkanin i żywego inwentarza pomiędzy władcą i innymi osobami, za pośrednictwem podwładnego, do którego skierowany jest sam list, to nie tylko świadectwo stosunków gospodarczych, lecz także społecznych. Pokazuje bowiem, jak poprzez handel okazywano cześć i rozbudowywano sieci wpływów.
Chociaż list zapisany jest w języku arabskim, nosi również ślady lokalnych dialektów, co odsyła do niejednorodnej tożsamości Dongoli. Interesujące jest także samo miejsce, w którym dokonano znaleziska.
Pomieszczenie w „domu Mekka” oznaczone jako U128 to stosunkowo niewielki pokój, który zanim stał się rodzajem rupieciarni, pełnił najpewniej funkcję mieszkalną. Oprócz papierowych dokumentów badacze odnaleźli tam także ołowiane kule, skórzane buty i kościany róg, służący najprawdopodobniej do przechowywania prochu strzelniczego, a także… kilka monet, które znalazły się tam w nietypowych okolicznościach.
– Doszło do ciekawego i rzadko uchwytnego w materiale archeologicznym zdarzenia. Najprawdopodobniej nastąpiło jakieś zalanie tej przestrzeni, być może przez nagły ulewny deszcz. Deszcze rzadko zdarzają się w tym rejonie, ale jak się zdarzają, to są bardzo ulewne i destrukcyjne. Maciej Wyżgoł (jeden z naukowców CAŚ pracujących w Dongoli i współautor artykułu – przyp. red.), razem z naszymi sudańskimi współpracownikami, był w stanie odkopać odciski ludzkich stóp, które powstały w tym błocie. Najprawdopodobniej naprędce wynoszono jakieś rzeczy z tego pomieszczenia i wtedy też nastąpiło zagubienie kilku, bodajże siedmiu, monet otomańskich z Egiptu, które też w artykule wspominamy. One na tej podłodze zostały właśnie wtedy zdeponowane, chociaż zapewne nieintencjonalnie – opowiada Barański.



Tajemnice królewskiej kancelarii
– Dzięki prowadzonemu w latach 2018-2024 projektowi ERC UMMA (Urban Metamorphosis of the community of Medieval African capital city, kierowanemu przez prof. Artura Obłuskiego, drugiego współautora artykułu) liczba dokumentów spisanych na papierze, które znamy, zwiększyła się czterokrotnie. Mieliśmy około 11 dokumentów, teraz jest ich około 50, choć różnią się bardzo stopniem zachowania – zauważa naukowiec.
Coś, co przed wiekami służyło najpewniej jako niepozorny składzik, zamieniony ostatecznie w śmietnik, dziś jest dla badaczy kopalnią wiedzy. Odkryty list nie tylko potwierdza istnienie na wpół legendarnego władcy, lecz także skupia jak w soczewce szczegóły życia społeczno-politycznego dawnej Dongoli. Wiele pytań pozostaje jednak jak na razie bez odpowiedzi.
Najprawdopodobniej opisane przez archeologów źródło było zaledwie szkicem, który potem przepisano i wydano odpowiednim osobom. Zagadką pozostaje przede wszystkim sytuacja komunikacyjna, w której sporządzono dokument.
Być może powstał on w zaciszu kancelarii, w której skryba wykorzystał ogólnie przyjętą dla tego rodzaju tekstów formułę. Być może spisywał królewski rozkaz ze słuchu? Zarówno jedna, jak i druga możliwość mogłaby tłumaczyć osobliwości językowe, takie jak nadużywanie zaimków, odmiana potoczna, użycie rodzaju męskiego zamiast żeńskiego, nierozróżnianie liczby.
Podobne przypadki możemy odnaleźć w bliższym nam geograficznie kręgu kulturowym, w którym językiem kancelaryjnym była łacina, niekiedy jednak nasiąknięta naleciałościami z języków wernakularnych, czyli miejscowych, używanych na co dzień.
– Nie mamy pewności, że król mówił po arabsku; może tylko ta korespondencja pisemna odbywała się po arabsku – tego nie wiemy. W tym czasie głównym językiem mówionym w Dongoli jest nadal język nubijski. Nawet dziś lokalną odmianę języka nubijskiego, czyli dongolawi, w sporym zakresie znają jeszcze starsze osoby i w pewnych niszach ona funkcjonuje w rejonie naszych badań. Jeszcze mocniej zakorzeniona we współczesności jest bardziej północna odmiana nubijskiego w regionie Mahas, tzw. nobiin. Często używa się go w życiu codziennym, zwłaszcza w domu, a język arabski, jako oficjalny język państwowy, dopiero od kilkudziesięciu lat bardziej go wypiera – zauważa badacz.

