Tylko 49% polskich internautów zdaje sobie sprawę, że to, co widzą w sieci, jest dopasowywane indywidualnie przez algorytmy. Reszta funkcjonuje w przekonaniu, że wszyscy otrzymują podobny obraz świata.
„Telewizja kłamie” – to hasło zapewne rozpowszechnione w krajach byłego Bloku Wschodniego. Czy można powiedzieć, że algorytmy też kłamią? Tu problem jest bardziej złożony. Jesteśmy, choćby i tylko deklaratywnie, wyczuleni na propagandę.
Kłopot w tym, że w przypadku tradycyjnych mediów wiemy, iż ktoś przygotował dla nas określone treści – czasem potrafimy nawet wskazać, kto za nimi stoi. W internecie, gdzie o tym, co widzimy, decydują algorytmy, coraz trudniej to ustalić.
Dodatkowo, nietrudno jest ulec iluzji, że to my sami decydujemy o tym, co chcemy oglądać lub czytać. Czym wobec tego jest świadomość algorytmiczna? Jaka ona jest w przypadku naszego społeczeństwa i jak możemy ją zwiększyć?
Czym jest świadomość algorytmiczna i dlaczego warto ją mieć?
Świadomość algorytmiczna to po prostu świadomość tego, że na platformach społecznościowych, streamingowych czy portalach informacyjnych działają systemy, które decydują o tym, jakie treści się pojawiają, jakie nie, a także z jaką częstotliwością.
Polega nie tylko na wiedzy o ich istnieniu, lecz także na rozumieniu zasad ich działania. Umożliwia krytyczną ocenę treści w internecie, a potencjalnie także większą kontrolę nad tym, co się nam wyświetla.
Dr hab. Anna Miotk z Wydziału Dziennikarstwa, Informacji i Bibliologii UW przeprowadziła pierwsze w Polsce badanie ilościowe świadomości algorytmicznej w naszym społeczeństwie. Jej ustalenia opublikowano w książce Świadomość algorytmiczna a ewolucja widowni.
Powstaje naturalnie pytanie – dlaczego w ogóle powinno nas to interesować? Dlaczego powinniśmy się starać o to, aby nabyć i rozwijać własną świadomość algorytmiczną?
– Bo wtedy jesteśmy bardziej odporni na to, co podsuwa nam algorytm i świadomi, że np., jeżeli treść jest bardziej sensacyjna czy wzbudza większą dyskusję, jest bardziej kontrowersyjna, to jest większe prawdopodobieństwo, że ona nam się wyświetli. Tak samo treści dezinformacyjne, fałszywe przekazy, one też są tworzone w sposób sensacyjny. Trochę tak jak treści w mediach tabloidowych, ale to ma na celu wywołanie reakcji użytkownika: żeby klikał w te materiały, żeby je wyświetlał. Im bardziej jesteśmy świadomi tego, jak działają media, tym bardziej jesteśmy odporni na różne próby manipulacji. W przestrzeni cyfrowej mają one miejsce nawet częściej niż w tradycyjnych mediach, gdzie każde medium ma swój „światopogląd” i stara się skłonić swoich odbiorców, żeby ten światopogląd przyjęli – tłumaczy dr Anna Miotk.
Dziś w internecie toczy się ogromna część życia społecznego i gospodarczego. Korzystamy z niego niemal we wszystkich sferach – od zakupów po politykę. Trudno wyobrazić sobie funkcjonowanie współczesnego społeczeństwa bez sieci.
Próby regulacji internetu ze strony międzynarodowych podmiotów mają jak na razie ograniczoną skuteczność, zaś negatywne zjawiska, takie jak choćby dezinformacja, przybierają tylko coraz bardziej podstępne formy.
Dlatego nie trzeba wielkiej wyobraźni, aby przyjąć, że jeśli nie zadbamy o rozwój naszej świadomości algorytmicznej, będzie tylko gorzej.
Jak zatem wobec tego wypadli Polacy?
Nie jest źle, ale może (i powinno) być lepiej…
Nie musimy mieć kompleksów. Wyniki zasadniczo pokrywają się z podobnymi badaniami tego rodzaju, które przeprowadzono dotychczas w Europie Zachodniej. Jednocześnie trzeba przyznać, że nie są one oszałamiające.
Badanie zrealizowano w lipcu 2024 roku metodą ankiety internetowej (CAWI) na ogólnopolskiej próbie 1098 internautów w wieku 18 lat i więcej, dobranej tak, aby odzwierciedlała strukturę populacji pod względem płci, wieku oraz wielkości miejscowości zamieszkania.
Tylko 49% badanych można określić jako algorytmicznie świadomych, ponieważ stwierdzili oni, że treści, które im się wyświetlają, nie są takie same dla wszystkich użytkowników danego serwisu. 25% o tym nie wie lub trudno im powiedzieć.
Z kolei 14% badanych uznało, że wszyscy użytkownicy widzą takie same treści, a dla 12% nie jest to istotne. Chociaż więc nie odstajemy od innych, to wszyscy mamy sporo do nadrobienia. W Polsce najbardziej świadome algorytmicznie są kobiety (52%), osoby młode, w wieku 18–24 lata (64%), mieszkające w wielkich miastach (59%) oraz o wyższym wykształceniu (54%).
Ciekawe ustalenia przyniosły odpowiedzi badanych na inne pytania, choćby o typ serwisu, w którym zauważają oni działanie algorytmów. 83% badanych wskazało platformy społecznościowe jako ten rodzaj usługi, w której obecność systemów kontroli treści jest zauważalna.
Gdy zapytano ich o portale informacyjne, świadomość algorytmiczną wykazało już tylko 47%. W przypadku serwisów streamingowych z filmami czy muzyką było to kolejno po 41%.
Nie jest jasne, dlaczego osoby mniej świadome algorytmicznie są znacznie bardziej skłonne wchodzić w interakcję z serwisem. I analogicznie – im bardziej ktoś wydawał się algorytmicznie świadomy, tym rzadziej deklarował, że stara się aktywnie wyszukiwać treści, choćby za pomocą narzędzi wyszukiwania.
– Ludzie, którzy wykazują się mniejszą świadomością algorytmiczną w większym stopniu zarządzają informacjami wokół siebie, czyli wyszukują, ale też próbują bardziej wpływać, przynajmniej w deklaracjach, na to, co im się wyświetla. Trzeba by było oczywiście zweryfikować, czy istnieje zależność między tym, że ktoś próbuje jakoś widocznością treści sobie w profilu zarządzać, a tym, na ile jest świadomy działania algorytmu. Nie wiemy tak do końca, co za tym stoi. Potrzeba do tego badań jakościowych. Jest wiele rodzajów relacji użytkowników z algorytmami. Czasami mówi się o grze w widoczność, czyli że są użytkownicy, którzy próbują świadomie sterować algorytmem, np. twórcy, influencerzy, czy osoby, które pracują w agencjach reklamowych. Są również takie relacje z algorytmem, które opierają się na zasadzie tworzenia pewnych teorii ludowych. Mówimy o tym wtedy, gdy użytkownicy próbują sami zgadywać, jak algorytm działa. Są to ciekawe wątki, które wymagają dokładniejszego zbadania – zauważa medioznawczyni.
Co ciekawe, algorytmy nie poznają nas przede wszystkim na podstawie deklaracji, lecz śladów naszej aktywności – a najważniejszym z nich są wcześniejsze wyszukiwania.
Aż 72% badanych wskazało, że to właśnie historia wyszukiwania w największym stopniu wpływa na to, jakie treści są im później wyświetlane.
W dalszej kolejności respondenci wymieniali zainteresowania pozazawodowe (46%), a dopiero potem takie cechy jak wiek (31%), płeć (28%) czy lokalizacja (25%). Pokazuje to, że w odczuciu użytkowników systemy rekomendacyjne reagują przede wszystkim na ich aktywność w sieci, a dopiero w dalszej kolejności np. na dane demograficzne.

Między bańką a debatą – jaką politykę widzimy w sieci
Treści polityczne widziane na platformach społecznościowych nie tworzą jednolitych „baniek”, lecz raczej mieszankę przekazów o różnym charakterze. Największy odsetek użytkowników dostrzegających materiały zgodne z własnymi poglądami odnotowano na platformie X (30%), a najmniejszy na TikToku i Facebooku (po 24%).
Jednocześnie większość badanych deklaruje, że widzi zarówno treści zgodne, jak i niezgodne ze swoim światopoglądem – szczególnie na Facebooku (54%), YouTube i X (po 52%) oraz TikToku (50%).
Wyraźnie odmienny obraz wyłania się w przypadku LinkedIna, gdzie 35% użytkowników w ogóle nie zauważa treści politycznych, co prawdopodobnie wiąże się z profesjonalnym charakterem serwisu.
Z kolei na platformie X tylko 7% respondentów deklaruje brak kontaktu z takimi treściami, co potwierdza jej rolę jako przestrzeni intensywnych debat politycznych. Co ciekawe, osoby częściej widzące treści zgodne ze swoimi poglądami częściej sądzą również, że wszyscy użytkownicy danej platformy widzą podobne materiały, co może świadczyć o mniejszej świadomości mechanizmów personalizacji.

Czy można przechytrzyć system?
Użytkownicy platform społecznościowych w Polsce, i nie tylko, ukazują niekiedy swoją świadomość algorytmiczną, kiedy posługują się tzw. algospeak (z ang. „algoryt-mowa”). To specyficzny sposób posługiwania się językiem, który ma na celu przechytrzenie algorytmów zaprogramowanych na wychwytywanie określonych, „zakazanych”, słów.
Polski znawca Bliskiego Wschodu nie użyje więc słowa „Hamas”, tylko „hummus”. Amerykański influencer nie powie, że kogoś zabito, tylko że ktoś został unalived (z ang. „pozbawiony życia”). Rzecz w tym, że tak naprawdę nie wiadomo, czy takie zabiegi w istocie działają.
Opierają się one na obserwacjach, że niektóre filmy, zawierające określone frazy, zostają poddane demonetyzacji, a nie na rzetelnej wiedzy o tym, jak działają algorytmy platform społecznościowych.
Co w takim razie możemy zrobić, skoro jesteśmy tylko prostymi użytkownikami, a nie specjalistami od systemów zarządzania kolektywną uwagą?
– Przede wszystkim warto zwiększyć swoją wiedzę o mediach. Jak najwięcej czytać, jak najwięcej starać się zrozumieć, ale też podchodzić do tego wszystkiego krytycznie, czyli stale pytać: „kto mi próbuje coś sprzedać i w jaki sposób”? Być świadomym bieżących debat, które toczą się na temat mediów, jak chociażby teraz debata o DSA [unijne rozporządzenie Digital Service Act]. Korzystajmy z serwisów, ale w sposób świadomy. Czytajmy o tym, jak one działają, także w innych mediach – wylicza badaczka.
Należy jednocześnie pamiętać, że odpowiedzialność nie powinna spoczywać wyłącznie na zwykłych użytkownikach. Największymi możliwościami oddziaływania dysponują bowiem duże podmioty technologiczne i instytucjonalne.
Można oczekiwać, że z czasem będą one podejmować nie tylko działania regulacyjne, lecz także – a może przede wszystkim – inicjatywy w zakresie edukacji medialnej.
Łatwo przy tym zapomnieć, że temat edukacji medialnej najczęściej pojawia się w kontekście dzieci i młodzieży, choć to nie tylko najmłodsi są szczególnie narażeni na manipulację i dezinformację.
– Bardzo mocno skupiamy się na edukacji medialnej, która jest skierowana do dzieci. Ale tu powinniśmy działać długofalowo i równolegle w kierunku dorosłych. Zwłaszcza tych osób, które późno stały się użytkownikami internetu, które nie do końca rozumieją jego mechanizmy, a więc bardzo łatwo im ulegają. Jeżeli nic z tym nie zrobimy, to będzie tak samo, tylko gorzej. A weźmy pod uwagę, że to są też te osoby, które chodzą na wybory – zaznacza dr Miotk.
W 2026 roku znaleźliśmy się w sytuacji, w której doszczętnie należy odrzucić złudzenia, że internet będzie stanowić przestrzeń wolności słowa, swobodnego przepływu i dostępu do treści.
Wraz z agresywnym rozprzestrzenianiem się narzędzi tzw. sztucznej inteligencji można łatwo założyć, że takie problemy, jak dezinformacja, manipulacja czy informacyjna hiperinflacja będą tylko przybierać na sile.
Badanie dr Anny Miotk pokazuje, że świadomość algorytmiczna Polaków jest umiarkowana i silnie zróżnicowana społecznie. Około połowy internautów rozumie, że treści w mediach społecznościowych są personalizowane, podczas gdy druga połowa zakłada, że wszyscy użytkownicy widzą w zasadzie to samo lub nie zastanawia się nad mechanizmem ich doboru.
Wyższą świadomością cechują się osoby młode, lepiej wykształcone, mieszkające w dużych miastach, o wyższym statusie socjoekonomicznym oraz korzystające z wielu platform i narzędzi cyfrowych.
Paradoksalnie to nie najbardziej świadomi użytkownicy są najbardziej aktywni. Osoby rozumiejące mechanizmy personalizacji częściej ograniczają się do biernego przeglądania treści, natomiast ci, którzy są przekonani, że wszyscy widzą to samo, częściej próbują kształtować swój strumień informacji.
