Sztuczna inteligencja na dobre wkroczyła w mury uczelni wyższych, wywołując niemałe zamieszanie wśród wykładowców i studentów. Zamiast jednak bezcelowo zakazywać nowej technologii, jak kiedyś próbowano zakazać wyszukiwarki Google czy Wikipedii, trzeba nauczyć się mądrze z nią współistnieć. Zjawisko nazywane AI literacy – kompetencjami w zakresie sztucznej inteligencji – staje się coraz ważniejsze.
Użytkownicy sieci masowo wspierają się czatami, ale często brakuje im świadomości dotyczących ich ograniczeń. Zagadnienie to, które może decydować o przyszłości i etyce edukacji, zbadały dr Zuza Wiorogórska i Zu Sendor z Uniwersytetu Warszawskiego we współpracy z dr Tatianą Sanches z Uniwersytetu Lizbońskiego.

Od Erasmusa do „RobAla”
Inicjatywa narodziła się w 2023 roku w Lizbonie, podczas pobytu dr Zuzy Wiorogórskiej w ramach programu Erasmus na tamtejszym uniwersytecie. Wspólnie z portugalską badaczką Tatianą Sanches (obie zajmują się edukacją i kompetencjami informacyjnymi) wpadły na pomysł sprawdzenia, jak w praktyce studenci korzystają z ChatGPT. Ich celem nie było zniechęcanie do AI, ale przemycenie kluczowych zasad krytycznego myślenia w kontakcie z narzędziami sztucznej inteligencji – w sposób atrakcyjny dla młodych ludzi.
– To był czas, kiedy ChatGPT dopiero stawał się popularny. Chciałyśmy sprawdzić jak osoby studiujące z niego korzystają i jaką mają świadomość jego wad i zalet. Idea była taka, aby im pokazać, że trzeba korzystać z tej technologii w sposób świadomy, krytyczny i że nie można zrobić z odpowiedzi chata kopiuj-wklej – opowiada dr Wiorogórska.
Do zespołu dołączyło Zu Sendor, odpowiedzialne za oprawę graficzną i fabułę cyfrowej gry, do której wykorzystało interaktywną platformę Genially. Tak powstał wirtualny escape room. Zamieszkał w nim sympatyczny robot RobAI – przez polskie badaczki pieszczotliwie nazywany „Robalem”.
Aby nie zanudzić studentów standardowymi ankietami, badaczki wykorzystały podejście edukacyjne, jakim jest grywalizacja – wykorzystanie technik znanych z gier w obszarach niezwiązanych z grami, w tym wypadku w edukacji. Badanie przeprowadzono na przełomie 2024 i 2025 roku. Wzięło w nim udział 13 studentów pierwszego roku z Uniwersytetu Warszawskiego i 13 magistrantów z Uniwersytetu Lizbońskiego.
Eksperyment podzielono na dwa etapy. Najpierw uczestnicy musieli wykonać sześć konkretnych zadań z użyciem ChatGPT, takich jak streszczanie tekstu czy formatowanie bibliografii. Następnie musieli pomóc wydostać się RobAlowi z cyfrowego pokoju.
– W ostatnim zadaniu studenci mieli przejść przez escape room. Pomysł był taki, że zepsuł się robot, zwany RobAIem, i oni mieli go naprawić. Były tam różne teksty i zadania dotyczące tego, na co zwracać uwagę przy korzystaniu z Chata. Gdy zrobiło się coś źle, pojawiał się wielki napis ERROR i nasz Robal stawał się płaczliwy, a z głośników odzywały się straszne odgłosy. To była bardziej nauka przez zabawę, aktywizację. Na pewno jednak ten sposób działa lepiej niż gdybym przygotowała parę slajdów i chciała wszystko pokazać na prezentacji – mówi dr Wiorogórska.
Robot miał „błąd w systemie”, a zadaniem studentów było zdobycie kodu poprzez rozwiązywanie zagadek związanych z AI.


Halucynacje
Co najbardziej zdziwiło uczestników badania? Przede wszystkim odkrycie, że maszyna nie zawsze mówi prawdę. Okazało się, że gdy poprosili ChatGPT o definicję tego samego pojęcia naukowego, każdy ze studentów otrzymywał na ekranie inną odpowiedź.
– Gdy w szkole trzeba napisać wypracowanie, każdy dostaje ten sam temat, ale powstaje inny tekst. Natomiast w przypadku pracy akademickiej istnieją kanoniczne publikacje, które każdy powinien zacytować i zakładamy, że wykładowca oczekuje, że właśnie konkretna publikacja zostanie zacytowana. A z Chata otrzymujemy różne inne propozycje, co już jest w jakiś sposób podejrzane – tłumaczy badaczka.
Zadania obejmowały: definiowanie pojęcia kompetencji informacyjnych i wyszukiwanie artykułów naukowych, wyszukiwanie informacji o konkretnej osobie, np. wykładowcy, pisanie oraz krytyczną ocenę tekstu akademickiego, skracanie i tłumaczenie tekstów na język polski lub portugalski, przygotowywanie streszczeń wraz ze słowami kluczowymi, a także konwersję bibliografii z formatu Chicago do APA. Ćwiczenia miały na celu rozwijanie umiejętności korzystania z ChatGPT do wyszukiwania informacji, tworzenia i opracowywania tekstów oraz krytycznej analizy jakości generowanych odpowiedzi.
Gra obnażyła skłonność sztucznej inteligencji do tzw. halucynacji – potrafiła ona fabrykować źródła, zmyślając tytuły nieistniejących artykułów i książek lub przypisując osobom fikcyjne życiorysy zawodowe. To właśnie bezpośrednie zderzenie z błędami AI stanowiło najlepszą lekcję ograniczonego zaufania.

Śmieciowe dane
Współczesne wyzwania związane z AI nie kończą się jednak na halucynacjach. Badaczki zwracają uwagę na powszechne zjawisko nazywane w informatyce GIGO (garbage in, garbage out). Bez precyzyjnego polecenia (promptu), sztuczna inteligencja nie dostarczy nam wartościowych wyników.
– To takie zaśmiecanie pytaniami, typu: co na obiad albo czy lepszy makaron, czy ryż do pomidorowej. To jest działanie niezasadne, tzn. są to „zadania” zlecane dla żartu. Natomiast, gdy chcę mieć do swojej pracy licencjackiej ładny wykres, którego stworzenie w Excelu czy Canvie zajęłoby dużo czasu, a może zrobić to AI, to w tym wypadku użycie Chata jest uzasadnione. To jest właśnie różnica polegająca na pewnej zasadności użycia. Nie chodzi o to, byśmy byli cyfrowymi ascetami. Ale ChatGPT jest narzędziem. Chodzi o pójście w stronę zrównoważonego wykorzystywania różnych narzędzi – opowiada Zu Sendor.
Istotna jest też świadomość ekologiczna, ale ta rośnie. Uczestnicy szkoleń na UW coraz częściej pytają o ogromne zasoby prądu i wody, które są zużywane przez serwery AI do wygenerowania pojedynczego obrazka czy tekstu.

Detektor AI nie istnieje
Badaczki obalają jeszcze jeden powszechny mit krążący po uniwersyteckich korytarzach – obecnie nie istnieją skuteczne detektory AI, które mogłyby ze stuprocentową pewnością wyłapać, czy tekst został napisany przez studenta, czy też wygenerowany maszynowo.
– Nie ma czegoś takiego. Wykładowca nie powie „mam taki detektor AI, jak program antyplagiatowy i będę wiedział/wiedziała kto, co napisał”. Pokazywaliśmy osobom, które przychodziły na nasze szkolenia, że sztuczna inteligencja potrafi wykryć AI w tekście pisanym przez człowieka, a potrafi nie wykryć w tekście napisanym w całości przez AI i jest to tak arbitralne, że nie jesteśmy w stanie tego sprawdzić. To też uświadamiamy studentom. Nie znaczy to jednak, że mają się nie bać i kopiować wszystko, co Chat napisze, powinni używać go z rozsądkiem i dozą kompetencji niezbędnych do tego, aby dobrze wypośrodkować użytkowanie – twierdzi dr Wiorogórska.
Ewolucja RobAIa
Eksperyment z „Robalem” okazał się na tyle udany, że to małe badanie szybko przerodziło się w regularne szkolenia dla studentów. Z czasem inicjatywa objęła również wykładowców Uniwersytetu Warszawskiego, którzy także potrzebowali przewodnika po nowej cyfrowej rzeczywistości.
Sztuczna inteligencja to silne narzędzie wspomagające, ale nie może zastąpić ludzkiej twórczości i krytycznego myślenia. Należy z niej korzystać podobnie jak z wyszukiwarek, czyli ze zdrowym rozsądkiem. Jak podsumowują autorki badania – do nowej technologicznej rzeczywistości powinniśmy podchodzić spokojnie, bez paniki, ale i bez nadmiernej egzaltacji.