Wzniesiona około 3 tysięcy lat temu egipska Świątynia Milionów Lat leży na zachodnim brzegu Nilu, naprzeciw starożytnych Teb – dzisiejszego Luksoru. Każdego roku odwiedza ją blisko dwa miliony turystów z całego świata. To jedno z najpopularniejszych i najczęściej fotografowanych miejsc w Egipcie, a swoją obecną popularność zawdzięcza dziesięcioleciom pracy archeologów z wielu krajów – w tym polskich naukowców.
Świątynia Hatszepsut w Deir el-Bahari była znana już w XIX wieku, ale potrzeba było wielu lat badań, zanim odzyskała dawną świetność. Jej pełny plan – monumentalnej, tarasowej budowli wykutej w skale – po raz pierwszy został udokumentowany przez szwajcarskiego badacza Henriego Édouarda Naville’a, który kierował wykopaliskami brytyjskiego Egypt Exploration Fund. W latach dwudziestych XX wieku wykopaliska na dziedzińcu i w jego otoczeniu prowadziła amerykańska ekspedycja Herberta E. Winlocka z Metropolitan Museum of Art w Nowym Jorku. W tym samym czasie Egipska Służba Starożytności (instytucja rządowa Egiptu odpowiedzialna za ochronę dziedzictwa archeologicznego) rozpoczęła prace rekonstrukcyjne, koncentrując się na dolnym i środkowym tarasie.
W 1961 roku swoje prace w świątyni rozpoczęła ekspedycja z Centrum Archeologii Śródziemnomorskiej Uniwersytetu Warszawskiego, kierowana przez prof. Kazimierza Michałowskiego. Tak rozpoczęła się nieustannie działająca Polsko-Egipska Ekspedycja Archeologiczno-Konserwatorska. Polacy przejęli opiekę nad najbardziej zniszczonym elementem kompleksu – trzecim tarasem. To właśnie ich długofalowa praca rekonstrukcyjna znacząco przyczyniła się do dzisiejszej rozpoznawalności świątyni i możliwości jej udostępnienia zwiedzającym.
Czym dziś zajmują się polscy badacze w Deir el-Bahari? Jakie odkrycia wciąż czekają pod warstwą kamienia i piasku? A wreszcie kim była Hatszepsut – kobieta-król, Boska Małżonka Amona, Maat-Ka-Ra – czyli kobieta-faraon nad Nilem?

Siódma dekada polskich badań w Deir el-Bahari
Znaczenie prac polskich badaczy w latach 60. nie sprowadzało się jedynie do odbudowy zniszczonego trzeciego tarasu świątyni. To właśnie tam znajdują się najważniejsze pomieszczenia całego kompleksu – Kompleksy Kultu Solarnego i Królewskiego (w tym miejscu sprawowany był kult Hatszepsut) oraz Sanktuarium Amona-Ra, czyli centralne miejsce sprawowania rytuałów religijnych i oddawania czci Amonowi-Ra, najważniejszemu bóstwu Teb i kraju w tym czasie. Szczególnym wyzwaniem było także przywrócenie wizerunków Hatszepsut nie tylko na ścianach budowli, ale także w formie rzeźb, przede wszystkim tych ustawionych niegdyś przy filarach górnych portyków flankujących wejście na górny dziedziniec festiwalowy. Figury te przedstawiały kobietę-faraona jako Ozyrysa, władcę świata zmarłych. Dzięki polskim konserwatorom z niewielkich fragmentów zrekonstruowano twarz Hatszepsut – a w wierzeniach starożytnych Egipcjan to właśnie twarz zapewniała zmarłym życie wieczne.
Podobnie jak prawie 70 lat temu, również dziś badania przebiegają według sprawdzonej sekwencji: od wykopalisk, przez analizę znalezisk, aż po działania rekonstrukcyjne i konserwatorskie. Od 2020 roku polski zespół prowadzi nowy, multidyscyplinarny projekt, tym razem skoncentrowany na Kompleksie Kultu Hathor (była boską opiekunką samej Hatszepsut jako królowej). Po zakończeniu prac archeologicznych i konserwatorskich, odnowiona kaplica zostanie udostępniona zwiedzającym.

– Projekt ma szczególne znaczenie również dla historii Deir el-Bahari, ponieważ teren ten pierwotnie dedykowany był przede wszystkim bogini Hathor, a ponadto był najważniejszym miejscem jej kultu w całym Egipcie. Niemal zupełnie do końca doprowadziliśmy już prace archeologiczne. W tej części świątyni miały one charakter szerokopłaszczyznowy, to znaczy eksploracji poddawane były kolejno: tzw. ścieżka Hathor, czyli długa aleja procesyjna, która biegnie wzdłuż środkowego tarasu, następnie sale hypostylowe i sama kaplica, czyli wszystkie części tworzące Kompleks Kultu Hathor. Wykopaliska te doprowadziły do odsłonięcia tysięcy artefaktów, pozwalających na rekonstrukcję historii Deir el-Bahari, poczynając od wczesnego Średniego Państwa (schyłek III tysiąclecia p.n.e.), a zatem ponad 500 lat przed czasami Hatszepsut, przez okres budowy jej świątyni, jej upadku i destrukcji, ponownego użycia jako miejsce pochówku rodzin kapłanów tebańskich, aż po okres funkcjonowania klasztoru koptyjskiego – mówi dr Patryk Chudzik z Centrum Archeologii Śródziemnomorskiej UW.
Podczas prac przy Kaplicy Hathor polscy badacze natrafili także na liczne ślady najwcześniejszych wypraw archeologicznych z połowy XIX wieku, co jest obecnie jedynym dowodem na przeprowadzone w tym czasie wykopaliska.

Faraon była kobietą!
Po śmierci Thotmesa II – męża Hatszepsut – tron przypadł jego synowi Thotmesowi III. Był on jeszcze dzieckiem, dlatego władzę jako regentka po pewnym czasie objęła Hatszepsut. Przez pierwsze lata rządziła w jego imieniu, ale po ok. siedmiu latach koronowała się na kobietę-faraona. Przez kolejne kilkanaście lat współpanowała, bo de facto to Thotmes III siedział na tronie. Łącznie do 21. roku panowania Thotmesa III to jednak ona faktycznie kierowała państwem. Jej panowanie zapisało się jako czas stabilizacji i rozwoju – czego symbolem są liczne, monumentalne budowle wznoszone z jej polecenia.
Hatszepsut wyróżniała się także tym, jak prezentowała swój królewski status. W starożytnym Egipcie tytulatura królewska przysługiwała wyłącznie mężczyznom – nie istniał nawet formalny odpowiednik królowej, a jedynie tytuł ukochanej króla, co jedynie dla lepszego zrozumienia relacji panujących na egipskim dworze tłumaczymy jako królowa. Dlatego Hatszepsut przyjęła pełną tytulaturę królewską, modyfikując ją gramatycznie, by odzwierciedlała jej płeć. Jej imię tronowe – Maat-Ka-Ra – oznaczało „Sprawiedliwa jest dusza Ra”. Z czasem w jej wizerunkach zaczęły następować zmiany – z kobiety o wyraźnych kobiecych cechach, stawała się coraz bardziej „męska”.
– W okresie XVIII dynastii był bardzo wyrazisty podział malowania ciała mężczyzn i kobiet – mężczyzn malowano na czerwono, zaś kobiety na żółto – i o ile we wczesnym okresie panowania Hatszepsut maluje się na żółto i przedstawia się z wyraźnymi zarysami ciała i anatomii kobiety, o tyle już kilka lat później widzimy, że staje się ona mężczyzną. Na klatce piersiowej nie ma już wyrazistego zarysu piersi, a przede wszystkim jej ciało malowane jest na czerwono. Ukazywana jest więc w pełni jako król, tyle że żeński, co z kolei sugerują teksty hieroglificzne. Przyjęcie przez nią pełnej tytulatury królewskiej, dotychczas zarezerwowanej wyłącznie dla władcy-mężczyzny, i przerobienie jej na formę żeńską, jest czymś, czego nie znamy z innych okresów historii starożytnego Egiptu – wyjaśnia dr Chudzik.

Wyjątkowa jest także świątynia, którą Hatszepsut kazała zbudować – to właśnie ona zapoczątkowała nowy typ architektury sakralnej. Świątynia Milionów Lat w Deir el-Bahari zastąpiła dotychczasowe formy świątyń grobowych. Od tej pory wszyscy faraonowie XVIII, XIX i XX dynastii nazywali swoje świątynie właśnie w ten sposób. Trzeba jednak pamiętać, że kompleks Hatszepsut nie pełnił funkcji grobu, lecz był miejscem kultu – przede wszystkim Amona Ra, głównego bóstwa państwowego, któremu hołd miano oddawać przez „miliony lat”.
– Choć tarasowy układ świątyni wyraźnie nawiązuje do sąsiedniego kompleksu Mentuhotepa II z XI dynastii – o ponad 500 lat starszego – to koncepcja Świątyni Milionów Lat jako tylko miejsca kultu, a nie połączenia grobowca i świątyni lub kaplicy, była nowością – podkreśla badacz.
Mimo swojej oryginalności, świątynia Hatszepsut wpisywała się w dobrze znany Egipcjanom symboliczny schemat. Jej architektoniczna kompozycja przypominała klasyczne założenia znane ze Starego Państwa: aleja procesyjna prowadząca od dolnej świątyni do głównej budowli, zwieńczonej kiedyś piramidą. Choć w Deir el-Bahari nie zbudowano klasycznej piramidy, cała świątynia przylega do masywu skalnego, który – patrząc z pewnych perspektyw – przypomina jej kształt.
– W przypadku Hatszepsut mamy dokładnie ten sam schemat: dolna świątynia, aleja procesyjna, górna świątynia i… piramida. Tyle że nie zbudowana z kamienia, tylko symboliczna – to cały płaskowyż – tłumaczy dr Chudzik. – Jeśli spojrzymy dalej na zachód, dostrzeżemy szczyt tego masywu. Z wielu perspektyw wygląda jak klasyczna piramida. Według sugestii naszego kolegi, dr. Andrzeja Ćwieka, to właśnie cały ten masyw górski pełni rolę piramidy, do której niejako „doklejona” jest świątynia Hatszepsut – wyjaśnia badacz.

Kiedy każdy kamień ma znaczenie
Praca polskich badaczy w Deir el-Bahari od samego początku wykraczała poza typowe działania archeologiczne. Ich celem nie było tylko prowadzenie wykopalisk, lecz także rekonstrukcja całej świątyni – tak, by odzyskała dawny blask i mogła być podziwiana przez kolejne pokolenia. Chodzi nie tylko o to, by każdy blok kamienny wrócił na swoje miejsce, ale też, by został tam na stałe – zabezpieczony przed erozją, wzmocniony, utrwalony na przyszłość.
– Nasze prace konserwatorskie i rekonstrukcyjne mają wiele wymiarów – tłumaczy dr Patryk Chudzik. – Z jednej strony odtwarzamy całą strukturę świątyni. Z drugiej – umieszczając każdy blok w jego pierwotnym położeniu, zatrzymujemy proces jego niszczenia. Wymaga to zwykle interwencji konserwatorów, którzy wzmacniają zarówno strukturę kamienia, jak i zachowane na nim polichromie czy reliefy.
Zanim jednak dojdzie do rekonstrukcji, prowadzone są długie i żmudne badania epigraficzne. Każdy fragment należy najpierw zidentyfikować i określić jego miejsce w świątyni – zarówno pod względem lokalizacji, jak i kontekstu sceny. Dopiero potem tworzony jest projekt rekonstrukcji teoretycznej, która staje się podstawą do fizycznego odtworzenia całości.

– W magazynach i lapidariach naszej ekspedycji wciąż znajduje się ponad 13 tysięcy dekorowanych bloków lub ich fragmentów – mówi dr Chudzik. – To dużo, ale to już tylko część tego, co nasza ekspedycja zastała w 1961 roku. Wciąż jest ogrom pracy przed nami – tłumaczy archeolog.
Odbudowa świątyni Hatszepsut to praca zespołowa, wymagająca współpracy specjalistów z wielu dziedzin – nie tylko archeologów, ale także architektów, konstruktorów czy konserwatorów dzieł sztuki. I choć sama struktura budowli jest istotna, to przy rekonstrukcji egipskiej świątyni kluczowe znaczenie ma jeszcze coś: dopasowanie dekorowanych bloków w taki sposób, by ich reliefy i inskrypcje tworzyły spójną całość.
– W przeciwieństwie do średniowiecznego zamku, gdzie często wystarczy odtworzyć samą bryłę budowli, w przypadku świątyni egipskiej musimy uwzględnić układ dekoracji. Każdy blok ma swoje miejsce nie tylko fizycznie, ale i narracyjnie. Odtwarzamy program ikonograficzny ścian, który prezentuje konkretną sekwencję wydarzeń wynikających z ich symbolicznego znaczenia. Niekiedy nawet niedekorowane elementy muszą być ustawione zgodnie z określoną sekwencją – dlatego zanim zaczniemy rekonstrukcję, projekt poddawany jest kilkukrotnej weryfikacji – podkreśla badacz.

Imię, które miało zniknąć
Wiele lat po śmierci Hatszepsut – dopiero około 42.–43. roku panowania Thotmesa III – rozpoczęto systematyczną akcję usuwania jej imienia z oficjalnej pamięci. Choć Hatszepsut zmarła wcześniej, jej pasierb przez długi czas nie podejmował żadnych działań. Dopiero u schyłku życia, być może w wyniku zmiany politycznej strategii, rozpoczął działania mające na celu wymazanie jej z historii. Ze ścian świątyń skuwano atrybuty królewskiego statusu, a z jej koronacyjnego imienia Maat-Ka-Ra usuwano znak Ka, co zmieniało całe jego znaczenie.
– Po jego usunięciu imię symbolicznie znikało – wyjaśnia dr Chudzik. – Nie niszczono całej dekoracji. Wystarczyło skuć parę uniesionych do góry rąk, które symbolizowały znak Ka. Reszta mogła pozostać. Imię Hatszepsut po prostu przestawało istnieć.

Dziś polska ekspedycja dosłownie odwraca proces zapomnienia, który rozpoczął się za panowania Thotmesa III. Polscy badacze nie rekonstruują jednak zniszczonych w czasach Thotmesa III hieroglifów czy scen, lecz postanowili wykorzystać kryptogram imienia tronowego Hatszepsut – Maat-Ka-Ra – w logotypie swojej ekspedycji.
Praca archeologów to nie tylko odkrywanie tego, co przez wieki spoczywało pod piaskiem i gruzem – to także mozolne, cierpliwe odbudowywanie tego, co miało zostać pogrzebane nie tylko fizycznie, ale i symbolicznie. Coraz więcej wskazuje jednak na to, że sam proces „wymazywania” był bardziej złożony, niż przez lata sądzono. Zamiast aktów brutalnej zemsty, niektóre działania mogły mieć charakter rytualny – chodziło raczej o „dezaktywowanie” mocy królewskiego wizerunku niż jego unicestwienie.
Najnowsze badania egiptologa Jun Yi Wonga z Uniwersytetu w Toronto, członka polsko-egipskiej ekspedycji w Deir el-Bahari, sugerują, że niszczenie posągów Hatszepsut odbywało się z pewnym szacunkiem dla formy: łamano je w newralgicznych punktach – jak szyja czy kolana – ale często celowo pozostawiano twarze i inskrypcje nietknięte. W świetle tych analiz działania starożytnych kapłanów i współczesnych konserwatorów zdają się prowadzić niezwykły, niezamierzony dialog – tyle że z przeciwnymi intencjami – tamci chcieli zamknąć pamięć o Hatszepsut, ci – ją przywracają.
I patrząc na to, ile pracy wciąż czeka w Deir el-Bahari, można mieć pewność, że nieprzemijający urok kobiety-faraona zatrzyma ich w tym miejscu jeszcze na wiele kolejnych dziesięcioleci.

