Jedną z dawniej stosowanych metod wzmacniania zniszczonych obrazów był dublaż, czyli podklejanie oryginalnego podłoża, najczęściej płótna lnianego, dodatkową tkaniną. Do ich połączenia stosowano m.in. masy woskowo-żywiczne. Problem pojawiał się wtedy, gdy takie zabezpieczenie trzeba było później usunąć bez uszkodzenia oryginalnego obrazu. Zwykle stosowane metody mechaniczno-fizyczne (skalpel, stoły próżniowe, wysoka temperatura) lub chemiczne (rozpuszczalniki organiczne na ligninach/chusteczkach) posiadają szereg wad: powodują tylko częściowe usunięcie masy oraz powstawanie mikrouszkodzeń, są bardzo czasochłonne, a także stanowią zagrożenie dla konserwatora ze względu na wykorzystanie toksycznych rozpuszczalników.
Szczególnym wyzwaniem okazał się portret Michała Kazimierza Raczyńskiego, dyplomaty Jana III Sobieskiego, a później wojewody kaliskiego i poznańskiego. Obraz, którego autor pozostaje nieznany, powstał na znacznie delikatniejszym jedwabiu.
Przy jego konserwacji współpracowali specjaliści z kilku dziedzin. Prace prowadziła Adrianna Pajdak z Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie pod kierunkiem prof. Marty Lempart-Geratowskiej, wspólnie z zespołem Muzeum Narodowego w Poznaniu i chemikami z UW.
– Jedwab jest znacznie cieńszy niż typowe płótno malarskie, więc przechodzenie rozpuszczalnika do strefy malarskiej jest dosyć szybkie – mówi dr hab. Marcin Karbarz, prof. ucz. z Wydziału Chemii Uniwersytetu Warszawskiego.
Dlatego do usunięcia znajdującej się na odwrocie masy wykorzystano organożel oparty na nietoksycznych rozpuszczalnikach. Dzięki temu rozpuszczalnik nie rozpływał się swobodnie po powierzchni, a konserwatorzy mogli znacznie dokładniej kontrolować miejsce i czas jego działania.
– Sam efekt konserwacji przy użyciu organożelu był dla konserwatorów zaskakujący. Pomimo że w pewnym stopniu rozpuszczalniki przeniknęły do warstwy malarskiej, to okazało się, że nie poczyniły tam żadnych szkód – podkreśla badacz.
Konserwacja i towarzyszące jej badania przyniosły też niespodziewane odkrycie. Zdjęcia rentgenowskie, a następnie usunięcie późniejszych retuszy i przemalowań pokazały, że znany dziś portret Raczyńskiego nie był pierwotnie samodzielnym dziełem!
Okazało się, że był częścią znacznie większego obrazu. Oprócz wizerunku Raczyńskiego znajdowały się na nim m.in. herb rodu, dodatkowe postaci, korony, wieńce i napisy.
Badacze przypuszczają, że dopiero w XIX wieku zachowany fragment większej kompozycji przerobiono na samodzielny portret, prawdopodobnie w czasie tworzenia rodzinnej galerii Raczyńskich w Rogalinie. Możliwe, że właśnie wtedy obraz po raz pierwszy przemalowano, tak aby lepiej pasował do pozostałych portretów w kolekcji.


Rozpuszczalnik, który nie płynie
Organożel to rodzaj elastycznego materiału zbudowanego z polimeru, która zatrzymuje w sobie rozpuszczalnik. Ten nadal może rozpuszczać niepożądane substancje, ale nie rozlewa się jak zwykła ciecz.
Został opracowany w 2022 r. przez dr Klaudię Kaniewską i dr. hab. Marcina Karbarza z Uniwersytetu Warszawskiego we współpracy z dr Elżbietą Pilecką-Pietrusińską z Muzeum Narodowego w Warszawie.
– Można powiedzieć, że żele pozwalają nadawać stały kształt cieczom. W naszym przypadku mamy do czynienia z mieszaniną rozpuszczalników, która dzięki żelowi traci płynność i się nie rozlewa. Zyskujemy więc kontrolę nad tą cieczą – tłumaczy prof. Marcin Karbarz.
To istotna różnica w porównaniu z tradycyjnym, mechanicznym usuwaniem mas woskowo-żywicznych. Taka praca jest nie tylko żmudna, ale przy delikatnym podłożu niesie ryzyko uszkodzenia jego włókien.
– Widziałem, jak studenci ASP zdejmowali taką masę z odwrocia obrazu skalpelem. To z jednej strony bardzo czasochłonne, a z drugiej – trudno zrobić to na tyle precyzyjnie, aby choć w niewielkim stopniu nie uszkodzono włókien. Zastosowanie tej metody w przypadku delikatnego jedwabiu w ogóle nie wchodzi w grę. Konserwatorzy stwierdzili także, że inne tradycyjne metody w przypadku tego dzieła są również ryzykowne – mówi naukowiec.
Organożel ma postać elastycznego płata, który dopasowuje się do nierówności powierzchni tkaniny malarskiej, także tych wynikających ze splotu jej włókien. Dzięki temu dobrze przylega do oczyszczanej powierzchni. Podczas zabiegu konserwatorzy przykrywają go folią ograniczającą parowanie rozpuszczalnika i dociskają woreczkami wypełnionymi piaskiem, aby utrzymać równomierny kontakt z oczyszczaną powierzchnią.
W przypadku portretu Raczyńskiego samo dobranie sposobu użycia żelu wymagało serii prób. Sprawdzano różne czasy aplikacji: 10, 15, 30, 45 i 60 minut.
Ostatecznie najlepsze rezultaty dawały dwie kolejne aplikacje, najpierw przez 45, a następnie przez 25 minut. Między nimi czekano, aż mieszanina całkowicie odparuje, aby nie dopuścić do nadmiernego spęcznienia delikatnych włókien jedwabiu. Miejsca rozdarte i postrzępione, dodatkowo zabezpieczano siatką.
Efekt okazał się bardzo dobry. Organożel z mieszaniną czyszczącą w zasadzie całkowicie zaabsorbował masę woskowo-żywiczną od strony odwrocia obrazu, a mechaniczne doczyszczanie ograniczono do minimum. Jednocześnie część rozpuszczonej masy przenikała przez wyjątkowo cienki jedwab na stronę z malowidłem, dlatego podczas zabiegu trzeba było ją na bieżąco usuwać.



Trudny przypadek Tetmajera
Pierwszym poważnym sprawdzianem organożelu była konserwacja Sceny rodzajowej na wsi Włodzimierza Tetmajera z 1889 roku, znajdującej się w zbiorach Muzeum Śląskiego w Katowicach.
Prace prowadziła na Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie Anna Litwin pod kierunkiem dr hab. Anny Sękowskiej, prof. ASP. Obraz był w bardzo złym stanie, a zastosowanie tradycyjnych metod mogło prowadzić do kolejnych uszkodzeń.
– Pani profesor obawiała się, że zastosowanie klasycznych metod najprawdopodobniej doprowadziłoby do jeszcze większych uszkodzeń obrazu. Jego stan był wyjątkowo zły, dlatego zdecydowano się na wykorzystanie organożelu. Wyniki okazały się zaskakująco dobre – mówi prof. Marcin Karbarz.
W tym przypadku problemem była znajdująca się na odwrociu obrazu zdegradowana masa emulsyjna. Organożel pozwolił usuwać ją w sposób znacznie bardziej kontrolowany niż przy zastosowaniu tradycyjnych metod. Według konserwatorów zabieg przyniósł bardzo dobre rezultaty i był bezpieczny dla struktury płótna.
Skuteczne zastosowanie organożelu pozwoliło na przejście do kolejnych etapów konserwacji obrazu. Prace obejmowały m.in. usunięcie przemalowań, konsolidację odwarstwionych warstw malarskich, naprawę rozdarć, uzupełnianie ubytków.
Wyniki tych prac zostały opisane w Journal of Cultural Heritage.





