Serwis Naukowy UWSerwis Naukowy UWSerwis Naukowy UW
  • HUMANISTYCZNE
  • SPOŁECZNE
  • ŚCISŁE i PRZYRODNICZE
  • Wykorzystanie treści
Serwis Naukowy UWSerwis Naukowy UW
  • HUMANISTYCZNE
  • SPOŁECZNE
  • ŚCISŁE i PRZYRODNICZE
  • WIRTUALNE WYSTAWY
  • EN
  • Wykorzystanie treści
Obserwuj nas
Copyright © 2026 Uniwersytet Warszawski
Strona główna » Artykuły » TikTok, seksualizowane deepfejki i reklamy piwa. Najnowszy raport „Internet dzieci”
media

TikTok, seksualizowane deepfejki i reklamy piwa. Najnowszy raport „Internet dzieci”

Co trzecie dziecko w wieku 7–14 lat miało kontakt z internetowymi treściami seksualnymi dla dorosłych. Około 1,2 miliona widziało w aplikacjach społecznościowych reklamy piwa. Druga edycja raportu „Internet dzieci” pokazuje, że problemem nie jest już sama obecność najmłodszych w sieci, ale cyfrowy świat, w którym pozwalamy im dorastać.

Ostatnio zaktualizowany: 2026/06/19
19/06/2026
16 Min czytania
Od TikToka i YouTube’a, przez reklamy, algorytmy i sztuczną inteligencję, po mechanizmy, które mają utrzymać uwagę dzieci jak najdłużej – to wszystko analizuje najnowszy raport „Internet dzieci”. Fot. pvproductions / Freepik.
Udostępnij

Lata 2025-2026 przyniosły szereg zmian w debacie publicznej na temat internetu, w szczególności w kwestiach dotyczącej problematycznej w nim obecności dzieci. Śladem Australii, która zakazała platform społecznościowych osobom poniżej 16. roku życia, podąża dziś Wielka Brytania.

W czerwcu tego roku brytyjski premier, Keir Starmer, przedstawił szczegółowy plan regulacji, które zakładają odcięcie dostępu najmłodszym do największych platform, takich jak TikTok czy YouTube. Rozważa się także m.in. wprowadzenie internetowej „ciszy nocnej” (wyłączenie dostępu po godzinie 22) czy zakaz czatbotów AI o funkcji „romantycznych towarzyszy” (tzw. AI companion).

W Polsce prezydenckie weto wobec ustawy wdrażającej unijny Akt o usługach cyfrowych, czyli DSA (Digital Services Act) pokazało, że do przyjęcia podobnych rozwiązań, jakie obecnie projektuje Wielka Brytania, wciąż mamy daleką drogę.

Jednak dzięki pierwszej edycji raportu „Internet dzieci”, opublikowanej w marcu 2025 roku, polskim badaczom internetu udało się zmienić pole dyskusji. Nie pytamy już, „czy dzieci w ogóle w sieci są”? – tylko: „czy robimy dostatecznie dużo, aby nie działa im się tam krzywda”?

Dlatego tegoroczny raport nie zatrzymuje się już na pytaniu, z jakich aplikacji korzystają dzieci. Idzie krok dalej i pokazuje cały cyfrowy świat, w którym dorastają: od TikToka i YouTube’a, przez reklamy, algorytmy i sztuczną inteligencję, po mechanizmy, które mają utrzymać ich uwagę jak najdłużej.

Najważniejsze jest jednak to, że autorzy nie kończą na diagnozie. Pokazują też, co można zrobić, żeby internet przestał być dla dzieci przestrzenią, w której są zostawiane same sobie.

Co się zmieniło, co pozostało bez zmian?

Założenia projektu „Internet dzieci” pozostają niezmienne. To wspólna inicjatywa Fundacji „Instytut Cyfrowego Obywatelstwa”, Polskich Badań Internetu, firmy Gemius oraz Państwowej Komisji do spraw przeciwdziałania wykorzystaniu seksualnemu małoletnich poniżej lat 15. Jej celem jest coroczne dostarczanie rzetelnych informacji na temat obecności dzieci i młodzieży w internecie.

Od marca zeszłego roku nie zmieniła się także sama liczba najmłodszych w sieci ani ogólny profil ich zachowań. Zmieniła się natomiast dynamika debaty.

Udział kategorii w całkowitym czasie spędzanym przez dzieci online. Dane z raportu „Internet dzieci”.

– Co do zachowań dzieci i młodzieży, one zostają te same. To jest za mało czasu, żeby tu mówić o jakiejś trwałej zmianie społecznej. Poza tym, żeby taka zmiana zaistniała, to jednak potrzebny jest wysiłek nie tylko nas jako twórców raportu, ale też, po pierwsze, państwa jako regulatora, a po drugie, także połączonych wysiłków szkół i rodziców. Udało nam się wywołać debatę na temat tego, w jakim stopniu, w jakim zakresie dzieci powinny bądź nie powinny korzystać z social mediów. Powstały na ten temat kampanie, które wykorzystywały nasze dane, np. kampania miasta stołecznego Warszawy czy cykl szkoleń prowadzony przez jedną z firm zarządzających nieruchomościami. Także tych cytowań, wykorzystań danych, różnych inicjatyw zainspirowanych naszymi odkryciami było całkiem sporo. Bardzo nas to cieszy, bo to pokazuje, że świadomość społeczna być może zaczyna się powoli zmieniać. To, czy się zmienia, będzie jeszcze trzeba dokładnie zmierzyć. Natomiast już samo poruszenie tego tematu wywołało debatę w mediach. Ten raport właściwie żył przez cały rok i był cały czas cytowany. To ważne osiągnięcie, którym się możemy pochwalić – mówi dr hab. Anna Miotk z Wydziału Dziennikarstwa, Informacji i Bibliologii UW.

Zasadniczą zmianą między pierwszą a drugą edycją raportu jest przejście od pytania, „czy dzieci są w sieci” do „w jaki sposób”? Szereg uzyskanych przez badaczy danych pozwala zrekonstruować szczegółowy obraz zachowań i funkcjonowania w internecie najmłodszych użytkowników.

To właśnie grupy wiekowej 7-14 lat dotyczy większość danych z najnowszego raportu. Skupienie się na niej umożliwia pokazanie, jak cyfrowy świat dzieci kontrastuje zarówno z dorosłymi, jak i z ich nieco starszymi kolegami.

Główne dane w raporcie pochodzą z Mediapanelu i Panelu Hardware Gemius, a dane o ekspozycji na reklamy – z badania gemiusAdReal.

Co zatem wiemy o przeciętnym użytkowniku sieci w grupie wiekowej 7-14 lat? W tej grupie zasięg internetu wynosi 81%, czyli blisko co piąte dziecko pozostaje jeszcze offline. Dla porównania, w grupie 15–24 lata z internetu korzysta już 99% osób. Być może jest to już widoczny efekt zwiększonej świadomości rodziców, jednak na razie nie sposób o tym wyrokować.

Ci, którzy z internetu korzystają, należą jednak do najbardziej aktywnych użytkowników sieci. Spędzają online średnio 4 godziny i 25 minut dziennie. Między 14 a 21 po smartfon sięga prawie 60% dzieci w wieku 7–14 lat, a korzystające z telefonu dzieci spędzają z włączonym ekranem średnio 25–30 minut w każdej godzinie. 88% czasu online dzieci przypada na urządzenia mobilne, przede wszystkim smartfony.

Połowę ich czasu spędzonego w internecie pochłaniają dwie platformy. Przede wszystkim TikTok (29% czasu) oraz tuż za nim YouTube (22%). Resztę poświęcają na gry, komunikatory i inne „społecznościówki”. 69% dzieci i nastolatków sięga w internecie po treści edukacyjne, ale łącznie stanowią one 1% ich czasu, czyli około 6 minut dziennie.

Między 6 a 8 rano ponad połowa dzieci uruchamia telefon. Około 30% sięga wtedy po TikToka, a niewiele mniej po Messengera. Czas zajęć szkolnych to jeden z mniej intensywnych okresów w ciągu dnia, jeśli chodzi o korzystanie ze smartfonów.

W typowym miesiącu godziny szkolne odpowiadają za około 13% całkowitego czasu smartfonowego dzieci w wieku 7–14 lat. To pokazuje, że największa część używania smartfonów przypada poza szkołą, więc same szkolne zakazy nie rozwiązują całego problemu.

Niepokojące jest to, że 32% dzieci w wieku 7–14 lat miało kontakt z kategorią „erotyka”, obejmującą serwisy z treściami seksualnymi przeznaczonymi dla dorosłych. To poziom zbliżony do całej populacji internautów. Różnica dotyczy czasu ekspozycji: w przypadku dzieci jest on krótszy i wynosi około 10 minut dziennie, wobec około 20 minut w całej populacji internautów.

Średni czas korzystania z najpopularniejszych aplikacji w kolejnych godzinach w całej grupie wiekowej 7-14 lat, podany w minutach. Dane z raportu „Internet dzieci”.

– Najmłodsi mają krótszy kontakt z tymi treściami, czasem docierają do nich poprzez reklamy, poprzez przekierowania. Kolega albo ktoś nieznajomy w internecie – ktoś im takie treści podsyła.. Ale widać, że jednak jest sporo dzieci, które zaglądają do serwisów erotycznych regularnie i że to nie są tylko pojedyncze i przypadkowe zdarzenia. Że one wiedzą, że takie serwisy są i po prostu można tam wejść, żeby zobaczyć takie treści. I nie ma żadnych mechanizmów ochrony. Można sobie wpisać adres takiego serwisu w przeglądarce smartfona, zaznaczyć, że mamy skończone osiemnaście lat i oglądać do woli – dodaje uczona.

Stare problemy w nowej odsłonie

Przy okazji publikacji pierwszego raportu pominięto wchodzenie przez najmłodszych w interakcję ze sztuczną inteligencją. Okazuje się, że dzieci i młodzież są zaznajomione z narzędziami AI w podobnym stopniu, co inni użytkownicy internetu.

ChatGPT ma zasięg 43%, zaś prawie co piąta osoba (18%) korzysta z niego aktywnie i regularnie. Problematyczny (zarówno społecznie, jak i badawczo) jest aspekt związany z ekspozycją na treści generowane przez sztuczną inteligencję.

Ponieważ nie wiemy, jak dokładnie wygląda czas spędzony przez dzieci na TikToku czy YouTube, trudno powiedzieć, z jakiego rodzaju treściami dzieci mają najczęściej interakcję. Można jednak przypuszczać, ze względu na wszechobecność generowanych przez sztuczną inteligencję treści, że stanowią one ich dużą część.

Największym problemem nie są tu jednak tzw. AI slopy, czyli niskiej jakości filmiki czy memy, a seksualizujące deepfejki. Jest to obecny już wcześniej problem, ale w nowej odsłonie. Pierwsza edycja raportu „Internet dzieci” zwracała uwagę, że najmłodsi użytkownicy internetu są szczególnie narażeni na przestępstwa na tle seksualnym i regularnie spotykają się z treściami, a niekiedy wręcz propozycjami o charakterze seksualnym.

Generatywna sztuczna inteligencja znacząco zwiększyła skalę materiałów seksualizujących dzieci. Chodzi m.in. o CSAM (z ang. Child Sexual Abuse Material), czyli materiały przedstawiające seksualne wykorzystywanie dzieci – zdjęcia, filmy, obrazy generowane przez AI albo inne treści pokazujące lub sugerujące seksualną przemoc wobec osób małoletnich.

Według przytoczonych w raporcie danych WeProtect w 2025 roku liczba materiałów generowanych za pomocą AI wzrosła o 1325%, a skala groomingu, czyli uwodzenia nieletnich w sieci, o 192%. Inhope odnotowała z kolei wzrost liczby materiałów CSAM o 450%, a Internet Watch Foundation wskazała na wzrost szantaży na tle seksualnym o 127%.

Miesięczna liczba dzieci korzystająca z poszczególnych aplikacji i komunikatorów. Dane z raportu „Internet dzieci”.

Chociaż tych dwóch zjawisk nie da się porównać pod względem szkodliwości społecznej, to równie uderzające są dane dotyczące ekspozycji najmłodszych na reklamy alkoholu, przede wszystkim piwa. Ten przykład dokładnie pokazuje, na czym polega problem nieregulowanej obecności dzieci w internecie.

– 1,2 miliona dzieci w wieku 7-14 lat miało kontakt z reklamami piwa alkoholowego w topowych aplikacjach społecznościowych. To jest rzecz, która mnie najbardziej poruszyła. W przypadku telewizji obowiązuje prawo, żeby dzieci nie oglądały reklam alkoholu. Pewnych alkoholi nie można w ogóle reklamować, inne są reklamowane tylko w ograniczonych porach. W internecie dzieci z tymi reklamami stykają się tak samo jak dorośli, na równych prawach – zauważa medioznawczyni.

Tradycyjne media funkcjonują w ramach pewnej, od dawna respektowanej, umowy społecznej – pewnych rzeczy nie można, pewnych rzeczy dzieci nie powinny oglądać. Również dlatego nikogo nie dziwi czerwony znaczek 18+, który przy określonych filmach pojawi się w rogu ekranu telewizora.

W przestrzeni internetu natomiast wszystko to nagle zostaje zawieszone. Zasady nie istnieją, tak jakby nigdy ich nie było. Przykład reklam piwa może być uderzający, ale mechanizm dotyczy w równym stopniu wszystkich tego rodzaju zjawisk w przestrzeni internetowej.

Kiedy nie wystarczają zakazy, czyli co można zrobić?

Dzięki raportom uczonych zmienia się nasza świadomość, a co za tym idzie, debata publiczna. Wciąż jednak wiele pozostaje do zrobienia. Jednocześnie internet jest na tyle dynamicznie zmieniającą się przestrzenią, że trudno wyobrazić sobie jedno prawodawstwo, które na zawsze naprawi wszystkie usterki systemu.

Gdy przed dziesięciu laty dyskusja na temat szkodliwości platform społecznościowych zaczynała dopiero raczkować, nieobecne były problemy, z którymi borykamy się dzisiaj, takie jak błyskawiczny rozwój generatywnej sztucznej inteligencji.

Udziały procentowe dzieci korzystających określoną ilość czasu z najpopularniejszych aplikacji w porównaniu do ogółu użytkowników danej aplikacji. Dane z raportu „Internet dzieci”.

– Prawo nie jest czymś sztywnym, ono się zmienia, bo sytuacja się zmienia, więc nawet gdyby w idealnym świecie udało się wdrożyć wszystkie te postulaty, to pojawią się na pewno nowe rzeczy, nowe obszary do regulacji. Natomiast możliwy jest stan zadowalający. Jeżeli chodzi o telewizję, o treści kierowane do dzieci w telewizji, to tu właściwie sytuacja jest uregulowana, nawet jeśli czasami zdarzają się wpadki – mówi dr hab. Miotk.

Dlatego w raporcie badacze proponują szerokie spektrum rozwiązań. Są to z jednej strony postulaty skierowane do decydentów państwowych, takie jak powołanie niezależnej instytucji odpowiedzialnej za bezpieczeństwo najmłodszych w sieci czy wzmocnienie skuteczności już istniejących przepisów dotyczących ich ochrony.

Z drugiej zaś skierowane przede wszystkim do właścicieli platform, jak ograniczenie stosowania mechanizmów addictive design, takich jak np. nieskończone przewijanie (z ang. infinite scrolling), autoodtwarzanie czy systemy powiadomień, a także ograniczenie profilowania i reklam, których celem są dzieci i młodzież.

– Pierwszym krokiem powinien być katalog usług cyfrowych, w którym zostaną sklasyfikowane zarówno pod kątem bezpieczeństwa, jak i wieku użytkowników. Gdybym miała tutaj zbudować jakąś analogię, to byłoby to podobne do klasyfikacji treści w telewizji. To są treści 16+, a to są treści 18+, a to są treści powiedzmy 12+. Do tego powinniśmy wymagać – jako obywatele, państwo i reprezentujący nas politycy – odpowiedzialności od platform za to, jakie treści się na nich znajdują. W naszym raporcie proponujemy całą serię postulatów etycznego projektowania. Główne dotyczą chociażby wyłączenia mechanizmu nieskończonego przewijania. Czyli: wracamy do rozwiązań, które istniały w internecie wcześniej, takich jak choćby podział na strony. Z drugiej strony wymóg niemanipulacyjnego projektowania interfejsów. Tak, żeby użytkownik mógł wybierać, co widzi. Żeby miał większy wpływ na decyzje algorytmiczne. Do tego oczywiście dochodzi projektowanie algorytmów tak, żeby one nie polaryzowały i nie dezinformowały, tylko by czas spędzony na platformie był dla odbiorcy wartościowy – podsumowuje badaczka.

Jak wspominaliśmy, cyfrowa codzienność dzieci zaczyna się bardzo wcześnie. Między 6 a 8 rano  około 30% sięga po TikToka, niewiele mniej po Messengera. W tym drugim przypadku trudno nie pomyśleć o klasowych grupach, wiadomościach od znajomych czy porannym sprawdzaniu, czy „coś się wydarzyło”, zanim jeszcze zacznie się lekcja.

To dobrze pokazuje, dlaczego sama rozmowa o zakazach nie wystarczy. Internet nie jest już dla dzieci osobnym miejscem, do którego „wchodzą” po szkole. Jest częścią ich poranka, relacji, odpoczynku, nudy, nauki i życia społecznego. Można ograniczać dostęp do konkretnych aplikacji, ale trudno udawać, że cyfrowa przestrzeń zniknie z dziecięcej codzienności.

Dlatego pytanie nie brzmi już tylko, jak długo dzieci są online. Ważniejsze jest to, w jakim świecie online dorastają. Czy jest to przestrzeń projektowana z myślą o ich bezpieczeństwie, wieku i wrażliwości, czy raczej środowisko, w którym obowiązuje jedna zasada: utrzymać uwagę użytkownika jak najdłużej.

Jeśli dzieci mają dorastać także w internecie, to internet nie może być miejscem zostawionym samemu sobie. Zwłaszcza wtedy, gdy mówimy o tych, którym najtrudniejsię przed nim sami obronić.

Miesięczny i dzienny zasięg chata GPT. Dane z raportu „Internet dzieci”.

Między zdjęciem a rzeczywistością. Fotografia w telewizyjnych serwisach informacyjnych
Polacy i spirala milczenia. Dlaczego boimy się wyrażać swoje poglądy?
Hejt to nie tylko komentarz. Jak działa agresja w sieci?
Powiedz mi, kogo słuchasz, a powiem ci, co myślisz. Jak postrzegamy UE w zależności od mediów, z których korzystamy?
Czym kierują się rodzice, gdy decydują o szczepieniu dzieci? I komu ufają?
TAG„Internet dzieci. Raport z monitoringu obecności dzieci i młodzieży w internecie”AIdzieci w sieciGemiusPaństwowa Komisja ds. przeciwdziałania wykorzystaniu seksualnemu małoletnich poniżej lat 15Polskie Badania InternetuWydział Dziennikarstwa Informacji i Bibliologii UW
Poprzedni artykuł Polscy naukowcy uczą sztuczną inteligencję moralności. Czym jest projekt Moralytics?
Następny artykuł Uczelnia badawcza, czyli 5 pytań do biologa, dr hab. Julii Pawłowskiej

prof_-Anna_Miotk
dr hab. Anna Miotk
jest dyrektorką ds. komunikacji w Polskich Badaniach Internetu oraz adiunktką w Katedrze Komunikacji Społecznej i Public Relations Wydziału Dziennikarstwa, Informacji i Bibliologii UW. Jej zainteresowania naukowe obejmują takie zagadnienia, jak media internetowe, wpływ mediów na odbiorców czy społeczny kontekst funkcjonowania internetu.

Serwis Naukowy UW

Centrum Współpracy i Dialogu UW

redakcja: ul. Dobra 56/66, 00-312 Warszawa​

tel.: +48 609635434 • redakcja@uw.edu.pl

Zapisz się na newsletter
Facebook Linkedin Instagram

O NAS

STRONA GŁÓWNA UW

logo serwisu blue
logotyp-IDUB-PL-poziom-inv

Deklaracja dostępności

Polityka prywatności cookies

Mapa strony

Copyright © 2026 Uniwersytet Warszawski

Copyright © 2026 Uniwersytet Warszawski
Serwis Naukowy UW
Zarządzaj zgodą
Aby zapewnić jak najlepsze wrażenia, korzystamy z technologii, takich jak pliki cookie, do przechowywania i/lub uzyskiwania dostępu do informacji o urządzeniu. Zgoda na te technologie pozwoli nam przetwarzać dane, takie jak zachowanie podczas przeglądania lub unikalne identyfikatory na tej stronie. Brak wyrażenia zgody lub wycofanie zgody może niekorzystnie wpłynąć na niektóre cechy i funkcje.
Funkcjonalne Zawsze aktywne
Przechowywanie lub dostęp do danych technicznych jest ściśle konieczny do uzasadnionego celu umożliwienia korzystania z konkretnej usługi wyraźnie żądanej przez subskrybenta lub użytkownika, lub wyłącznie w celu przeprowadzenia transmisji komunikatu przez sieć łączności elektronicznej.
Preferencje
Przechowywanie lub dostęp techniczny jest niezbędny do uzasadnionego celu przechowywania preferencji, o które nie prosi subskrybent lub użytkownik.
Statystyka
Przechowywanie techniczne lub dostęp, który jest używany wyłącznie do celów statystycznych. Przechowywanie techniczne lub dostęp, który jest używany wyłącznie do anonimowych celów statystycznych. Bez wezwania do sądu, dobrowolnego podporządkowania się dostawcy usług internetowych lub dodatkowych zapisów od strony trzeciej, informacje przechowywane lub pobierane wyłącznie w tym celu zwykle nie mogą być wykorzystywane do identyfikacji użytkownika.
Marketing
Przechowywanie lub dostęp techniczny jest wymagany do tworzenia profili użytkowników w celu wysyłania reklam lub śledzenia użytkownika na stronie internetowej lub na kilku stronach internetowych w podobnych celach marketingowych.
  • Zarządzaj opcjami
  • Zarządzaj serwisami
  • Zarządzaj {vendor_count} dostawcami
  • Przeczytaj więcej o tych celach
Zobacz preferencje
  • {title}
  • {title}
  • {title}