Serwis Naukowy UWSerwis Naukowy UWSerwis Naukowy UW
  • HUMANISTYCZNE
  • SPOŁECZNE
  • ŚCISŁE i PRZYRODNICZE
  • Wykorzystanie treści
Serwis Naukowy UWSerwis Naukowy UW
  • HUMANISTYCZNE
  • SPOŁECZNE
  • ŚCISŁE i PRZYRODNICZE
  • WIRTUALNE WYSTAWY
  • EN
  • Wykorzystanie treści
Obserwuj nas
Copyright © 2026 Uniwersytet Warszawski
Strona główna » Artykuły » Kiedy słowo staje się przemocą. Mowa nienawiści w orzecznictwie Europejskiego Trybunału Praw Człowieka
prawo

Kiedy słowo staje się przemocą. Mowa nienawiści w orzecznictwie Europejskiego Trybunału Praw Człowieka

Spalenie zdjęcia króla podczas demonstracji dla Europejskiego Trybunału Praw Człowieka może mieścić się w granicach wolności słowa. Rasistowskie treści opublikowane w internecie mogą już zostać uznane za mowę nienawiści, bo działają inaczej: trafiają do nieograniczonej liczby odbiorców, zostają w sieci i mogą podsycać wrogość. Co więc ETPCz uważa za mowę nienawiści?

Ostatnio zaktualizowany: 2026/06/26
26/06/2026
12 Min czytania
Europejski Trybunał Praw Człowieka ; Fot. Michel Christen / mat. prasowe Rady Europy
Udostępnij

Na pierwszy rzut oka mowa nienawiści wydaje się pojęciem łatwym do zdefiniowania. Jeżeli ktoś publicznie nawołuje do nienawiści wobec drugiego człowieka lub określonej grupy, powinien ponieść karę. W polskim prawie jednym z przepisów odnoszących się do takich zachowań jest art. 256 Kodeksu karnego, który penalizuje nawoływanie do nienawiści oraz propagowanie ustrojów totalitarnych.

Problem polega jednak na tym, że nie do końca wiadomo, kiedy dochodzi do przekroczenia granicy, poza którą faktycznie można mówić o nawoływaniu do nienawiści. Tę niedookreśloną przestrzeń pomiędzy dopuszczalną wypowiedzią a nawoływaniem do nienawiści wykorzystują zwłaszcza środowiska neonazistowskie w Europie.

Ponieważ otwarte propagowanie faszyzmu jest w wielu krajach zakazane, osoby to robiące często posługują się specyficznym kodem. Symbolika lub sformułowania określane jako tzw. dog-whistles (z ang. psie gwizdki, komunikaty pozornie neutralne, ale czytelne dla wtajemniczonych) to z jednej strony liczby, z drugiej hermetyczne nawiązania, takie jak choćby flaga Rodezji z lat 1968-1979.

Dla zwykłego człowieka to po prostu historyczna flaga afrykańskiego państwa. Dla białych suprematystów to symbol tęsknoty za czasami, gdy w Rodezji (dzisiejszym Zimbabwe) władzę sprawowała biała mniejszość, stosująca segregację rasową.

Samo użycie takiego zakodowanego symbolu nie musi automatycznie oznaczać złamania prawa ani wystarczać do przypisania komuś mowy nienawiści. To jednak nie znaczy, że zakamuflowany przekaz zawsze pozostaje poza oceną prawną.

Warto jednak doprecyzować, że zakamuflowanie przekazu nie przesądza jeszcze automatycznie o bezkarności nadawcy; znaczenie mają kontekst, cel i odbiorca wypowiedzi. To już ocena prawna, a nie wyłącznie językowa.

Ten problem nie jest abstrakcyjny. W Polsce dobrze pokazała go debata wokół nowelizacji Kodeksu karnego dotyczącej przestępstw z nienawiści. Projekt miał rozszerzyć ochronę na kolejne cechy, m.in. niepełnosprawność, wiek, płeć i orientację seksualną.

Zwolennicy zmian mówili o potrzebie lepszej ochrony osób narażonych na ataki motywowane uprzedzeniami. Przeciwnicy ostrzegali przed zbyt niedookreślonymi przepisami, które mogłyby ograniczać wolność słowa.

30 września 2025 roku Trybunał Konstytucyjny uznał część tych zmian za niezgodną z Konstytucją. Spór dobrze pokazuje główny problem: jak ścigać mowę nienawiści, nie tworząc przy tym prawa, które będzie karało także za wypowiedzi ostre, kontrowersyjne albo społecznie nieakceptowane, ale nadal mieszczące się w granicach debaty publicznej.

Czy w sytuacji, gdy zmieniają się wrażliwość społeczna, sposób prowadzenia debaty i same media, da się w ogóle stworzyć przepisy uniwersalnie wyznaczające granicę między wolnością słowa a mową nienawiści?

Dr hab. Ksenia Kakareko z Wydziału Dziennikarstwa, Informacji i Bibliologii UW bada orzecznictwo ETPCz w poszukiwaniu odpowiedzi na to pytanie.

Nieoczywista oczywistość

W Europejskiej Konwencji Praw Człowieka (EKPCz) brak jest przepisu wprost poświęconego mowie nienawiści. Dlatego Trybunał przy wydawaniu orzeczeń bazuje przede wszystkim na art. 10, który chroni wolność wyrażania opinii, oraz na art. 17, który zakazuje nadużywania praw w celu niszczenia praw i wolności gwarantowanych Konwencją.

W praktyce oznacza to, że Trybunał nie zajmuje się wyłącznie tym, czy dana wypowiedź jest niemiła bądź obraźliwa, lecz przede wszystkim o to, czy w danym kontekście zasługuje jeszcze na ochronę jako wolność słowa.

W efekcie Trybunał wyróżnia dwie kategorie wypowiedzi. Pierwsza obejmuje najpoważniejsze formy mowy nienawiści, które uderzają w podstawowe wartości Konwencji i mogą zostać całkowicie wyłączone spod ochrony wolności słowa na podstawie art. 17.

Druga dotyczy wypowiedzi o mniejszym ciężarze: nadal nienawistnych lub obraźliwych, ale ocenianych w ramach art. 10, w przypadku których Trybunał bada, czy ograniczenie wolności słowa było konieczne i proporcjonalne.

– Naszym głównym celem było ustalenie na podstawie różnych źródeł, jak definiowana jest mowa nienawiści w zależności od obszaru, kontekstu czy rodzaju norm prawnych. Chodziło o wskazanie momentu, w którym negatywny język czy niefortunna debata przekraczają tę krytyczną granicę. Poruszamy się tu bowiem w obszarze ryzyka tzw. efektu mrożącego. Kluczowe wyzwanie polega na tym, by nie przeregulować prawa i nie zdusić debaty publicznej. Musimy chronić pluralizm i wielokulturowość, przy założeniu, że właściwie każdy pogląd można wyrażać, o ile zachowane są jakieś reguły. Problem i realna granica odpowiedzialności zaczynają się wtedy, gdy pojawia się nawoływanie do przemocy. Natomiast samo subiektywne poczucie wyższości czy jego werbalizacja nie podlegają karze – to raczej przejaw złego wychowania lub braku wrażliwości kulturowej, a nie intencja popełnienia przestępstwa – mówi dr hab. Ksenia Kakareko, prof. ucz. z Wydziału Dziennikarstwa, Informacji i Bibliologii UW.

Co kraj, to obyczaj

Dodatkową komplikacją przy ocenie przez ETPCz czy dana wypowiedź kwalifikuje się jako mowa nienawiści, jest kontekst – zarówno sytuacyjny, jaki (niekiedy) lokalny.

W 2012 roku zapadł wyrok w sprawie Vejdeland i inni przeciwko Szwecji, która dotyczyła rozpowszechniania na terenie liceum treści homofobicznych, przedstawiających homoseksualność jako „dewiacyjną skłonność” o „moralnie niszczącym wpływie na społeczeństwo” oraz wiążących osoby homoseksualne z szerzeniem AIDS i pedofilii.

Trybunał stwierdził wówczas, że Sąd Najwyższy Szwecji, który skazał propagujących te ulotki mężczyzn za przestępstwo „agitacji przeciwko grupie narodowej lub etnicznej”, nie naruszył art. 10 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka.

Powód był konkretny: choć ulotki nie nawoływały bezpośrednio do przemocy, były pełne uprzedzeń i trafiły do uczniów w miejscu, w którym młodzi ludzie nie mieli realnej możliwości uniknięcia tego przekazu.

Z kolei w roku 2015 Trybunał nie dopatrzył się znamion mowy nienawiści w zachowaniu tureckiego polityka Doğu Perinçeka, który podczas wystąpień w Szwajcarii stwierdził, że rzeź Ormian nie była ludobójstwem i nazwał informacje o ludobójstwie „międzynarodowym kłamstwem”.

Sądy szwajcarskie skazały polityka i powołały się na sprzeczność treści jego wypowiedzi z ogólnie przyjętymi w Szwajcarii poglądami.

Trybunał uznał jednak, że w tym przypadku wypowiedź polityka, choć prowokacyjna i bolesna dla Ormian, stanowiła element debaty historyczno-prawnej, a dodatkowo wydarzenia, których dotyczyła, nie były związane ze Szwajcarią.

Inaczej Trybunał oceniał jednak sprawy, w których wypowiedź nie była już sporem o historię, religię czy politykę, lecz uderzała w podstawowe wartości Konwencji. W sprawie Garaudy v. Francja ETPCz uznał, że negowanie Holokaustu nie jest prowadzeniem badań historycznych, ale formą dyskryminacji i zakłamywania historii.

Podobnie w sprawie Dieudonné M’Bala M’Bala v. Francja Trybunał stwierdził, że antysemicki przekaz ukryty pod postacią występu artystycznego nie zasługuje na ochronę wolności słowa.

Z kolei w sprawie Belkacem v. Belgia wypowiedzi publikowane na YouTube, nawołujące do dyskryminacji, nienawiści i przemocy wobec grup niemuzułmańskich, zostały potraktowane jako nadużycie praw gwarantowanych przez Konwencję.

ETPCz w swoim orzecznictwie nieustannie balansuje między prawem do wolności słowa a potrzebą ochrony przed dyskryminacją, uznając przy tym, że coś, co w jednym kontekście może być mową nienawiści, w innym niekoniecznie musi nią być.

– Sam fakt odmiennego zdania czy braku konsensusu, albo nawet bardzo burzliwej dyskusji, nie oznacza, że mamy do czynienia z mową nienawiści. Rolą państwa jest wyznaczenie pewnych granic dyskursu i standardów debaty publicznej. Tam, gdzie widzimy dalej idące skutki, tam musimy przeciwdziałać mowie nienawiści. Kluczowe staje się wyważenie interesu społecznego oraz ochrony indywidualnych dóbr w konkretnych sytuacjach. Niestety, w tej materii niemożliwe jest podejście zerojedynkowe czy ustanowienie sztywnych granic. Trochę tak jak z towarzyskim faux pas. W pewnych okolicznościach jakiś gest, wyrażenie lub zachowanie jest niestosowne, w innych uznajemy je za akceptowalne – zauważa uczona.

Kontekstem przesądzającym o tym, czy mamy do czynienia z mową nienawiści,

może być dla ETPCz także przestrzeń wypowiedzi. Gdy podczas demonstracji w Hiszpanii odwrócono do góry nogami zdjęcie króla Hiszpanii, a następnie je spalono, Trybunał uznał (wbrew opinii Trybunału Konstytucyjnego Hiszpanii), że czyn ten nie przekroczył granic wolności słowa.

Z kolei w przypadku udostępnienia rasistowskich treści na portalu społecznościowym ETPCz

stwierdził, że był to przejaw mowy nienawiści, argumentując, że można się spodziewać, iż takie treści podżegają do przemocy, sieją wrogość i służą zastraszaniu.

Kluczowy dla tej decyzji był fakt, że treści opublikowane zostały w internecie i mogły trafić do nieograniczonej liczby osób w nieograniczonym czasie.

Żyć w społeczeństwie

Analiza orzecznictwa ETPCz dowodzi, że trudno zdefiniować, czym jest mowa nienawiści. Granica, której Trybunał bezwzględnie pilnuje, przebiega w miejscu, gdzie agresja słowna zaczyna stwarzać realne ryzyko fizycznej przemocy lub dyskryminacji.

Sytuację dodatkowo komplikuje powszechny dostęp do internetu, który nie tylko utrwala nienawistne przekazy, lecz także umożliwia ich błyskawiczne powielanie. Dlatego w orzecznictwie ETPCz pojawia się także pytanie o odpowiedzialność portali i platform za reakcję na nienawistne lub przemocowe treści użytkowników.

Gdy mówimy o słowach i poglądach, pojawia się jednak trudne pytanie: czy prawo powinno traktować nienawistną wypowiedź tak, jakby była aktem bezpośredniej przemocy? Innymi słowy – czy samo słowo może mieć tę samą rangę co czyn?

Spór o granice wolności słowa i mowy nienawiści jest więc także sporem o model społeczeństwa. Jeśli zaczniemy eliminować z debaty poglądy, z którymi się nie zgadzamy, choć nie prowadzą one do przemocy, dyskryminacji ani zastraszania, możemy podważyć te same wartości, których chcieliśmy bronić.

– Musimy uporządkować sytuację w sieci poprzez wprowadzenie standardów redukujących wrogie treści oraz moderujących te skrajne poglądy, które mogą wywoływać szersze, negatywne skutki społeczne. Państwo powinno prowadzić  działania mające na celu zapewnienie spokoju publicznego. Co nie zmienia faktu, że ludzie mają prawo wyrażać negatywne emocje, a te przecież nie zawsze są destrukcyjne. Każdy ma prawo okazać niezadowolenie czy wzburzenie, powiedzieć, że coś mu się nie podoba. Nie zawsze musimy być uśmiechnięci i zważać na to, ktoś się poczuje urażony. Jesteśmy w sytuacji, w której musimy zastanowić się nad granicami. Pamiętajmy, że coraz więcej osób zamyka się dziś we własnych bańkach informacyjnych. Dlatego musimy szukać możliwości dotarcia do nich i edukować ich – podsumowuje badaczka.

Orzeczenia ETPCz dobitnie pokazują, że mowa nienawiści wymyka się wyraźnym definicjom. Wiele zależy od czasu, miejsca i okoliczności. Nie można stworzyć zamkniętej listy zakazanych słów, obrazów, gestów czy memów, ponieważ nienawiść zawsze znajdzie nowy sposób, by się ukryć.

Trolling. Czyli jak rozpoznać cyfrową prowokację
Kto naprawdę decyduje o tym, co widzimy w sieci? Pierwsze badanie świadomości algorytmicznej Polaków
Iluzje paranauk. O „jasnowidzeniu” w procesie karnym 
Co Polacy wiedzą o sztucznej inteligencji? Raport naukowców z UW
Ten sam film, różne scenariusze. Jak Europa próbuje ocalić swoje kino
TAGEuropejski Trybunał Praw Człowiekakodeks karnymowa nienawiściprawoprzestępstwa z nienaniwiściwolność słowawolność wypowiedziWydział Dziennikarstwa Informacji i Bibliologii UW
Poprzedni artykuł Uczelnia badawcza, czyli 5 pytań do chemika, prof. Pawła Kuleszy

dr hab. Ksenia Kakareko, prof. ucz.
prawniczka, medioznawczyni, ekspertka ds. prawa autorskiego. Jest profesorem w Katedrze Prawa Mediów Wydziału Dziennikarstwa, Informacji i Bibliologii UW. Jej zainteresowania naukowe obejmują takie zagadnienia, jak skutki prawne wykorzystania sztucznej inteligencji (AI), sztuczna inteligencja a prawo autorskie, digitalizacja dziedzictwa kulturowego i ponowne wykorzystanie zasobów czy prawo mediów i odpowiedzialność za treści cyfrowe.

Serwis Naukowy UW

Centrum Współpracy i Dialogu UW

redakcja: ul. Dobra 56/66, 00-312 Warszawa​

tel.: +48 609635434 • redakcja@uw.edu.pl

Zapisz się na newsletter
Facebook Linkedin Instagram

O NAS

STRONA GŁÓWNA UW

logo serwisu blue
logotyp-IDUB-PL-poziom-inv

Deklaracja dostępności

Polityka prywatności cookies

Mapa strony

Copyright © 2026 Uniwersytet Warszawski

Copyright © 2026 Uniwersytet Warszawski
Serwis Naukowy UW
Zarządzaj zgodą
Aby zapewnić jak najlepsze wrażenia, korzystamy z technologii, takich jak pliki cookie, do przechowywania i/lub uzyskiwania dostępu do informacji o urządzeniu. Zgoda na te technologie pozwoli nam przetwarzać dane, takie jak zachowanie podczas przeglądania lub unikalne identyfikatory na tej stronie. Brak wyrażenia zgody lub wycofanie zgody może niekorzystnie wpłynąć na niektóre cechy i funkcje.
Funkcjonalne Zawsze aktywne
Przechowywanie lub dostęp do danych technicznych jest ściśle konieczny do uzasadnionego celu umożliwienia korzystania z konkretnej usługi wyraźnie żądanej przez subskrybenta lub użytkownika, lub wyłącznie w celu przeprowadzenia transmisji komunikatu przez sieć łączności elektronicznej.
Preferencje
Przechowywanie lub dostęp techniczny jest niezbędny do uzasadnionego celu przechowywania preferencji, o które nie prosi subskrybent lub użytkownik.
Statystyka
Przechowywanie techniczne lub dostęp, który jest używany wyłącznie do celów statystycznych. Przechowywanie techniczne lub dostęp, który jest używany wyłącznie do anonimowych celów statystycznych. Bez wezwania do sądu, dobrowolnego podporządkowania się dostawcy usług internetowych lub dodatkowych zapisów od strony trzeciej, informacje przechowywane lub pobierane wyłącznie w tym celu zwykle nie mogą być wykorzystywane do identyfikacji użytkownika.
Marketing
Przechowywanie lub dostęp techniczny jest wymagany do tworzenia profili użytkowników w celu wysyłania reklam lub śledzenia użytkownika na stronie internetowej lub na kilku stronach internetowych w podobnych celach marketingowych.
  • Zarządzaj opcjami
  • Zarządzaj serwisami
  • Zarządzaj {vendor_count} dostawcami
  • Przeczytaj więcej o tych celach
Zobacz preferencje
  • {title}
  • {title}
  • {title}