Wskazówek nie miał w ogóle. Miał za to dwie tarcze. Odmierzał czas, tyle że… blisko dwa tysiące lat temu. Kamienny zegar słoneczny, odkryty przez badaczy z Wydziału Archeologii Uniwersytetu Warszawskiego na terenie starożytnego miasta Ptolemais, to wyjątkowo rzadkie znalezisko.
Powstanie repliki niezwykłego czasomierza jest jednak tylko jednym z efektów kolejnego sezonu prac archeologów na libijskim wybrzeżu. W mieście założonym pod koniec IV lub w III w. p.n.e. badacze odkrywają kolejne ślady jego funkcjonowania. Tym razem na liście znalezisk znalazły się m.in. wraki statków, pozostałości ich ładunku, a także kamień milowy i droga, której istnienia nikt się nie spodziewał.

Co dwa gnomony, to nie jeden
Ptolemais to jedno z największych starożytnych miast greckich, położone na terenie Cyrenajki, historycznej krainy znajdującej się obecnie w północno-wschodniej Libii. Założyli je egipscy królowie z dynastii Ptolemeuszy (stąd jego nazwa), a istniało aż do podboju arabskiego w VII wieku n.e. W czasach rzymskich, między IV a VI w. n.e., było stolicą prowincji Libya Superior.
– Dwutarczowy, kamienny zegar przypuszczalnie pochodzi z okresu środkoworzymskiego, czyli czasu od panowania Marka Aureliusza w II wieku n.e. mniej więcej do połowy III wieku n.e. Wtedy nastąpiły duże zniszczenia w mieście w wyniku kilku następujących po sobie trzęsień ziemi, które w dużym stopniu zniszczyły miasta Cyrenajki. Ptolemais zyskała na tych zniszczeniach, bo przeniesiono tam stolicę prowincji – opowiada dr Piotr Jaworski.
Tego typu zegary ustawiane były na kolumnach, tak aby ich tarcze pozostawały dobrze oświetlone i widoczne z większej odległości. Choć stanowią niezwykle rzadkie znalezisko, wiemy, jak wyglądały dzięki ikonografii. Znane są przedstawienia takich zegarów na mozaikach czy w postaci figurek glinianych.
Na ogół słoneczne zegary zbudowane są z jednej sferycznej, wklęsłej powierzchni i jednego gnomonu. Ten miał dwie tarcze i dwa gnomony. A jak działał?
– Jedna tarcza była przeznaczona do mierzenia czasu sześć godzin przed południem, druga – sześć godzin po południu. Pomiędzy tarczami znajdowała się kreska oznaczająca południe. W momencie „przejścia” z jednego sześciogodzinnego wycinka sfery na drugi, cień stawał się prawie niewidoczny, bo słońce było w zenicie. Dlatego południe wskazywała wyryta w kamieniu linia na środku – wyjaśnia kierownik misji archeologicznej UW w Ptolemais.
Replika, autorstwa konserwatora Radosława Tusznio, nie tylko powstała z użyciem pozyskanego w okolicy Ptolemais wapienia, ale wykuta została za pomocą metod i narzędzi z epoki. Dzięki temu unikalny zegar po kilkunastu latach od odnalezienia ma szansę stanąć w pobliżu lokalnego muzeum.
– Chcemy, żeby był swego rodzaju pomnikiem i upamiętniał wybitnego libijskiego badacza Ptolemais i przyjaciela Polaków, Abdulsalama Bazamę. Poza tym może stanowić atrakcję turystyczną i pełnić funkcję edukacyjną. Ale żeby tak się stało, musi działać. Trzeba go zatem odpowiednio wyregulować, a to wymaga jeszcze trochę pracy i… czasu – mówi dr Jaworski.


Koryto nie do pojenia
Misja archeologiczna w Ptolemais działa obecnie na kilku obszarach. I na wszystkich notuje nowe odkrycia. Wykopaliska, w dosłownym znaczeniu tego terminu, odbywają się na terenie domu bogatego przedstawiciela miejskich elit z czasów rzymskich.
W poprzednim sezonie odkryto na jego dziedzińcu basen zbierający deszczówkę. Ludzka twarz przedstawiona wewnątrz jednej z podziemnych cystern do gromadzenia wody wywołała w świecie nauki niemałą sensację – tego typu wizerunki w takim kontekście nie znajdują analogii. Teraz przyszedł czas na drugą cysternę, a badania ujawniły liczne dzbany, szpile do włosów, kamienny ołtarzyk, monety i lampki oliwne.
– Odsłaniamy kolejne partie domu i odkryliśmy już w całości pomieszczenie, w którym znajdują się kamienne koryta. Nie służyły one do pojenia zwierząt, a były po prostu pojemnikami, w których mieszkańcy miasta składali daniny w naturze. Podatki czy też należności różnego innego rodzaju. Pomiędzy nimi znaleźliśmy barierki, które nad nimi stały. Mamy zatem właściwie gotowy materiał do rekonstrukcji tego pomieszczenia – podkreśla archeolog z UW.
Takie miejsca są znane w całej Afryce Północnej i Lewancie. Świadczą o tym, że w okresie późnorzymskim prywatne domy miejskich dostojników pełniły także funkcje publiczne.
– W pomieszczeniu z mozaiką, które odkopaliśmy w 2024 roku, mamy ławę z okresu późnoantycznego, z piątego wieku, kiedy Ptolemais pełniła funkcję stolicy prowincji rzymskiej. Zapewne rezydencja była jednym z ważniejszych domów, który łączył funkcje prywatne z publicznymi, był miejscem sprawowania jakiegoś urzędu przez właściciela – wyjaśnia dr Jaworski.



Podwodny skarbiec
Ptolemais była miastem portowym o dużym znaczeniu dla gospodarki całego regionu, leżącym na szlakach morskich prowadzących wzdłuż północnego wybrzeża Afryki oraz na północ, w kierunku Grecji, Azji Mniejszej i Italii.
Przez stulecia poziom Morza Śródziemnego nieznacznie się podniósł, a dzieła zniszczenia dawnej linii brzegowej dopełniły trzęsienia ziemi. Starożytny port i część nabrzeża znalazły się pod wodą. Teraz dają pole do popisu archeologii podwodnej, która przeżywa intensywny rozwój na Wydziale Archeologii UW (dużą popularnością cieszą się studia podyplomowe w tej dziedzinie).
– Dawną linię brzegową właściwie można w pełni odtworzyć. Chociaż trzeba się spieszyć, bo na miejscu powstają falochrony, które mogą z czasem zmienić dostępność stanowiska archeologicznego. Nasz dziekan, profesor Bartosz Kontny, kierował zespołem archeologów podwodnych, którzy badali części nabrzeża i fragmenty dzielnicy portowej. To był właściwie sezon rozpoznawczy, testowali metodykę pracy na przyszłość, a także dokumentowali częściowo to, co jest pod wodą w porcie. To będzie praca rozłożona na kilka lat, bo co roku ruchy wody odsłaniają jedne partie portu, inne zasłaniają – wyjaśnia dr Piotr Jaworski.
Okazało się, że na dnie spoczywają tam starożytne kolumny, wiele kotwic i sond do badania dna morskiego. Natomiast nieco dalej od portu nurkowie natrafili na skały. Trudno dzisiaj stwierdzić, na ile widoczne były w starożytności, ale dla zaskoczonych nimi żeglarzy były barierą nie do przejścia.
Wydaje się to oczywiste o tyle, że w tym miejscu archeolodzy odkryli wrakowisko. Pas pozostałości statków rozciąga się na ponad sto metrów, więc musiało tu dojść do wielu katastrof. Wśród szczątków wraków zachowały się ślady ich ładunku.
– Znaleźliśmy naczynia, w których zazwyczaj okręty przewoziły ładunek. Wśród nich są amfory i różnego rodzaju ceramika. W jednej z amfor znaleźliśmy skrystalizowaną substancję, prawdopodobnie wino. Czekamy na wyniki badań, które mogą to potwierdzić – mówi dr Piotr Jaworski.
Jeśli badania potwierdzą, że w amforze rzeczywiście znajdowało się wino, jego moc mogła przypominać współczesne trunki i wynosić około 10–14 proc. alkoholu. Podobne wartości uzyskiwano w analizach innych win antycznych, opisywanych m.in. przez badaczy z Cambridge.
Jednym z najbardziej spektakularnych znalezisk z badań podwodnych jest odważnik w formie głowy odlanej z brązu i wypełnionej ołowiem. Najprawdopodobniej jest to głowa bogini Aequitas – rzymskiego uosobienia równości wobec prawa, uczciwości, sprawiedliwej miary i porządku w handlu. Zwykle przedstawiano ją jako kobietę z dwuszalkową wagą i rogiem obfitości.
– Takie wagi działały w ten sposób, że z jednej strony kładziono towar na szalce, a z drugiej taką właśnie głowę o określonym ciężarze. Były to głowy różnych postaci mitologicznych i każda miała inną wagę. My znaleźliśmy tylko jeden z takich odważników, ale zapewne na tym statku było ich więcej – wyjaśnia kierownik misji UW w Ptolemais.

Droga, której się nikt nie spodziewał
W 2024 r. archeolodzy z UW zainicjowali również nieinwazyjne badania akropolu, górującego ponad miastem. Ostatnio zespół pod kierunkiem dr. Szymona Lenarczyka szukał sposobów komunikacji z okolicą, od strony miasta i od strony gór.
– Obszar wykopalisk dolnego miasta jest usytuowany jakieś 30 m nad poziomem morza. Akropol leży prawie 300 m nad poziomem morza. Ta część miała charakter obronny. Jest otoczona murami miejskimi, tymi samymi, które opasają dolne miasto. A w najbardziej wysuniętym punkcie znajdowała się cytadela, ostatnie wzmocnione miejsce obrony – opowiada dr Jaworski.
Dwie ścieżki prowadzące z miasta na akropol specjalnie archeologów nie zdziwiły. Ot, dwa piesze szlaki, załamujące się pod kątem, w części w postaci schodów wyciętych w skale. Ale znalezisko po stronie gór, za cytadelą, zaskoczyło wszystkich.
– Dalej jest fosa wycięta w skale, a za nią odkryliśmy drogę. Tam musiał być jakiś most zwodzony, jego resztki się nie zachowały, być może był drewniany. To niesamowite odkrycie, bo nikt nie sądził, że tak wysoko istniała tak porządna droga dla ruchu kołowego. Biegnie w kierunku południowym, pewnie do jakiegoś skrzyżowania z większą drogą – mówi archeolog z UW.
A na drodze zespół badaczy znalazł kamień milowy. Oczywiście w czasach świetności miasta musiało ich być więcej, bo za ich pomocą oznaczano równe odcinki dróg Imperium Rzymskiego.
– Kamienie milowe były ustandaryzowane, znajdowały się na nich pewne informacje, czasami jakieś elementy daty. Ten, który znaleźliśmy opatrzono grecką inskrypcją. Prof. Adamowi Łajtarowi udało się już odczytać, że pochodzi z okresu Sewerów, czyli początku trzeciego wieku i widnieje na nim litera gamma, która oznacza również liczbę 3. Znalezisko poświadcza, że dokonano jakiejś odbudowy czy przebudowy drogi i oznaczono jej odcinki takimi kamieniami – wyjaśnia dr Jaworski.

Tajemnicza mozaika
Misja archeologiczna UW w Ptolemais obchodzi w tym roku 25-lecie. Rozpoczął ją w 2001 r. prof. dr hab. Tomasz Mikocki, otwierając tym samym nowy rozdział w polskich badaniach archeologicznych w obrębie basenu Morza Śródziemnego.
Pierwszy etap prac, przerwany nagle w 2011 r. przez wojnę domową w Libii, przyniósł wielkie sukcesy, jak choćby odkrycie Domu Leukaktiosa, czyli rezydencji z II-III w. n.e., w której odnaleziono bogaty zespół mozaik i malowideł ściennych.
Od trzech lat archeolodzy z UW kontynuują przerwaną misję, a nawet znacząco poszerzają jej zasięg, inicjując wiele nowych tematów badawczych. W ostatnim sezonie we współpracy ze specjalistami z warszawskiej ASP m.in. przeprowadzono inwentaryzację i ocenę stanu zachowania fragmentów malowideł ściennych z Domu Leukaktiosa, obecnie przechowywanych w miejscowym muzeum archeologicznym.
– Do współpracy zaprosiliśmy w tym sezonie m.in. dr Annę Lejzerowicz z Politechniki Warszawskiej. Tworzy ona szczegółową geologiczną mapę stanowiska, dzięki której dowiemy się, skąd była brana glina do produkcji lokalnej ceramiki albo które części miasta zbudowano z których partii pobliskich kamieniołomów. Będziemy się starać zapraszać jak najwięcej specjalistów, otwierać nowe kierunki badań. Do zbadania pozostaje na przykład nekropola, wielki cmentarz wokół Ptolemais – podkreśla kierownik misji.
W ostatnim sezonie archeolog Zofia Kowarska prowadziła także badania archeologiczno-etnograficzne ponad stu plansz do popularnej w Afryce Północnej gry „siza”, które wyryto na kamiennych blokach dawnych budowli Ptolemais.
To odmiana bardzo starej gry strategicznej z rodziny mankali, w której gracze przesuwają kamyki lub nasiona między rzędami zagłębień, próbując przejąć piony przeciwnika. Co ciekawe, w Tolmeicie – współczesnym libijskim mieście położonym na terenie dawnego Ptolemais – starsi mieszkańcy do dziś organizują partyjki tej gry, dzięki czemu badania obejmują również wywiady etnograficzne i pozwalają śledzić ciągłość lokalnych praktyk kulturowych.
W świecie nauki trwa jednak spór o wiek samych plansz: część badaczy uważa je za znacznie starsze, być może nawet antyczne, zespół UW skłania się jednak ku interpretacji, że większość z nich powstała stosunkowo niedawno – przypuszczalnie w czasach nowożytnych.
Niezbadane pozostaje do tej pory terytorium wiejskie miasta. Jak większość greckich poleis, Ptolemais miała centrum miejskie i otaczające je tereny wiejskie, o charakterze rolniczym, zapewniające zaopatrzenie w żywność i surowce.
– Ptolemais jest takim stanowiskiem, w którym nie sposób nie odkryć czegoś interesującego za każdym razem. Za pół roku wyjeżdżamy na kolejny sezon badawczy i będziemy odsłaniać następne partie rezydencji przedstawiciela elity miasta. Znamy już część gospodarczą, teraz czas na otwarcie pomieszczenia prowadzącego w kierunku reprezentacyjnej części domu. Wiemy, że to tam znajduje się między innymi pomieszczenie z mozaiką. Jeżeli będzie dobrze zachowana, może nas czekać kolejne fascynujące odkrycie – podsumowuje dr Piotr Jaworski.


