Nawet w naszym kręgu kulturowym historia o wędrówce proroka Muhammada z Mekki do Medyny jest częścią wiedzy powszechnej. Dla dzisiejszych wyznawców islamu wyznacza początek kalendarza. Jednak historyczne tło tych wydarzeń jest nam często nieznane. Chociażby mało znany jest fakt, że zanim nastąpiła tzw. Wielka Hidżra (właśnie z Mekki do Medyny), to przed nią miał miejsce pierwszy, mniejszy eksodus, zwany „pierwszą” lub „małą” Hidżrą.
Wyznawcy proroka musieli na początku VII wieku opuścić swoje ojczyste strony, szukając bezpiecznej przystani przed prześladowaniami. Ich sprawcami były części mekkańskich elit plemiennych z rodu Kurajszytów, do którego należał również sam Muhammad. Pierwsi uchodźcy znaleźli schronienie w chrześcijańskiej Etiopii, na dworze króla Aksum, zapamiętanego przez następne pokolenia jako Al-Nadżaszi. Władca nie tylko zapewnił im ochronę, lecz także przyjął jako nowych mieszkańców. Ich groby spoczywają do dziś na terenie niewielkiej wioski Negasz, w Tigraju, regionie na północy Etiopii.
Dzisiaj jest to region, który odbudowuje się po brutalnym konflikcie zbrojnym z lat 2020-2022 i chociaż życie wraca do normy powoli, lokalne społeczności kontynuują tradycje religijnej tolerancji sprzed wieków, tworząc wspólnotę, w której muzułmanie i chrześcijanie żyją nie tylko w pokoju, lecz potrafią także współpracować i dbać o siebie nawzajem. Splot tych szczególnych okoliczności, zarówno historycznych, jak i współczesnych przyciągnął do Negaszu zespół badaczy z Wydziału Kultur Afryki i Azji UW.
W bezprecedensowym przedsięwzięciu archeolodzy i etnografowie połączyli siły, aby nie tylko zgłębić historię pierwszej Hidżry, ale również przekonać się, czy skomplikowana przeszłość znajduje odzwierciedlenie w funkcjonowaniu współczesnego Negaszu.

Tajemnice tolerancji i ruin
Archeolog i egiptolog, dr hab. Kamil Kuraszkiewicz oraz etnografka i etiopistka, dr Zuzanna Augustyniak, badacze z Wydziału Kultur Azji i Afryki UW, od 2023 roku działają w Negaszu. We współpracy z naukowcami z Uniwersytetu w Mekelle i Tigrajskim Biurem Kultury i Turystyki odkrywają ślady pierwszych muzułmańskich osadników.
W grudniu zeszłego roku naukowcy zrzeszeni w ramach projektu NeGaSh – Narrative, Guardianship, Sacredeness zakończyli pierwszy sezon wykopaliskowo-etnograficzny. Jednym z założeń projektu jest łączenie w pracy terenowej badań etnograficznych i archeologicznych.
Dzięki zbieraniu lokalnych przekazów warszawscy uczeni mogą odtworzyć wygląd dawnej osady, ale także szczegóły życia jej mieszkańców. Udało się również dokonać teoretycznej rekonstrukcji pierwszego – dziś zrujnowanego – meczetu w Negaszu.
Obecnie ta niewielka miejscowość jest uznawana przez wielu za najświętsze miejsce islamu w północno-wschodniej Afryce, zaś kompleks mieszczący meczet oraz mauzoleum poświęcone królowi Al-Negasziemu przez etiopskich muzułmanów nazywany jest niekiedy „drugą Mekką”.
To jednak nie te budowle – powstałe najprawdopodobniej na początku XX wieku – znajdują się w centrum zainteresowania polskich naukowców, a położone nieco na zachód od nich ruiny wioski, którą wznieśli i zamieszkiwali wyznawcy proroka, znalazłszy ochronę u władcy Aksum kilkanaście wieków temu.
Jak dotąd naukowcy zlokalizowali ruiny zabudowań położonych na trzech wzgórzach rozciągających się na południowo-zachodnich obrzeżach dzisiejszej wioski. W tym sezonie główne prace toczyły się na wzgórzu A, gdzie zlokalizowany był meczet.
Jego ruiny mają prostokątny plan o wymiarach około 6,5 × 4,5 m, przy czym ściany zachowały się do wysokości około 1 m. W ścianie północnej wyraźnie widoczny jest mihrab – nisza wskazująca kierunek modlitwy (qibla) w stronę Mekki. Przy ścianie wschodniej odnaleziono niewielką platformę ze schodami. To z niej – zamiast z minaretu, którego ten meczet nie miał – muezzin wzywał wiernych do modlitwy. Budowla została wzniesiona z lokalnego wapienia łączonego zaprawą glinianą. Jej ogólny zarys przypomina inne znane wczesnoislamskie meczety w Etiopii, choć znajdująca się przed nim platforma to coś, czego do tej pory nie odnotowano.
Pozostałe budowle, położone na wzgórzach B i C, na razie czekają na szczegółowe zbadanie. Pierwsza z nich, tzw. dom na wzgórzu (wzgórze B) to złożona, wieloboczna struktura, o której trudno jeszcze powiedzieć coś ponad to, że sposób jej konstrukcji jest uderzająco podobny do tego, który charakteryzuje ruiny meczetu.
Z kolei na wzgórzu C zidentyfikowano tzw. dom szejka. Jedna z jego ścian zachowała się wyjątkowo wysoko – na tyle, że widoczne jest w niej niewielkie okno, co pozwala zaobserwować charakterystyczny sposób, w jaki konstruowano takie otwory. W pobliżu jednego z wejść znaleziono płaski kamień z otworem, który najpewniej służył jako mocowanie drzwi.
Na uwagę zasługuje także stary cmentarz, na którego najdawniejszej części – według lokalnych przekazów – spoczywają szczątki pierwszych muzułmańskich osadników w Tigraju. Chociaż forma skromnych grobów oznaczonych nieregularnymi kamiennymi stelami jest dość typowa dla wczesnoislamskich etiopskich cmentarzy, to interesujący materiał stanowią inskrypcje widoczne na niektórych nagrobkach, często o niedoskonałej paleografii i z błędami w zapisie.




– Te archeologiczne pozostałości żyją, funkcjonują w świadomości współczesnej zarówno mieszkańców Negaszu, jak i tych ludzi, którzy do Negaszu przyjeżdżają. Ze względu na historię przyjęcia migrantów muzułmańskich to miejsce do dziś jest celem pielgrzymek. Byliśmy tego świadkami pierwszego czy drugiego dnia prac wykopaliskowych, kiedy na stanowisko przyszła grupa kilkunastu elegancko ubranych mężczyzn, którzy uprzejmie się przywitawszy, weszli na teren meczetu (nie można powiedzieć, że do meczetu, bo to są mury zachowane najwyżej na wysokość mniej więcej metra) i zaczęli się modlić – wspomina dr hab. Kamil Kuraszkiewicz.
Wyjątkowość Negaszu znajduje odzwierciedlenie w specyfice prowadzonego przez badaczy z UW przedsięwzięcia. Po raz pierwszy bowiem projekt tego rodzaju ma dwoje kierowników pracujących na równych zasadach w terenie. Negasz stanowi teren do takiej współpracy wyjątkowy wdzięczny. Jego tajemnice i obietnice są bowiem kuszące w równym stopniu dla archeologii, co dla etnografii. I obie te dyscypliny znajdują w nim dla siebie coś unikatowego, wspierając się przy tym wzajemnie.
Zwłaszcza, że główne założenia badawcze projektu nie ograniczają się jedynie do celów czysto archeologicznych. Zbadanie nieistniejącej już osady to jeden z nich, ale równie ważne jest pytanie o współczesne funkcjonowanie na tym terenie muzułmanów i chrześcijan. Realizacja tak postawionego zadania wymagała od naukowców w istocie interdyscyplinarnego podejścia.
– Dla etnografa, a zwłaszcza etnografa-etiopisty, szczególnie ciekawe są dobre relacje między muzułmanami i chrześcijanami. Słyszy się o tym na tyle często, że można nabrać podejrzeń, czy aby nie jest to tylko propaganda. Wszystkie teksty o Etiopii, zawsze zaczynają się od stwierdzenia, że to najstarsze chrześcijańskie państwo świata, a pokojowe relacje chrześcijańsko-muzułmańskie są wyjątkowe na tle całego Rogu Afryki. W Negaszu to faktycznie widać, jeśli chodzi o życie społeczne – jak bardzo są te wspólnoty ze sobą zżyte. Nawet nie chodzi o to, że funkcjonują obok siebie, ale funkcjonują ze sobą, celebrując wspólnie śluby, wesela, opłakując zmarłych na pogrzebach, niezależnie od tego, czy jest to w obrządku muzułmańskim czy chrześcijańskim – dodaje dr Zuzanna Augustyniak.

Twarzą w twarz z historią
Zarówno w założeniach teoretycznych, jak i w samej praktyce prowadzenia badań w terenie współpraca archeologiczno-etnograficzna jest tak ścisła, jak tylko się da. Wśród spalonych słońcem ruin sprowadza się ona do tego, że gdy zespół dr. hab. Kuraszkiewicza prowadzi wykopaliska i odkopuje artefakty sprzed wieków, dr Augustyniak ze swoją częścią zespołu rozmawia z mieszkańcami wioski, pytając o szczegóły, dotyczące wyglądu i funkcjonowania dawnego meczetu oraz koegzystencji wyznawców dwóch wielkich religii. Taka bliskość przekłada się na to, że badacze często na bieżąco mogą dostawać informacje, których w innych warunkach być może nigdy by nie uzyskali.
– I to jest clou naszej współpracy – możemy sobie od razu porównać to, co ja słyszę, z tym, co Kamil wykopie i odwrotnie. Tak stało się przy podwyższeniu zastępującym minaret – najpierw zostało odkopane coś, co wyglądało jak schody nie wiadomo dokąd, a potem jeden z moich rozmówców powiedział: „o, to właśnie tutaj muezin wchodził i ogłaszał czas modlitwy” – mówi badaczka.
– Tego byśmy nie wiedzieli bez informacji etnograficznych, zwłaszcza, że ta część budowli w niczym nie przypominała minaretów, które znamy – dodaje badacz.
Z perspektywy badań archeologicznych jest to rzecz unikalna. Gdy odkrywa się ruiny dawno nieistniejących zabudowań, odpowiedzi na pytanie, do czego służyła ta czy inna ich część, która początkowo prezentuje się w sposób wysoce nieoczywisty, zazwyczaj pojawiają się dopiero po dłuższym czasie, w wyniku analiz i porównań, a często nie pojawiają się wcale i pozostają tylko przypuszczenia. Gdy zaś archeologom towarzyszą etnografowie i przedstawiciele lokalnej społeczności, odpowiedzi na pytania badaczy niekiedy padają tuż po ich sformułowaniu.
– To, co odkrywaliśmy w czasie wykopalisk, było jednocześnie podpierane i uzupełniane danymi etnograficznymi. Moja ulubiona historia to chyba ta, jak wykopane zostało pewne naczynie. Koledzy archeolodzy zastanawiali się: „trudno powiedzieć, co to jest, trzeba to dokładniej obejrzeć”, a jedna z partnerek badawczych, z którą chwilę wcześniej skończyłam wywiad mówi: „no ale przecież to jest ta miska, w której się trzyma to i to, które jest wykorzystywane do tego i tego rytuału! No przecież ci o tym opowiadałam”! I to chyba najbardziej pokazuje, jak bardzo łączą nam się te badania – wspomina dr Augustyniak.


Przeszłość to dopiero początek
Pomimo że badawcze ścieżki archeologii i etnografii przecinają się nie od dziś, to należy podkreślić, że przedsięwzięcie rozpoczęte przez badaczy z UW nie miało dotąd precedensu. Badania w Negaszu stanowią realizację założeń powstałego na UW projektu „Archeoorientalistyka”, którego nadrzędnym celem było połączenie badań nad zamierzchłą przeszłością miejsca z toczącym się tam współczesnym życiem.
– Etnografowie są zwykle zatrudniani do współpracy z miejscową społecznością, przy prowadzeniu projektów związanych z tzw. archeologią wspólnotową, ale nie ma takich projektów, wg mojej wiedzy, w których te dwie ścieżki – archeologia i etnografia – byłyby równoważne – mówi etiopistka.
– W ramach projektu „Archeoorientalistyka” chcieliśmy połączyć prace archeologiczne z tymi działaniami czy z tymi dyscyplinami, w których się specjalizują pracownicy Wydziału Kultur Azji i Afryki(do niedawna Wydziału Orientalistycznego). Egiptologia zwykle skupia się na ludziach od dawna nieżyjących, a ja chciałbym łączyć te badania ze współczesnością, pokazać, że dawna kultura, jej ślady wywierają wpływ na dzisiejszy świat. To jest nie tylko badanie przeszłości, ale też, a może nawet przede wszystkim – badanie teraźniejszości, która, co już jest truizmem, ma swoje początki w tym, co się kiedyś stało, a przynajmniej w pamięci o tym, co się kiedyś stało – podsumowuje archeolog.
Zakończone w tym sezonie prace to dopiero początek długofalowego projektu. Przed uczonymi wciąż mnożą się pytania, wyznaczając kierunek dla dalszych badań. Następnym krokiem będzie – dla archeologów – oczyszczenie terenu pozostałych budowli, zadokumentowanie ich i próba trójwymiarowej rekonstrukcji.
Z kolei etnograficzna część projektu skupi się na postaci aksumskiego władcy i jego obrazu w pamięci przedstawicieli lokalnej społeczności. Dalekosiężne plany nie ograniczają się jednak do sporządzenia pełnego opisu muzułmańsko-chrześcijańskiej przeszłości i teraźniejszości stanowiska.
Ambicją polskich i etiopskich badaczy jest, aby docelowo w Negaszu powstało lokalne muzeum i park archeologiczny. Tak, aby zarówno zaspokoić ciekawość odwiedzających turystów, jak i posłużyć upamiętnieniu dziedzictwa lokalnej społeczności.




