Amazonia kojarzy się przede wszystkim z bioróżnorodnością, ale to także jeden z najbardziej zróżnicowanych kulturowo i językowo obszarów na Ziemi. Do dziś używa się tam około 350 języków. W samej kolumbijskiej części regionu, w dorzeczach rzek Caquetá i Putumayo, żyją obok siebie grupy plemienne posługujące się zupełnie odmiennymi językami.
Współistnieje tam siedem zagrożonych języków należących do trzech zupełnie różnych rodzin – witotoańskiej, borańskiej i arawackiej – oraz jeden język izolowany – andoke, niemający żadnych znanych krewnych. To tak, jakby na jednym osiedlu mieszkali ludzie mówiący po japońsku, arabsku, polsku i suahili, a mimo to doskonale się rozumieli, zawierali małżeństwa i wspólnie obchodzili święta.
Mimo tak znacznych różnic językowych, ich kultury pozostają do siebie bardzo zbliżone – dzielą te same pieśni, rytuały, systemy pokrewieństwa oraz codzienne praktyki materialne. To czyni ten region fascynującym. W dorzeczu rzek Caquetá i Putumayo słowa są bowiem czymś więcej niż narzędziem komunikacji – określają tożsamość. Każdy język przypisany jest konkretnej grupie, a jego używanie wyznacza przynależność społeczną.
Tymczasem wiele z tych języków – takich jak murui-muina, ocaina czy resígaro – jest krytycznie zagrożonych wyginięciem. Zanikają pod presją wszechobecnego hiszpańskiego. Dr Katarzyna Wojtylak, językoznawczyni z Wydziału Kultur Azji i Afryki (dawny Wydział Orientalistyczny) UW, podjęła się nie tylko ich opisu, lecz także próby zrozumienia, jak społeczne interakcje między ludźmi wpływają na całe systemy gramatyczne.

Kursy językowe w Amazonii
Dr Wojtylak spędziła łącznie ponad dwa lata w terenie. Badania opierały się na długotrwałym zanurzeniu w życiu ludów z Caquetá i Putumayo oraz na metodach lingwistyki dokumentacyjnej: naukowczyni nagrywała opowieści, pieśni, rytuały i codzienne dialogi. Następnie, we współpracy ze starszyzną, analizowała każde słowo oraz strukturę zdań.
Nie chodziło tylko o stworzenie słownika, lecz o porównanie, jak różne, niespokrewnione ze sobą języki z tego samego sąsiedztwa wpływają na siebie nawzajem. Czy pożyczają od siebie słowa? A może tylko, choć nieświadomie, struktury gramatyczne? Aby to ustalić, dr Wojtylak analizowała zarówno dane zebrane osobiście, jak i te pochodzące z archiwów innych badaczy, w tym dokumenty z XIX i XX w.
– Gdy jadę w teren, jestem niezapisaną kartką. Chcę się uczyć, słuchać i rozumieć, dopiero kiedy coś naprawdę zrozumiem i opanuję, mogę to, jeśli trzeba, ocenić – opowiada dr Wojtylak.

Gramatyka, która nie pozwala kłamać
Jednym z ciekawszych odkryć dotyczących zlewiska rzek Caquetá i Putumayo jest tak zwana ewidencjalność. To kategoria gramatyczna, która wymusza na mówiącym precyzyjne określenie źródła każdej informacji. W języku polskim możemy powiedzieć „Janek gra w piłkę” i nie musimy tłumaczyć, skąd to wiemy. Na badanym obszarze Amazonii natomiast musielibyśmy przy pomocy odpowiedniej końcówki doprecyzować, czy widzieliśmy, jak gra, słyszeliśmy o tym, wywnioskowaliśmy, ponieważ zobaczyliśmy lecącą piłkę, czy może ktoś nam o tym powiedział.
– W antropologii tłumaczy się to zjawisko między innymi strukturą społeczną i kosmologią ludów północno-zachodniej Amazonii. Ludzie żyją tam w niewielkich grupach, gdzie relacje są bardzo bliskie, a tym samym łatwo o podejrzenia, oskarżenia czy konflikty. Jednocześnie funkcjonują w ramach amazońskiego perspektywizmu oraz praktyk szamańskich, w których ta sama osoba, szaman, może zarówno leczyć, jak i szkodzić. Zgodnie z tą ontologią świat składa się z wielu współistniejących perspektyw. Życie, którego doświadczamy jako ludzie, jest tylko jedną z nich – wyjaśnia badaczka.
– Każdy byt – człowiek, zwierzę, roślina, a nawet kamień – posiada własną perspektywę, a to, jak jawi się innym, jest jedynie jego „ubraniem, skórą”. W takim świecie możliwa jest transformacja: byt może zmienić perspektywę czy „skórę”, na przykład szaman może stać się jaguarem i oddziaływać na innych w sposób niewidzialny i niebezpieczny. Dlatego ewidencjalność, czyli językowe wskazywanie źródła wiedzy, pełni kluczową funkcję społeczną – dodaje dr Katarzyna Wojtylak.
Zjawisko to jest głęboko zakorzenione w stylu życia mieszkańców Amazonii. W małych, zżytych społecznościach, gdzie dużą rolę odgrywa szamanizm i wiara we wzajemne oddziaływanie bytów, precyzja informacji okazuje się kluczowa. Ewidencjalność zapobiega plotkom, fałszywym (czasami niebezpiecznym) oskarżeniom i nieporozumieniom, które mogłyby zaburzyć delikatną równowagę społeczną.
Co ciekawe, zjawisko to sprawiło ogromne trudności misjonarzom.
– Tłumaczyli Biblię: „Bóg stworzył świat”. Wtedy ludzie pytali: „Dobrze, ale jak? Czy ty to widziałeś? Czy to słyszałeś? Czy przypuszczasz, że to prawda?”. Istnieją różne końcówki gramatyczne, aby wyrażać taką informację. Więc misjonarze tłumaczyli, że „no dobrze, nie widzieliśmy, jak Bóg stworzył świat, wiemy to ze słyszenia”. I oczywiście, gdy ktoś coś słyszy, to niekoniecznie jest to brane aż tak poważnie – wyjaśnia badaczka.
Dla rdzennych mieszkańców, przyzwyczajonych do precyzji wypowiedzi, przekaz ten miał status informacji pochodzącej z drugiej ręki, a więc mniej pewnej, co osłabiało autorytet Pisma Świętego. Lokalni mieszkańcy żartują nawet, że gdyby politycy musieli posługiwać się ewidencjalnością, łatwiej byłoby ocenić, na ile są pewni swoich obietnic. System ten sprawia bowiem, że w wypowiedzi zawsze ujawnione zostaje źródło informacji – czy jest ono oparte na bezpośrednim doświadczeniu, czy jedynie na cudzej relacji.

Brat, którego nie ma – jak liczą w Amazonii
Systemy liczbowe badanych grup społecznych ściśle wiążą się z ciałem (uwzględniając ręce i stopy) oraz relacjami społecznymi. Liczy się do dwudziestu, a część tych systemów jest oparta na liczeniu parami. Wiele z tych języków posiada słowa do określania liczb „jeden” i „dwa”, natomiast kolejne liczby „trzy” i „cztery” bywają opisywane w relacji do rodziny.
W języku murui-muina słowo oznaczające „trzy” można przetłumaczyć jako „jeden bez brata” (czyli jeden samotny bez pary). Z kolei „cztery” to „wszyscy bracia” (czyli dwie pary). Liczenie powyżej pięciu opiera się na ciele: „pięć” to dosłownie „jedna ręka”, „dziesięć” to „całe ręce”, a „dwadzieścia” to często „jeden człowiek” (bądź „wszystkie palce u rąk i nóg”). Do wyrażania większych wartości, np. cen w sklepie, używane są zapożyczenia z hiszpańskiego.

Nie bierz słów od sąsiada
W Europie języki mieszają się swobodnie. Obecnie używamy wyrazów „robot” czy „komputer”, nie odczuwając już ich obcego pochodzenia. W Amazonii panują zupełnie inne zasady. Choć plemiona mieszkają obok siebie i często zawierają między sobą małżeństwa, istnieje silne kulturowe tabu sprzeciwiające się zapożyczaniu słownictwa.
– W północno-zachodniej Amazonii nie zapożycza się słów. Jest to kulturowo zakazane, ponieważ każdy język to wyrażenie osobnej tożsamości kulturowej i kosmologiczej. Nie można mieszać tych tożsamości, więc zapożyczeń prawie w ogóle się nie widzi – wyjaśnia dr Wojtylak.
W społecznościach tego regionu panuje przekonanie, że język stanowi nieodłączny element tożsamości danej grupy. Mieszanie słów byłoby postrzegane jako ingerencja w tę tożsamość, dlatego zapożyczenia leksykalne pojawiają się tam niezwykle rzadko.
Co zaskakujące, ideologia ta nie dotyczy gramatyki. Językowo, grupy połączone poprzez wielowiekowe, bliskie kontakty, wspólne systemy pokrewieństwa, a także specyficzne rytuały (takie jak lizanie płynnej pasty tytoniowej, czy żucie sproszkowanych liści koki), wpływały na siebie nawzajem.
Długotrwały kontakt prowadził do przenoszenia wzorców budowy zdań i kategorii gramatycznych między językami, jednak z wykorzystaniem rodzimych słów. To trochę tak, jakbyśmy w Polsce zaczęli mówić polskimi słowami, ale zaczęli budować niektóre zdania według chińskiej gramatyki.
W zrozumieniu tego może pomóc pojęcie dyfuzji arealnej (ang. areal diffusion). Zjawisko to prowadzi do powstania obszaru językowego – spójnego geograficznie regionu, w którym niespokrewnione języki zaczynają dzielić wspólne cechy strukturalne.
Można to porównać do mieszkańców jednego bloku: choć pochodzą z różnych rodzin językowych, po latach wspólnego życia zaczynają używać tych samych zwrotów, ale używając własnych słów, by je wyrazić. Nie oznacza to, że stają się jedną społecznością, ale ich mowa nabiera wspólnego, lokalnego kolorytu.

Śmierć to tylko zmiana ubrania
Zgodnie z tzw. perspektywizmem amazońskim, każda istota – człowiek, jaguar, drzewo, a nawet kamień – jest bytem. To, co widzimy, to tylko powłoka. Gdy ktoś umiera, po prostu zmienia powłokę i dalej żyje w świecie, który jest dla nas niewidoczny. Nie ma końca istnienia w naszym rozumieniu, jest tylko zmiana perspektywy.
– Zgodnie z perspektywizmem śmierć jest tylko zmianą „ubrania, skóry”. Zmarli to te same byty, tak jak my, które są w tym samym świecie, co my, ale w innej perspektywie, której my, niestety, nie potrafimy zobaczyć, ponieważ ludzki wzrok nie jest na to podatny. Oni żyją, rozmawiają, śmieją się – po prostu teraz zmienili swoją „skórę”. My nie możemy przyjąć ich perspektywy, ponieważ trwamy w obecnej „skórze”. Moja skóra nie pozwala mi ich zobaczyć, ponieważ, póki co, jestem człowiekiem, ale inne byty (np. jaguar) mogą mieć lepsze zmysły postrzegania i mogą widzieć inne byty. Dlatego w Amazonii nie ma śmierci. Nie ma przejścia do nieba czy piekła. Zmieniasz wyłącznie skórę i dalej żyjesz w tym samym świecie – tłumaczy badaczka.
W tym ujęciu śmierć to moment, w którym byt zrzuca ludzką skórę i przyjmuje inną, stając się niewidoczny dla żywych, ale wciąż obecny. Z tego powodu podczas polowań używa się specjalnego języka – tzw. rejestru tabu.
Wypowiedzenie prawdziwego imienia zwierzęcia mogłoby zostać usłyszane przez niewidzialne byty, który ostrzegłby zwierzę, a te uciekłyby, rozumiejąc intencje myśliwych. Słowa w Amazonii mają moc sprawczą – mogą przywoływać byty (widzialne i niewidzialne) oraz zmieniać rzeczywistość.
Podczas polowań nie mówi się więc wprost o zwierzęciu, np. „zobacz, idę upolować pekari” (ssak spokrewniony ze świnią) – zamiast tego używa się eufemizmów lub zastępczych określeń takich jak „idę pozbierać umarí” (owoc tropikalnego drzewa z rodziny makrelowatych).

Narodziny również mają swoje tabu
Jedne z najtrudniejszych elementów pracy badaczki wiązały się nie z warunkami fizycznymi, lecz zderzeniem kultur i systemów wartości. W Amazonii, gdzie życie jest nieustanną walką o przetrwanie, a zdobycie pożywienia wymaga ogromnego wysiłku, wykarmienie jednego dziecka jest ogromnym wyzwaniem, natomiast dwoje dzieci to niemal wyrok dla obydwu.
– W pewnym momencie podczas badań terenowych, urodziły się bliźniaki. W Amazonii to ogromne tabu. Po pierwsze, to tylko zwierzęta mają więcej niż jedno młode, a po drugie – bardzo ciężko wykarmić dziecko, ponieważ zdobywanie pożywienia jest ogromną pracą. Nam się wydaje, że w dżungli na każdym drzewie rosną owoce i wszędzie jest pełno zwierzyny. Tymczasem ludzie czasami idą na tydzień na polowanie i wracają z jedną zdobyczą, i to nawet jeśli się polowanie uda. To w ogóle jest bardzo ciężkie życie – mówi badaczka.
– Gdy w Amazonii przychodzą na świat bliźniaki, jedno z dzieci zostawia się w lesie. Oddaje się byt, który i tak jest tylko skórą i powraca do niewidzialnej dla nas perspektywy, do której my, czasami, mamy dostęp, gdy śnimy. W tej sytuacji podczas badań, kobieta z wioski poszła do lasu, by rodzić. W Amazonii tam właśnie kobiety wydają na świat potomstwo. Wróciła jednak tylko z jednym dzieckiem, choć wiadomo było, że urodziła dwoje – opowiada dr Wojtylak.
Choć u podstaw tej praktyki leży realny problem braku pożywienia i niemożności wykarmienia dwojga dzieci, w lokalnym systemie wierzeń ciąża mnoga jest uważana za cechę zwierzęcą, ponieważ to u zwierząt młode rodzą się w miotach. Z tego powodu narodziny bliźniąt są postrzegane jako złamanie tabu, efekt klątwy lub niewłaściwego postępowania rodziców w czasie ciąży, a tym samym jako naruszenie kosmologicznej równowagi. Dlatego tradycja nakazuje „zwrócić dżungli” jedno z dzieci, by zachować harmonię.
– Jako Polka, Europejka, wychowana w duchu wartości naszego świata, postawiłam sobie wtedy pytanie co zrobić, wiedząc, że ileś metrów dalej umiera maleńkie dziecko. Czy pójdziesz je ratować, zaburzając w tym momencie całą równowagę społeczeństwa, którego nie jesteś częścią? Zastanów się, zanim zareagujesz, jakie to ma znaczenie tutaj w dżungli, dla tych ludzi? To ich prawo samostanowienia, prawo, które mają od tysięcy lat, nie nasze prawo. Biały człowiek od początku kolonizacji Ameryki Południowej narzucał swoje normy ludziom rdzennym, i do tej pory taka jest tendencja. Zderzyłam się wtedy sama ze sobą, uświadamiając sobie, że ingerując, próbowałabym narzucić własną normę moralną. Realia badań terenowych to więc nie tylko przygoda i „egzotyczne” języki. To także samo życie: codzienne odkrywanie siebie na nowo i konieczność przewartościowania własnych przekonań – mówi badaczka.

Gdy język cichnie
Język to znacznie więcej niż zbiór słów i reguł gramatycznych. To odzwierciedlenie kultury, to pamięć, relacje społeczne i sposób bycia w świecie, kształtowany przez tysiąclecia. Amazońskie języki pokazują, że to, co uznajemy za „naturalne” w mowie i myśleniu, jest jedynie jedną z wielu możliwych konfiguracji ludzkiego doświadczenia.
Gdy zanika język, nie tracimy tylko narzędzia komunikacji. Tracimy wiedzę o tym, jak żyć w relacji z innymi bytami, jak mówić odpowiedzialnie, jak odróżniać to, co widziane, od tego, co zasłyszane, i jak można budować wspólnoty ludzkie na świecie. A wraz z każdym cichnącym językiem świat staje się uboższy – nie tylko kulturowo, lecz także poznawczo.
Czytajcie także tutaj:
