W niedzielę o siódmej rano w muzeum nie było zwiedzających, w klinice pacjentów, a na drogach wielkiego ruchu. Dlatego samochód z przenośną lodówką krążący po peruwiańskim mieście Arequipa nie zwracał uwagi. Trasę do pokonania miał krótką, bo specjalnie wybrano klinikę Sedimed, pięć minut od Muzeum Sanktuariów Andyjskich.
Chodziło o to, żeby naukowcy, pod kierunkiem dr Dagmary Sochy z Centrum Badań Andyjskich Uniwersytetu Warszawskiego, mogli wykonać badanie tomografem cennego „ładunku”, nie ryzykując jego… rozmrożenia. A badanie było przełomowe.
Przedmiotem analiz były cztery zamarznięte mumie dzieci, odkryte w latach 90. XX w. na wulkanach Ampato i Sara Sara w Peru. Po raz pierwszy poddano je tej nowoczesnej, nieinwazyjnej metodzie diagnostyki obrazowej.

– Badanie było skomplikowane, ponieważ mumie są zamarznięte i nie można ich wyjmować na dłuższy czas. Są przechowywane w komorze utrzymującej temperaturę około minus 18°C, w specjalnych sterylnych i suchych warunkach. Dlatego samo przetransportowanie ich do kliniki było dosyć dużym wyzwaniem – opowiada dr Dagmara Socha.
– Po zbadaniu tomografem wracaliśmy do muzeum, zabieraliśmy następną mumię i tak cztery razy. Przedsięwzięcie stresujące, bo chodziło o to, żeby w jak najkrótszym czasie zmieścić transport i poprawnie wykonać badanie – dodaje badaczka.
Celem tych wszystkich zabiegów była ocena stanu zachowania szczątków, oszacowanie wieku w chwili śmierci, a także prawdopodobnych jej przyczyn.

„Złamanie zielonej gałązki”
Ampato 1 to najsłynniejsza peruwiańska mumia kilkunastoletniej dziewczynki, nazywana też „Damą z Ampato” albo „Juanitą”.
– „Dama z Ampato” była badana tomografem w USA, ale miało to miejsce rok po jej znalezieniu, czyli w 1996 r. Rozdzielczość tomografu wtedy była dużo słabsza. Widać było np. pęknięcie kości czaszki, ale narządów wewnętrznych już nie. Tamte badania nie były zresztą nigdy publikowane naukowo. Dlatego nasze badanie tomografem to zupełne coś nowego – podkreśla dr Socha.
Około 500-letnie mumie są bezcenne właśnie dlatego, że są zamarznięte. Stanowią swego rodzaju kapsuły czasu. W przeciwieństwie do zachowanych w suchym klimacie dają naukowcom bardzo dużo danych, np. na temat panujących w danej epoce i miejscu chorób, warunków życia zmarłych osób.
Tomografia komputerowa, podobnie jak w przypadku żywego człowieka, pozwala zajrzeć do wnętrza mumii i zobaczyć organy, a także tworzyć ich modele 3D. Tradycyjne zdjęcie rentgenowskie – wykorzystywane kilka lat temu przez bioarcheologów do badania także tych mumii – pokazuje kości, kamienie, elementy o wysokiej gęstości. Tymczasem jedna z nich koło głowy miała dwa drewniane kubeczki, których rentgen nie pokazał.


– W każdej z tych mumii odkryliśmy coś nowego. W przypadku Ampato 1, czyli „Damy z Ampato”, potwierdziliśmy pęknięcia czaszki na skutek uderzenia. Przekonaliśmy się, że nie tylko pęknięta jest głowa na zbiegu szwów, ale także przesunięta cała kość czołowa, złamany nos i kości oczodołów – wyjaśnia bioarcheolog.
– Mumia „Damy” została znaleziona na stoku, wypadła z grobu po tym jak się zapadł. Można więc było się zastanawiać, czy uszkodzenia powstały właśnie wtedy. Jednak w kryminologii i medycynie określa się ten typ złamania jako „złamanie zielonej gałązki”. Kości dzieci są jeszcze dosyć elastyczne, nie tak kruche i pozbawione kolagenu jak u osób starszych. Złamanie u dziecka wygląda więc jak złamanie gałązki, która się nie kruszy, tylko jak gdyby rozwarstwia. Dzięki temu mogliśmy stwierdzić, że uszkodzenie nosa miało miejsce za życia dziecka, a uraz głowy był przyczyną śmierci – opowiada badaczka.
Analizy wykazały, że cała czwórka dzieci zginęła w wyniku uderzenia w głowę. U jednej z ofiar, ośmioletniej dziewczynki – Ampato 2 – stwierdzono krwiak śródmózgowy. Ponadto widoczne było u niej nienaturalne dla dziecka w tym wieku poszerzenie przełyku i liczne zwapnienia w płucach. Razem objawy te tworzą obraz charakterystyczny dla choroby Chagasa, pasożytniczego schorzenia, które bardzo często występuje w tym regionie. Bez badań genetycznych nie można tego jednoznacznie potwierdzić, ale jest to bardzo prawdopodobne.
– U „Damy z Ampato” znaleźliśmy też urazy klatki piersiowej i w obrębie miednicy oraz, także w miednicy, dużo skupień zamarzniętej krwi. Dziewczynka została zabita na szczycie góry, ze złamaną miednicą by tam nie weszła. Prawdopodobnie zabito ją lub ogłuszono uderzeniem w głowę, a następnie związano ciasno tekstyliami. To mogło doprowadzić do przesunięcia kości obojczyków, zapadnięcia klatki piersiowej i złamań miednicy – mówi dr Dagmara Socha.
Największą niespodzianką była mumia Ampato 4. Okazało się, że jej kości są przemieszane, ma bardzo dużą dziurę na plecach, a część kręgosłupa jak gdyby wpadła do środka jamy brzusznej. Przemieszanie kości wskazuje na powtórny pochówek. Ponadto do wewnątrz włożone były tekstylia i kilka kamieni, co świadczyłoby o celowej mumifikacji.


– Dotychczas badane ciała uległy zachowaniu w naturalny sposób, a tutaj mamy ślady wskazujące na celową mumifikację. Wiemy, że to nie jest rodzaj mumifikacji, jaką stosowali Inkowie, bo przecież poddawali temu procesowi swoich królów i arystokratów. Tutaj mamy pierwszy przykład jakiegoś sposobu manipulacji ciałem, które było istotne dla społeczności jako jeden z najważniejszych elementów religijności – podkreśla badaczka.
Święci posłańcy
Bo wszystkie te mumie to ofiary jednej z najbardziej znaczących ceremonii religijnych w Imperium Inków – rytuału capacocha. Obejmował on składanie ofiar z dzieci płci obojga poniżej 10. roku życia oraz kobiet w wieku od 14 do 16 lat.
Ofiary opisywano jako piękne i bez skazy, a zabijano różnymi metodami, np. grzebano żywcem, duszono albo zabijano ciosem w głowę. Capacocha były odprawiane w czasie ważnych wydarzeń dotyczących dworu imperialnego, w reakcji na katastrofy naturalne oraz w czasie cyklicznych świąt (np. przesilenia letniego i zimowego).
Badane przez dr Dagmarę Sochę mumie zostały znalezione na wulkanach Ampato i Sara Sara w latach 90. przez Johana Reinharda, wybitnego amerykańskiego archeologa, badacza wysokogórskich sanktuariów andyjskich, który współpracuje z jej zespołem.




Pomimo szczegółowych opisów w kronikach etnohistorycznych, odkryto jednak zaledwie kilka miejsc pochówku ofiar capacocha, głównie na szczytach gór w dzisiejszym Peru, północnym Chile i północno-zachodniej Argentynie.
– Dzieci składano w ofierze, gdy działo się coś, co zagrażało istnieniu danej społeczności, np. wybuch wulkanu, susza, trzęsienie ziemi. Taką ofiarę składano, kiedy został zakłócony „balans wszechświata”. Nie chodziło o częsty, okrutny rytuał, tylko o wysłanie kogoś do bogów, kto mógłby pomóc uratować tę społeczność – tłumaczy dr Socha. – Jednocześnie osoba taka zyskiwała wyższy status, bo Inkowie wierzyli, że śmierć nie jest końcem. A byt w zaświatach zależał od tego, ile się otrzymuje ofiar z jedzenia, czy mumia jest zadbana, czy się o niej pamięta.
Imperium Inków istniało od końca XIII w. do 1532 r. i było największym podmiotem politycznym w prekolumbijskiej Ameryce Południowej. Jednak szacuje się, że Inkowie stanowili zaledwie 3% populacji imperium. Znaczącym aspektem ich strategii była dominacja religijna, kluczową rolę w organizacji społeczeństwa odgrywały święte przestrzenie, a bogowie często byli kojarzeni ze szczytami gór.
– Inkowie stosowali coś takiego jak mitima, czyli obowiązkową pracę na rzecz imperium – opowiada dr Dagmara Socha. – Przenoszono grupy ludności (mitimaes) i kazano im na przykład wybudować most albo drogę. Albo przesiedlano grupę na stałe po to, żeby zaludnić jakiś obszar dotąd niezamieszkany. Był to też sposób karania za bunty i nieposłuszeństwo – przenoszono ludność w inne miejsce uzależniając ją od Inków. Ale w Imperium Inkaskim bardzo ważna była kwestia świętych krajobrazów, a bóstwa utożsamiane ze szczytami gór uważano za najpotężniejsze. Dlatego też przesiedleńcy próbowali nawiązać kontakt z tym świętym krajobrazem i składali w tym miejscu jakąś swoją świętą rzecz w ofierze.
Zatem jeżeli w przypadku Ampato 4 mamy do czynienia z powtórnym pochówkiem, to być może dziewczynka została poświęcona w ofierze w innym miejscu. A kiedy grupa, która oddawała cześć tej mumii, została przesiedlona, zabrała ją ze sobą.
– Badania genetyczne pokazywały, że dzieci składane w ofierze w danym miejscu, z tego miejsca nie pochodziły. Ale mimo że etnicznie nie należały do grup, dla których były składane w ofierze, to te grupy traktowały je jako na tyle ważnych członków swojej społeczności, że ich mumie czczono przez bardzo długi czas. A jeśli grupa się przenosiła, to prawdopodobnie zabierała je ze sobą – opowiada bioarcheolog. – Mumia Ampato 4 mogłaby być pierwszym przykładem, że rola tych dzieci nie kończyła się wraz ze śmiercią, tylko cały czas były pośrednikami między daną społecznością a światem bogów.
Wyniki badań naukowców z Centrum Badań Andyjskich UW poszerzają zatem zrozumienie praktyk ofiarnych Inków, podkreślając różnorodność rytualnych zachowań i symboliczną transformację dzieci w świętych pośredników.




