Antarktyda to kontynent położony wokół bieguna południowego (w odróżnieniu od szerszego pojęcia Antarktyki, obejmującego także otaczające ją wody Oceanu Południowego i położone na nim wyspy) i niemal całkowicie pokryty lodem. W większości miejsc warstwa lodowa ma około 2 km grubości, a w niektórych rejonach sięga nawet 5 km, kryjąc pod sobą skałę kontynentalną.
Jest to środowisko skrajnie ubogie biologicznie. W naturalnych warunkach występują tam zaledwie dwa gatunki roślin naczyniowych: śmiałek antarktyczny (Deschampsia antarctica) – niska trawa tworząca kępy oraz kolobant (Colobanthus quitensis) – niewielka roślina poduszkowa z rodziny goździkowatych.

Brak roślinożernych kręgowców, krótki sezon wegetacyjny i ekstremalne warunki klimatyczne sprawiają, że lokalne ekosystemy lądowe są bardzo ubogie w gatunki i mają niską odporność na zaburzenia. Jak podkreślają naukowcy, Antarktyka jest jednym z najlepiej chronionych obszarów na Ziemi. Obowiązują tam rygorystyczne procedury fitosanitarne, takie jak sterylizacja odzieży oraz ograniczenia dotyczące wwozu obcych organizmów. A jednak nawet tam nie da się całkowicie wyeliminować presji propagul.
– Presja propagul to napływ obcych nasion, owoców, jaj i innych fragmentów organizmów zdolnych do odtworzenia organizmu potomnego. Nawet w Antarktyce, najlepiej chronionym obszarze na Ziemi, nie da się jej całkowicie wyeliminować – tłumaczy dr hab. Halina Galera.
Niekiedy wystarczy jedno ziarno, jedno przeoczenie, by gatunek mógł się zadomowić i rozpocząć kolonizację nowych terenów.
Wiechlina roczna nie jest gatunkiem rodzimym dla Antarktyki. W przypadku Polskiej Stacji Antarktycznej na Wyspie Króla Jerzego wiadomo, że roślina została tam nieświadomie zawleczona przez człowieka. Pierwsze notowanie pochodzi z przełomu lat 1985–1986 i dotyczyło obszaru bezpośrednio przy głównym budynku mieszkalnym Stacji. Z czasem przerodziło się to w jedyny znany przypadek „pełnoprawnej” inwazji roślinnej w Antarktyce. Roślina rozmnaża się i kolonizuje kolejne tereny.


Eksperyment krok po kroku
Aby zrozumieć, jak wiechlina roczna radzi sobie w tak ekstremalnych warunkach, jak Antarktyka, zespół z Wydziału Biologii UW – dr hab. Halina Galera, dr hab. Maciej Wódkiewicz i dr Agnieszka Rudak – przeprowadził kontrolowany eksperyment laboratoryjny, który symulował antarktyczne lato i zimę. Chodziło o sprawdzenie, czy zdolność do przetrwania więcej niż jednego sezonu jest cechą lokalną czy uniwersalną dla całego gatunku.
Do badań wykorzystano materiał siewny wiechliny rocznej z ośmiu populacji pochodzących z czterech kontynentów, w tym z Antarktyki. Dzięki temu możliwe było porównanie reakcji roślin wywodzących się z bardzo różnych warunków klimatycznych.
Wszystkie okazy były najpierw rozmnażane w pełnej izolacji, a dopiero kolejne pokolenie posłużyło do właściwego eksperymentu. Eksperyment zaprojektowano w tzw. układzie „wspólnego ogrodu” – metodzie badawczej, w której wszystkie osobniki rosną w takich samych, ściśle kontrolowanych warunkach. Dzięki temu eliminuje się wpływ czynników środowiska – tak, by badane populacje różniły się tylko pochodzeniem.
– Udowodniliśmy, że ta zdolność występuje u wszystkich badanych populacji, niezależnie od kontynentu pochodzenia – opisuje dr Agnieszka Rudak.
Badanie przeprowadzono w dwóch wariantach: rośliny uprawiano przez jeden sezon wegetacyjny lub przez 16 miesięcy, obejmujące dwa sezony przedzielone symulowaną, ośmiomiesięczną zimą polarną. W fitotronach, czyli komorach klimatycznych obniżano temperaturę i ograniczano dostęp światła, by jak najwierniej odtworzyć warunki panujące w Antarktyce. Analizowano strategię przetrwania roślin, ze szczególnym uwzględnieniem długości życia poszczególnych osobników.
– Już w Antarktyce zaobserwowaliśmy, że w przypadku niektórych osobników naszego „najeźdźcy” u podstawy pędów tworzą się dodatkowe korzenie, dzięki którym nasady pędów mogą pełnić funkcję organów przetrwalnych. To, co szczególnie nas zaskoczyło, to fakt, że te korzenie przybyszowe pojawiły się również w warunkach eksperymentalnych. Co oznacza, że nie była to jednorazowa reakcja konkretnej populacji wiechliny, lecz mechanizm typowy dla całego gatunku, uruchamiany w odpowiedzi na trudne warunki środowiskowe – tłumaczy dr hab. Halina Galera.
W warunkach, w jakich wiechlina roczna jest najczęściej obserwowana w Europie – na trawnikach, w parkach, czy na terenach ruderalnych – nie wytwarza struktur przetrwalnych, które umożliwiałyby jej przeżycie zimy
Badania prowadzone w kontekście antarktycznym pokazały jednak, że taki obraz jest niepełny. W ekstremalnych warunkach wiechlina roczna może wytwarzać korzenie przybyszowe u nasady pędów, a także jest w stanie przetrwać okres zimowy i wznowić wzrost w kolejnym sezonie.
To odkrycie podważa klasyczne postrzeganie wiechliny rocznej jako gatunku ściśle jednorocznego. Jej długość życia nie jest cechą niezmienną, lecz strategią zależną od warunków środowiskowych.
– W warunkach europejskich wiechlina roczna rzeczywiście żyje krótko, jednak badania antarktyczne pokazały, że w ekstremalnych warunkach uruchamia swój ukryty potencjał biologiczny – mówi badaczka.
Dzięki tak zaprojektowanemu eksperymentowi badacze mogli jednoznacznie wyjaśnić, czy zdolność do wydłużenia cyklu życiowego zależy od pochodzenia roślin, czy jest permanentną cechą gatunku. Wyniki okazały się zaskakująco spójne – niezależnie od tego, skąd pochodziły rośliny, wiechlina roczna reagowała na antarktyczne warunki w bardzo podobny sposób.




Kiedy „obcy” zaczyna wygrywać
Do inwazji biologicznej nie dochodzi od razu po pojawieniu się organizmu w nowym miejscu. Nim obcy gatunek wejdzie w fazę inwazji, musi pokonać kilka przeszkód, by móc przetrwać w nowych warunkach, skutecznie rozmnażać się i rozprzestrzeniać, a następnie – wkraczać na siedliska naturalne, a w niektórych przypadkach nawet wypierać gatunki rodzime.
W Antarktyce pojawienie się obcego organizmu jest szczególnie niebezpieczne, ponieważ lokalna flora przez miliony lat rozwijała się w warunkach niemal całkowitego braku konkurencji. Jak podkreślają badaczki, rośliny antarktyczne nie były przystosowane do tego, żeby znosić jakąkolwiek konkurencję.
Wiechlina roczna z czasem zaczęła wkraczać również w obszar szczególnie cenny przyrodniczo – mszarnik w pobliżu Stacji. To wilgotna enklawa o stosunkowo bujnej okrywie roślinnej, składającej się głównie z mchów. Takie zbiorowiska w warunkach antarktycznych należą do rzadkości. Z czasem problem narastał: populacja wiechliny rozrosła się i rozprzestrzeniła nie tylko w sąsiedztwie budynków Stacji i na obrzeżu mszarnika. Pojawiła się także na przedpolu lodowca Ekologii. W tej sytuacji mamy już do czynienia z realnym zagrożeniem dla przyrody Antarktyki.
– Jeżeli taka inwazyjna populacja osiąga odpowiednio dużą liczebność i zaczyna pojawiać się na naturalnych siedliskach, to jest to etap pełnoskalowej inwazji, o potencjalnie bardzo groźnych skutkach – zaznaczają badaczki.
Kluczowym pojęciem jest tu plastyczność fenotypowa, czyli zdolność organizmu do zmiany cech i strategii życiowej w odpowiedzi na warunki środowiskowe. W przypadku wiechliny rocznej ta cecha okazała się wyjątkowo rozwinięta. Roślina jest wtedy zdolna do opóźnienia kwitnienia i do inwestowania w przetrwanie, przeżycia zimy i kontynuowania wzrostu w kolejnym sezonie. Ta elastyczność sprawia, że wiechlina roczna staje się groźnym konkurentem dla rodzimych dla Antarktyki roślin, które nigdy wcześniej nie musiały mierzyć się z podobnym wyzwaniem.
Ta sama zdolność, która pozwala wiechlinie przetrwać antarktyczną zimę, ujawnia się również w mniej ekstremalnych warunkach. Trawa ta znana jest jako uciążliwy chwast aktywnie zwalczany na polach golfowych, gdzie potrafi opanować murawy, mimo ich intensywnej pielęgnacji.
– To jest prawdziwy wyścig zbrojeń pomiędzy człowiekiem a chwastami – podkreśla dr hab. Galera. – Wprowadzamy coraz to nowe metody ich zwalczania, a one dostosowują się do nich, co prowadzi do zmian mikroewolucyjnych.
Przypadek wiechliny rocznej w Antarktyce ukazuje nam ten mechanizm w ostrzejszym świetle, prezentując w ekstremalnych warunkach przebieg procesów, które od dawna obserwujemy także w zurbanizowanych krajobrazach.



Mróz nie rozwiązuje problemu
Mogłoby się wydawać, że surowa zima sama w sobie będzie ograniczać inwazje lub wręcz eliminować obce gatunki. W przypadku wiechliny rocznej w Antarktyce to założenie okazuje się jednak złudne. Śnieg nie stanowi bariery, lecz paradoksalnie sprzyja przetrwaniu roślin. Zdarzało się, że po odsłonięciu pokrywy śnieżnej znajdowano osobniki już kwitnące.
– Śnieg wręcz sprzyja roślinom. Izoluje je od skrajnych temperatur i wiatru, a jednocześnie może przepuszczać światło – tłumaczą badaczki.
Nawet jeśli z jakiegoś powodu wszystkie kępy wiechliny obumrą, problem nie zniknie. Pod roślinami gromadzi się bowiem glebowy bank nasion stanowiący jeden z kluczowych mechanizmów podtrzymujących inwazje roślinne. To ukryte w podłożu żywe nasiona, zdolne do wykiełkowania nawet po wielu latach. Jak podkreślają badaczki, ziaren wiechliny nie da się skutecznie usunąć z gleby – nie istnieją techniczne możliwości „wybrania” ich wszystkich. Oznacza to, że nawet przy bardzo intensywnej akcji usuwania roślin wystarczy „przegapienie” kilku siewek lub jedna przerwa w akcji likwidacji obcych roślin, by inwazja mogła rozwinąć się od nowa.
Aby lepiej ocenić skalę tego zagrożenia, zespół badawczy sięgnął po modelowanie komputerowe, symulując różne scenariusze zwalczania inwazji przy uwzględnieniu różnych czynników: przeżywalności nasion, skuteczności usuwania kęp oraz tempa rozprzestrzeniania się rośliny. Wyniki okazały się jednoznaczne i mało optymistyczne: nawet niewielka liczba pozostawionych w środowisku ziaren, rzędu kilku czy kilkunastu, może w dłuższej perspektywie doprowadzić do ponownej ekspansji gatunku.
– Tam, gdzie pojawia się człowiek, pojawiają się też gatunki obce. Kolejne inwazje są w dużej mierze skutkiem zawlekania lub świadomego sprowadzania roślin sprzed dziesięcioleci, a nawet setek lat. Często przez długi czas pozostają one w fazie utajonej, a inwazja wybucha dopiero później. To proces bezwładny: nawet gdybyśmy dziś całkowicie zatrzymali napływ nowych gatunków, te już wprowadzone nadal będą się rozprzestrzeniać – opowiada dr Rudak.
W praktyce oznacza to, że próba całkowitego usunięcia obcych roślin z danego obszaru nie może być jednorazowym działaniem, lecz musi być długotrwałym procesem, wymagającym stałej czujności i konsekwencji.
– Nie wolno przestać, nie wolno „przepuścić” ani jednego sezonu. Może się wydawać, że to praca syzyfowa, ale jest ona konieczna, jeśli chcemy chronić tak unikalne środowisko. Każde zaniedbanie, nawet krótkotrwałe, może zniweczyć wszystkie wcześniejsze wysiłki – podkreślają badaczki.
W Antarktyce, gdzie ekosystemy lądowe są wyjątkowo wrażliwe i pozbawione „buforów bezpieczeństwa”, długodystansowe podejście do ochrony przyrody okazuje się jedyną skuteczną strategią.


Antarktyka jako model przyszłości
Problemy związane z inwazją niepozornej trawy w Antarktyce mogą wydawać się odległe i abstrakcyjne, wręcz oderwane od rzeczywistości. Tymczasem, jak podkreślają badaczki, to właśnie tam widać w najczystszej postaci procesy, które zachodzą dziś na wszystkich pozostałych kontynentach.
W warunkach zmieniającego się klimatu coraz lepiej radzą sobie gatunki kosmopolityczne, plastyczne, zdolne do szybkiej reakcji na stres środowiskowy. Gatunki wyspecjalizowane – przystosowane do specyficznych warunków – tracą przewagę. Efektem jest stopniowa unifikacja przyrody. W różnych częściach Ziemi zaczynają dominować podobne zestawy roślin, a lokalna różnorodność biologiczna zanika. Antarktyka pokazuje tę tendencję w skali niemal laboratoryjnej – wyostrzonej i dlatego wyjątkowo czytelnej.
– To, co powszechnie dzieje się w innych miejscach i jest trudne do uchwycenia, tam widać niemal od razu – zauważa dr hab. Galera.
Z rozmowy z zespołem badawczym wyłania się też jednoznaczny wniosek dotyczący odpowiedzialności za ochronę przyrody. Tę odpowiedzialność ponosimy my wszyscy, podejmując z pozoru drobne decyzje każdego dnia.
– To nie jest problem, który można rozwiązać jednym działaniem albo jednorazowym wysiłkiem – podkreślają badaczki.
Odpowiedzialność zaczyna się na poziomie nauki: badania muszą być prowadzone w sposób, który minimalizuje ryzyko generowania kolejnych zagrożeń dla środowiska. Dalej – ważna jest rola instytucji państwowych, które tworzą regulacje prawne i egzekwują ich przestrzeganie, zwłaszcza w obszarach szczególnie wrażliwych, takich jak regiony polarne.
Istotne są także rozwiązania systemowe mające na celu zmniejszenie presji propagul. Nieograniczony handel nowymi roślinami uprawnymi i niekontrolowane zawlekanie chwastów powodują rozprzestrzenianie się gatunków inwazyjnych.
– Każdy z nas podejmuje decyzje, które mają znaczenie – choćby wtedy, gdy wybiera, co posadzić w ogrodzie albo jak reaguje na obecność obcych gatunków w swoim otoczeniu – podkreślają rozmówczynie Serwisu Naukowego.
Badaczki zaznaczają przy tym, że w wielu przypadkach problemem nie jest zła wola, lecz brak wiedzy oraz brak świadomości zagrożenia. Dlatego tak istotna jest rola rzetelnej edukacji i dobrej komunikacji naukowców ze społeczeństwem.
W przypadku Antarktyki zagrożenie inwazjami biologicznymi wynika przede wszystkim z przypadkowego zawlekania propagul. Członkowie wypraw naukowych i coraz liczniejsi turyści nieświadomie przywożą je jako zanieczyszczenia – na ubraniach, sprzęcie i wraz z zapasami żywności. Dlatego tak ważne jest uświadomienie każdemu człowiekowi odwiedzającemu tą śnieżną krainę, że od jego dbałości o środowisko zależy zachowanie Antarktyki w stanie (niemal) nienaruszonym.
Antarktyka, mimo odizolowania od innych lądów, staje się w tym kontekście ważnym punktem odniesienia. Pokazuje, jak kruche są naturalne ekosystemy i jak wiele zależy od naszej konsekwencji, wiedzy i odpowiedzialności podejmowanej na każdym poziomie – od międzynarodowych regulacji prawnych, aż po nasze codzienne indywidualne decyzje.
Notki bibliograficzne:
Rudak A, Galera H, Wódkiewicz M. 2026. Antarctica may be vulnerable to invasion by Poa annua from a range of populations around the globe. Journal of Applied Ecology 63: e70250 https://doi.org/10.1111/1365-2664.70250
Rudak A, Galera H, Wódkiewicz M. 2025. Is Poa annua a Skin-Changer? Annual–Perennial Life History Shift Enables the Species to Conquer Antarctica. Ecology 106(9): e70162 https://doi.org/10.1002/ecy.70162
Galera H., Sokół M., Banasiak Ł, Rudak A., Wódkiewicz M. 2024. An object-oriented model of the invasion and eradication of Poa annua L. on King George Island, Antarctica. Global Ecology and Conservation 56: e03288 https://doi.org/10.1016/j.gecco.2024.e03288

