Kontrast między wiedzą a zachowaniem dobrze widać w najnowszym raporcie Warszawskiego Instytutu Bankowości z 2025 roku. Dokument pokazuje, że samoocena wiedzy ekonomicznej Polaków pozostaje umiarkowana i silnie zróżnicowana. Średnia ocena własnej wiedzy wynosi 2,92 w pięciostopniowej skali. 30 procent badanych ocenia swoją wiedzę jako „raczej dużą” lub „bardzo dużą”, podczas gdy 33 procent wskazuje odpowiedzi „raczej mała” lub „bardzo mała”.
Raport wyraźnie pokazuje także różnice demograficzne: niżej swoją wiedzę oceniają osoby najmłodsze, najstarsze oraz respondenci z niższym poziomem wykształcenia, wyżej natomiast osoby z wykształceniem wyższym. Jednocześnie młodsi badani częściej deklarują korzystanie z internetowych źródeł wiedzy finansowej i wykazują większą pewność w ocenie własnych kompetencji ekonomicznych.
Szczególnie wyraźnie w raporcie wybrzmiewa obszar cyberbezpieczeństwa. Aż 46 procent badanych wskazuje go jako dziedzinę, w której odczuwa największe braki wiedzy, a 41 procent uznaje go za obszar wymagający pilnej poprawy. Jednocześnie niemal połowa respondentów przeciętnie ocenia swoje bezpieczeństwo ekonomiczne, a 22 procent uznaje je za niskie. Poczucie bezpieczeństwa finansowego najczęściej wiązane jest z poziomem oszczędności oraz stabilnością sytuacji społeczno-ekonomicznej.
Zestawienie tych wyników pokazuje, że deklarowana wiedza finansowa nie zawsze idzie w parze z poczuciem bezpieczeństwa ekonomicznego oraz oceną własnych kompetencji w obszarze zagrożeń cyfrowych. Ten rozdźwięk stał się punktem wyjścia dla badań prowadzonych przez zespół z Uniwersytetu Warszawskiego we współpracy z prof. Yanivem Hanochem z Uniwersytetu w Wolverhampton, koncentrujących się na roli emocji i subiektywnego poczucia bezpieczeństwa finansowego w decyzjach podejmowanych w kontakcie z fałszywymi ofertami.
Od stereotypu do badań. Skąd biorą się fałszywe wyobrażenia o ofiarach oszustwa?
W przekonaniu sporej części osób wciąż funkcjonuje stereotypowy obraz osoby, która pada ofiarą oszustwa – jako kogoś mało asertywnego i niezorientowanego w finansach. Jednak dane z raportów krajowych i międzynarodowych temu przeczą. Ofiarami oszustw są zarówno seniorzy, jak i młodzi, użytkownicy social mediów, osoby o niewielkich dochodach i te bardzo zamożne. W przypadku oszustw inwestycyjnych nie brakuje nawet specjalistów czy menedżerów.
– Wydaje mi się, że dużo osób ma taki stereotypowy obraz osoby, która jest ofiarą oszustów: że to ktoś naiwny albo w oczywisty sposób nieuważny. Tymczasem dane pokazują, że ten obraz jest znacznie bardziej skomplikowany. W odpowiedniej sytuacji, jeśli ktoś trafi w naszą słabość, prawie każdy mógłby zostać oszukany – wyjaśnia Aleksandra Nagańska.
To właśnie nieoczywistość zjawiska stała się impulsem do badań. Badaczka zwraca uwagę, że kluczowe jest nie to, kim jesteśmy, lecz w jakim momencie trafia do nas podejrzana oferta. By zrozumieć ten mechanizm, zespół z UW zdecydował się porzucić klasyczne rozróżnienie względem cech demograficznych i prześledzić związek między emocjami a podejmowaniem decyzji finansowych. Za punkt wyjścia przyjęto nie to, ile kto faktycznie zarabia, ale koncept subiektywnego dobrostanu finansowego.
– Dochód nie mówi nam wszystkiego. Ktoś może zarabiać dużo, ale żyć w poczuciu niedostatku, na przykład porównując się z grupą społeczną, do której aspiruje lub wydając ponad swoje możliwości. Ktoś inny ma mniej, ale czuje się stabilnie – przypomina Nagańska.
Według teorii, to, jak postrzegamy swoje zasoby, wpływa na naszą gotowość podejmowania ryzyka bardziej niż liczby widniejące na koncie bankowym. Te założenia teoretyczne, zespół przetestował w praktyce.
Jak badać emocje i podatność na manipulację?
Badania zespołu z Uniwersytetu Warszawskiego miały charakter eksperymentalny i obejmowały dwa odrębne badania. W obu uczestniczyło łącznie kilkaset osób. Losowo przypisano je do jednego z trzech scenariuszy: poczucia bogactwa – wygranej pięciu milionów złotych, poczucia niedoboru – utraty pracy lub sytuacji neutralnej w grupie kontrolnej. Scenariusze miały wywołać określony stan psychiczny. Nie odzwierciedlały rzeczywistej sytuacji finansowej uczestników, lecz ich subiektywne poczucie dobrostanu finansowego.
Badania opierały się na założeniu, że nawet wyobrażenie sobie takiego doświadczenia może wpłynąć na emocje i decyzje finansowe w podobny sposób, jakby dana sytuacja wydarzyła się naprawdę – uczestnicy odczuwali chwilowo poczucie dostatku lub niedostatku, co pozwalało badaczom obserwować, jak te emocje wpływają na reakcje wobec fałszywych ofert.
W obu badaniach uczestnikom prezentowano dwa typy fałszywych ofert – loteryjną oraz inwestycyjną – a analizy prowadzono dwuetapowo: najpierw sprawdzano gotowość do reakcji na co najmniej jedną z nich, a następnie osobno analizowano reakcje wobec każdego typu oszustwa.
Kluczowym elementem projektu był sposób doboru samych ofert. Zostały one opracowane na podstawie rzeczywistych przykładów oszustw: raportów zagranicznych, publikacji naukowych oraz materiałów ostrzegawczych instytucji nadzorczych.
Część z nich badaczka wyszukiwała bezpośrednio w internecie, posługując się hasłami typu „jak szybko zarobić” czy „inwestycja bez ryzyka”. Jak zauważa, wiele takich stron pojawiało się w wyszukiwarkach jako treści promowane, co samo w sobie stanowi ważny element krajobrazu współczesnych manipulacji finansowych.
Wszystkie oferty zostały następnie ujednolicone wizualnie, aby reakcje uczestników dotyczyły treści, a nie formy przekazu. Wbrew intuicji czas podejmowania decyzji nie różnił się istotnie między grupami. Osoby bardziej podatne na oszustwa nie działały ani szybciej, ani wolniej. To wskazuje, że mechanizm podatności leży głębiej i nie sprowadza się jedynie do impulsu.
Co dzieje się, gdy czujemy się bogaci, a co, gdy czujemy niedobór?
W pierwszym etapie każdego z dwóch badań ponad połowa uczestników wykazała pewien poziom podatności na manipulację. Odpowiednio 52,6 procent i 50,41 procent badanych zadeklarowało gotowość odpowiedzi na co najmniej jedną z fałszywych ofert, a niemal 10 procent w obu badaniach było skłonnych zareagować na oba zaprezentowane oszustwa.
W pierwszym badaniu, różnice między grupami okazały się istotne statystycznie. W grupie osób, u których wywołano poczucie bogactwa, aż 60,6 procent deklarowało gotowość do kontaktu z oszustem, podczas gdy w grupie „niedoboru” było to 43,2 procent. W drugim badaniu, ponownie w grupie bogactwa chęć do interakcji była wyższa (52,14 procent vs 47,41 procent), jednak nie istotna statystycznie. Jak pokazują analizy, różnica ta nie była przypadkowa. Analizy statystyczne pokazały, że różnice między grupą „bogactwa” a „niedoboru” nie dotyczyły siły samej skłonności, lecz raczej samej decyzji o wejściu w interakcję z przynajmniej jedną z ofert. Wyniki te sugerują, że samo chwilowe poczucie dostatku może zwiększać otwartość na ryzykowne propozycje, nawet jeśli ich wiarygodność jest wątpliwa.
W drugim etapie, zespół skupił się na każdej z ofert osobno. W przypadku fałszywej loterii ogólny poziom podatności był niższy: w obu badaniach powyżej 85 procent respondentów deklarowało całkowity brak chęci odpowiedzi, a większość określiło swoją skłonność do kontaktu jako skrajnie niską. Mimo to ponownie widoczne były różnice między grupami. Z kolei chęć inwestowania w oszukańczą ofertę była bardziej zróżnicowana: w obu badaniach ponad połowa respondentów rozważała taką inwestycję.

Percepcja ryzyka
Najbardziej konsekwentne różnice pojawiły się między typami ofert – fałszywa inwestycja była postrzegana jako bardziej korzystna i mniej ryzykowna niż loteria. Uczestnicy z grupy „bogactwa”, postrzegali mniejsze ryzyko niż ci z grupy „niedoboru”, w przypadku fałszywej loterii – istotnie niższe ryzyko.
– Osoby, które mogą sobie pozwolić na stratę, widzą ryzyko inaczej. Poczucie komfortu sprawia, że zagrożenie wydaje się mniej istotne. Tymczasem osoby w sytuacji niedostatku radzą sobie lepiej, bo produktywniej gospodarują zasobami, bo każda złotówka ma dla nich większą wagę – tłumaczy Nagańska.
Choć poczucie komfortu było w badaniu wywołane jedynie hipotetycznie, jego wpływ na decyzje okazał się wyraźny. Odwrotnie reagowała grupa „niedoboru”. Uczestnicy, którzy wyobrażali sobie utratę pracy częściej odrzucali propozycje. Ta reakcja przeczy stereotypowi, że osoby w trudniejszej sytuacji finansowej są bardziej podatne na manipulację.
Okazuje się, że poczucie niedostatku może pełnić funkcję ochronną, podobnie jak w badaniach nad gospodarowaniem zasobami w warunkach ograniczeń. Zespół próbował również uchwycić kanał decyzyjny stojący za tym efektem.
– To prawdopodobnie tutaj należy szukać odpowiedzi: przez postrzegane ryzyko i korzyści, a nie przez na przykład czas potrzebny na podjęcie decyzji – podkreśla badaczka.
Wyniki nie są jeszcze jednoznaczne, ale wskazują na kluczową rolę percepcji ryzyka.
Dlaczego wiedza finansowa nie chroni tak, jak nam się wydaje
Jednym z najbardziej zaskakujących wniosków okazało się to, że osoby deklarujące wysoką wiedzę finansową nie zawsze były bardziej odporne na manipulację. Wpływ wiedzy finansowej okazał się zależny od rodzaju oszustwa.
W przypadku fałszywej loterii wyższa deklarowana wiedza finansowa była związana z niższą podatnością na manipulację. Inaczej było jednak w przypadku fałszywych ofert inwestycyjnych – tutaj osoby wysoko oceniające swoje kompetencje finansowe nie wykazywały większej ostrożności, a w niektórych przypadkach były nawet bardziej skłonne do zainteresowania się ofertą.
To ważne uzupełnienie obrazu: wiedza finansowa może chronić przed prostszymi schematami, takimi jak loterie, ale niekoniecznie przed bardziej złożonymi fałszywymi inwestycjami. Kolejną kwestią jest to, jaki zakres wiedzy i umiejętności jesteśmy w stanie zmierzyć.
– Sam fakt, że ktoś ma dużą wiedzę, nie oznacza jeszcze, że potrafi ją wykorzystać w praktyce. To zjawisko nazywa się luką kompetencyjną: ludzie znają teorię, ale gorzej radzą sobie z jej zastosowaniem, na przykład w sytuacji presji lub obietnicy szybkiego zysku. Luka może również wynikać z nadmiernej pewności co do swoich umiejętności, czyli wydaje nam się, że coś wiemy, ale niekoniecznie tak jest – tłumaczy Aleksandra Nagańska.
Emocjonalne skutki oszustw – tabu, o którym rzadko mówimy
Choć strata finansowa jest wymierna, to właśnie koszt emocjonalny bywa najdotkliwszy.
– Najbardziej bolesne nie jest to, że ktoś stracił pieniądze. Najtrudniejsze jest to, że traci zaufanie do siebie i do swojej zdolności oceny sytuacji – ocenia Nagańska.
Wstyd, poczucie kompromitacji, utrata pewności siebie to doświadczenia, które utrudniają zgłaszanie oszustw i wchodzenie w kolejne aktywności finansowe. Badaczka zwraca uwagę, że dotyczy to także osób o wysokiej pozycji zawodowej, które obawiają się ujawnienia, że dały się zmanipulować. Tymczasem oszuści wykorzystują nie tylko schematy psychologiczne, ale też ogrom informacji publikowanych w mediach społecznościowych, co czyni ich przekazy jeszcze bardziej wiarygodnymi. Z drugiej strony, widać stopniową zmianę społeczną.
– Coraz więcej mówi się o tym, że to poważny problem i że jeśli taka sytuacja ci się przydarzy, trzeba ją zgłosić. To już nie jest tylko kwestia indywidualnego błędu, to zjawisko systemowe – zauważa Nagańska.
Dokąd zmierzają badania
Wyniki badania mają wymiar praktyczny. Pokazują, że edukacja finansowa, choć ważna, nie wystarcza. Potrzebujemy również edukacji emocjonalnej, świadomości własnych ograniczeń i efektywnych strategii decyzyjnych pozwalających zdystansować się do ofert, które wywołują silne emocje. Jedną z metod, o których wspomina badaczka, jest wypowiedzenie oferty na głos.
– Kiedy wyjaśniamy coś drugiej osobie, nabieramy dystansu. Nagle słychać, że oferta brzmi absurdalnie – podkreśla Nagańska.
Zespół planuje kolejne badania, m.in. w środowisku symulowanych mediów społecznościowych, gdzie warunki eksperymentalne są jeszcze bardziej zbliżone do rzeczywistości. W dalszej perspektywie badacze chcą opracować strategie edukacyjne, które da się zastosować od razu.
– W przyszłości planujemy lepiej zrozumieć proces decyzyjny i sprawdzić, czy da się przełożyć wyniki naszych badań na skuteczne interwencje edukacyjne – podsumowuje Aleksandra Nagańska.

