Fenicjanie należeli do najaktywniejszych pośredników handlowych starożytnego świata śródziemnomorskiego. Od późnej epoki brązu po okres hellenistyczny ich miasta – Tyr, Sydon czy Byblos – uczestniczyły w wymianie surowców, półproduktów i gotowych wyrobów, w tym substancji aromatycznych, olejów, żywic i preparatów o zastosowaniach użytkowych i rytualnych.
Wraz z handlem rozpowszechniały się charakterystyczne dla okresu hellenistycznego i rzymskiego, niewielkie naczynia ceramiczne – unguentaria i amphoriskoi – dziś jedne z najczęściej znajdowanych zabytków na stanowiskach w basenie Morza Śródziemnego. Choć Fenicjanie nie mieli monopolu na ich produkcję, skala użycia i dystrybucji tych naczyń sprawiła, że materiały pochodzące z obszarów fenickich stanowią ważny punkt odniesienia w badaniach nad ich funkcją.


Wyobrażając sobie starożytne, fenickie targowiska, niemal czujemy egzotyczne zapachy mirry, kadzidła i cynamonu. Przez dekady archeolodzy, którzy znajdowali na stanowiskach małe, zgrabne naczynia ceramiczne określali je jako flakony na perfumy. Okazuje się, że zawartość buteleczek była bardziej zróżnicowana i praktyczna. Co naprawdę znajdowało się w tych niepozornych naczyniach i co mówi nam to o życiu starożytnych Fenicjan? Zagadkę tę starała się rozwikłać dr hab. Urszula Wicenciak-Núñez z Centrum Archeologii Śródziemnomorskiej Uniwersytetu Warszawskiego. Badania były realizowane dzięki finansowaniu z programu IDUB „Nowe Idee”.

Mit flakonu na perfumy
Znane jako unguentaria i amphoriskoi, to niewielkie, proste naczynia ceramiczne o wąskich szyjkach, idealnych do dozowania płynów. Mierzą od kilku do kilkunastu centymetrów wysokości i mają pojemność od kilku do około 230 ml.
Unguentaria to smukłe flakoniki o wrzecionowatym lub kulistym kształcie, odkrywane najczęściej w kontekście pochówków jako dary grobowe, ale także w sanktuariach, domach prywatnych i przestrzeni handlowej. Produkowano je w różnych częściach basenu Morza Śródziemnego i towarzyszyły ludziom zarówno w życiu codziennym, jak i w rytuałach. Natomiast amphoriskoi to miniaturowe amfory z imadełkami, przypominające większe naczynia transportowe.
– To są bardzo niewielkie, często pozbawione dekoracji, ceramiczne buteleczki, które od dawna były obecne w badaniach archeologicznych, ale analizowano je w dość wąskim zakresie. Najczęściej koncentrowano się na ich formie i typologii, bo unguentaria świetnie nadają się do datowania kontekstów. Przez długi czas zakładano też, że służyły do przechowywania substancji zapachowych, i na tym kończyła się interpretacja – opowiada badaczka.
Przez lata archeolodzy i muzealnicy niemal automatycznie zakładali, że służyły one do przechowywania wonnych olejków, czyli antycznego odpowiednika naszych perfum. Starożytne teksty, od Biblii po Pliniusza Starszego, podsuwały w odpowiedzi na przykład mirrę, cynamon czy kadzidło. Jednak czy nazwa unguentarium (od łacińskiego unguentum – maść, olejek) nie zastawia na nas pułapki? Tak samo mylące może się okazać nowoczesne rozumienie „perfum”. Samo słowo pochodzi od łacińskiego per fumum, czyli „przez dym” i odnosiło się do zapachu ofiar rytualnych i kadzideł wznoszących się ku bogom, a nie do kosmetyków.
– Nazwa unguentarium utrwaliła się w świecie rzymskim i już na poziomie języka sugeruje jedną, bardzo konkretną funkcję – przechowywanie pachnideł. Czasem spotykamy też termin balsamarium, który brzmi bardziej neutralnie, ale wciąż zakłada określoną funkcję. Te nazwy pokazują, jak silnie interpretacje archeologiczne były przez dziesięciolecia kształtowane przez język, a nie przez realne dane. Problem polega na tym, że nazwa unguentarium mówi więcej o naszych oczekiwaniach niż o tym, co faktycznie mogło znajdować się w tych naczyniach – twierdzi badaczka.


Chemiczny nos archeologa
Jak powąchać coś, co zostało zużyte 2000 lat temu? Zapach jest ulotny i niemożliwe, aby przetrwał tak długo, jednak substancje, które ten zapach niosły, jak tłuszcze, żywice czy wosk, mogą wniknąć w ścianki naczyń i pozostać tam na lata.
– Zamiast próbować „złapać zapach”, badamy chemiczne ślady substancji, które kiedyś zapach niosły lub utrwalały. W porach ceramiki zachowują się cząsteczki cięższe, nielotne – pozostałości tłuszczów zwierzęcych i roślinnych, żywic, produktów fermentacji. To one są dziś naszym oknem w przeszłość – wskazuje dr hab. Wicenciak-Núñez.
Aby wytropić ślady nośników zapachu, należało sięgnąć po najnowsze technologie. Na początku do badania naczyń użyto chromatografii gazowej sprzężonej ze spektrometrią mas (GC-MS), powszechnie stosowanej w archeologii do analizy pozostałości organicznych. Metoda ta pozwala identyfikować związki chemiczne, które wniknęły w porowate ścianki ceramiki i mogły przetrwać tam przez tysiąclecia. Polega ona na ekstrakcji i rozdzieleniu cząsteczek, a następnie ich identyfikacji na podstawie charakterystycznych widm masowych.
W pierwszej serii analiz w czterech naczyniach nie uzyskano jednoznacznych wyników pozostałości organicznych, co wskazywało na ograniczoną czułość metody wobec bardzo słabo zachowanych śladów.


Zaskakujące odkrycie
Dr hab. Wicenciak-Núñez zdecydowała się więc sięgnąć po znacznie czulszą wysokorozdzielczą chromatografię gazową sprzężoną ze spektrometrią mas (GC-HRMS), która umożliwia identyfikację związków chemicznych, lecz przy znacznie niższych stężeniach i z większą precyzją.
Najpierw próbkę podgrzewa się, aby związki chemiczne mogły przejść w stan gazowy. Następnie związki te rozchodzą się w wąskiej kolumnie – każdy porusza się trochę inaczej, więc rozdzielają się w czasie, po czym trafiają do urządzenia, które rozbija je na fragmenty i mierzy ich masę.
Każdy związek ma swój charakterystyczny „podpis”, dzięki któremu można go rozpoznać. Dopiero ta metoda, będąca w stanie wykryć nawet najdrobniejsze „odciski palców”, jakie starożytne substancje pozostawiły w mikroskopijnych porach ceramiki, przyniosła rezultaty, jednak znów nie takie, jakich się spodziewano.
Zamiast oczekiwanych luksusowych aromatów – cynamonu, róży czy jaśminu – aparatura zaczęła wykazywać substancje prozaiczne. W naczyniach zidentyfikowano resztki winogron, tłuszcze zwierzęce, oleje roślinne oraz żywice drzew iglastych.
– Jak widać to nie były typowe starożytne olejki zapachowe. To różnorodne mieszanki o różnych funkcjach. I właśnie dlatego nie możemy już mówić o jednej funkcji tych naczyń. To były pojemniki do wielu zastosowań – od olejów i leków po substancje techniczne – więc nie da się ich zamknąć w jednej etykiecie. To naczynia wielozadaniowe, których zawartość zależała od kontekstu, czasu i miejsca – opowiada badaczka.
Wykryto ślady fermentacji zarówno ciemnych, jak i jasnych winogron. Wskazuje to na obecność wina lub preparatów na jego bazie, które mogły służyć jako składnik leczniczych lub rytualnych balsamów. Potwierdzono obecność żywic sosny i jodły. W starożytności były one używane jako substancje konserwujące, a także składnik kadzideł. Tłuszcze zwierzęce i roślinne pełniły funkcję bazy lub nośnika dla innych substancji. Były podstawowym składnikiem maści i preparatów ochronnych. Znaleziono także ślady złożonych mieszanin.

Substancja, której nikt się nie spodziewał
Największą sensacją okazało się małe naczynie z Tyru. Badania wykazały w nim obecność oleju palmowego. Ale uwaga – nie chodzi o palmę daktylową, która rośnie naturalnie na Bliskim Wschodzie, ani o popularną palmę kokosową, lecz o palmę gwinejską (Elaeis guineensis), pochodzącą z Afryki subsaharyjskiej.
Dziś olej z palmy gwinejskiej znany jest jako surowiec w przemyśle spożywczym i kosmetycznym, a w starożytności mógł pełnić podobną rolę – jako baza do maści, preparatów konserwujących lub składnik mieszanek rytualnych.
– W jednej z małych amfor z Tyru, datowanej na przełom I wieku p.n.e. i I wieku n.e., zostały zidentyfikowane resztki oleju z palmy gwinejskiej, rosnącej wyłącznie w Afryce subsaharyjskiej. To pierwszy bezpośredni dowód obecności tej substancji we wschodniej części basenu Morza Śródziemnego, ujawniony dzięki analizie GC-HRMS. Co więcej, w tym samym naczyniu wykryliśmy także ślady fermentowanych owoców i żywic drzew iglastych. Co sugeruje, że nie chodziło o sam olej, lecz o kompozycję, może rytualną, może techniczną. A może jedno i drugie. Miejsce znalezienia też jest znaczące – fragment pochodził z obszaru w pobliżu drogi procesyjnej, prowadzącej do świątyni na akropolu w Tyrze. To pozwala myśleć o kontekście rytualnym, choć nie możemy tego przesądzić – podkreśla badaczka.
Odkrycie to pokazuje, że surowce z odległych rejonów Afryki Zachodniej docierały do wschodniej części basenu Morza Śródziemnego. Gliniane buteleczki były świadkami nie tylko lokalnych praktyk, lecz także globalnych procesów łączących odległe krańce starożytnego świata.


Fenicka globalizacja
Skoro w naczyniach nie zachowały się ślady kwiatów, a potwierdzono obecność tłuszczów i żywic, to do czego służyły? Zawartość naczyń sugeruje, że mogły one pełnić różne role. Mieszanki wina, żywic i tłuszczów mogły mieć zastosowanie medyczne w postaci maści lub balsamów.
W podobnych naczyniach w Tel Kedesh inni badacze odkryli olejek cedrowy, który służył do konserwacji papirusów i odstraszania owadów w archiwach, a nie do perfumowania ciała. Ponadto unguentaria i amphoriskoi mogły pełnić rolę rytualną – masowo znajdowano je w grobach. Ślady wskazują na użycie ich w trakcie obrzędów – namaszczano ciało, wylewano libację z wina, a puste naczynia zostawiano przy zmarłym lub w pobliżu grobu.
– Brak zapachu w analizie nie oznacza, że zapachu kiedyś nie było. Wiele substancji aromatycznych po prostu nie ma szans przetrwać dwóch tysięcy lat. Dlatego archeologia zapachu to nie pogoń za sensacją, lecz raczej ćwiczenie w pokorze: uczymy się, gdzie kończą się dane, a zaczyna nadinterpretacja. Z tego powodu mój projekt zmienił kierunek i nie próbuję już w nim odpowiadać na pytanie „jak pachniała starożytność”, tylko stawiam na pytanie znacznie uczciwsze: jakie substancje naprawdę krążyły w tych naczyniach i jaką rolę mogły odgrywać w codziennym życiu, rytuałach i handlu. Zapach jest tu punktem wyjścia, ale celem jest zrozumienie praktyk, a nie tworzenie pachnących legend – tłumaczy dr hab. Urszula Wicenciak-Núñez.
Dla wielu może się to wydać rozczarowujące – w końcu chcemy wierzyć w romantyczne wizje starożytności. Mimo to, dzięki nowoczesnej nauce, te małe, gliniane skorupy zaczynają opowiadać wielkie historie o ludzkiej pomysłowości, codziennych troskach i globalnych powiązaniach, które kształtowały starożytny świat.

Z prawej: rekonstrukcja pojemności wczesnorzymskiego unguentarium z Tyru wykonana na podstawie rysunku profilowego i analizy przy użyciu narzędzia CReA-Patrimoine (Université libre de Bruxelles). Obliczona pojemność naczynia wynosi ok. 17 ml, co wskazuje na przechowywanie bardzo niewielkiej ilości substancji, odpowiadającej jednorazowemu, intencjonalnemu użyciu. Garí José María Lópezem I U. Wicenciak-Núñez
Międzynarodowy zespół badawczy, pod kierownictwem dr hab. Urszuli Wicenciak-Núñez tworzyli
Nicolas Garnier, SAS Laboratoire Nicolas Garnier, Ecole Normale Supérieure de Paris (ENS-PLS), France
Ali Badawi, Directorate General of Antiquities, Tyre, Lebanon
Monika Badura, Faculty of Biology, University of Gdańsk, Poland
Michał Krueger, Faculty of Archaeology, Adam Mickiewicz University, Poznań, Poland
Maha Masri, Faculty of Letters and Human Sciences, Lebanese University, Saida, Lebanon
Violeta Moreno Megías, Departamento de Prehistoria y Arqueología, Universidad de Sevilla, Spain
Hiroshi Maeno, Graduate school of Humanities and Social Sciences, Hiroshima University, Japan
