Można się oburzać, że uczniowie mylą powstanie styczniowe z listopadowym, ale winy należy szukać w sposobie nauczania. Historia w szkolnych podręcznikach bywa zbiorem dat i nazwisk, które bez kontekstu stają się trudną do zapamiętania listą faktów.
Także dorośli często powtarzają uproszczenia, które niewiele mają wspólnego z prawdziwym, złożonym biegiem dziejów. Niedawno obchodziliśmy 1000-lecie koronacji Bolesława Chrobrego, które w publicznej narracji było świętowane jako millenium królestwa. Tak, jakby Polska istniała od tamtej pory nieprzerwanie i w tym samym kształcie. Rzadko pamiętamy, że państwo Chrobrego rozpadło się w dekadę po tym doniosłym wydarzeniu.
Dzięki interdyscyplinarnym badaniom możemy dziś spojrzeć na początki Polski w nowy sposób – nie jak na prostą linię sukcesów i porażek, lecz raczej na splątaną sieć wątków. Historia państw to nie tylko dzieje władców, ale też procesy społeczne i zmiany w środowisku. Można ją opowiadać nie przydomkami monarchów, lecz śladami wyciętych lasów czy srebrnych monet. Te krążyły w takiej ilości, że pozostawiły po sobie namacalne dowody dawnej gospodarki i jej kryzysów.
Drobne pyłki zamiast wielkich nazwisk
We wczesnym średniowieczu Europa Środkowa była swoistym „laboratorium” przemian społecznych i narodzin państwowości. W ciągu zaledwie stulecia ziemie zamieszkane przez niewielkie, niezależne wspólnoty, funkcjonujące bez scentralizowanej władzy, przekształciły się w sprawnie działające państwo o niemal imperialnych ambicjach. Skala tego wzrostu była imponująca – terytorium pierwszych Piastów powiększyło się z około 30 tys. do ponad 400 tys. km2.
Interdyscyplinarny zespół naukowców postanowił przyjrzeć się początkom Polski z zupełnie nowej perspektywy. Archeolodzy, ekolodzy, historycy i palinolodzy – czyli specjaliści badający pyłki roślin – połączyli siły pod kierunkiem prof. dr. hab. Adama Izdebskiego z Wydziału „Artes Liberales” i Centrum Badania Ryzyka Systemowego UW.
Celem badań było prześledzenie błyskawicznego rozwoju pierwszego państwa Piastów – od początku X w., po jego równie nagły rozpad około 1030 r. Aby uzyskać możliwie pełny obraz procesów społecznych, politycznych i środowiskowych, zespół przeanalizował dane paleoekologiczne, archeologiczne, numizmatyczne oraz średniowieczne źródła pisane.
Pod mikroskopy badaczy trafiły cztery kluczowe stanowiska: centrum władzy – Jezioro Lednica i Kazanie – oraz peryferia ówczesnego państwa – Pawski Ług i Linje (dziś rezerwaty przyrody). Połączenie danych z tak różnorodnych dyscyplin nauki pozwoliło stworzyć spójną opowieść o narodzinach i upadku wczesnopiastowskiej państwowości w Wielkopolsce. To pierwsza tak kompleksowa analiza w badaniach nad najdawniejszą historią Polski.
– Te badania są rzeczywiście nowatorskie. Chociaż współpraca palinologów z archeologami trwa od wielu dekad, ogranicza się ona zazwyczaj do zrozumienia kontekstu przyrodniczego wokół stanowiska, które opracowują archeologowie. Zarówno stopień szczegółowości stworzonych przez nas danych, jak i szeroki interdyscyplinarny zakres syntezy nie mają precedensu – mówi prof. Adam Izdebski.

Nic w przyrodzie nie ginie
Tło dla badań tworzą dane palinologiczne oraz archeologiczne ślady zmian w osadnictwie na ziemiach wczesnośredniowiecznej Polski. Analizy pyłków roślin z osadów Jeziora Lednickiego i torfowiska w Kazaniu pokazują, że około X w. krajobraz uległ gwałtownym przekształceniom. Najpierw stopniowo znikały graby – drzewa rosnące na żyznych glebach i cenione za wysokokaloryczne drewno opałowe – a w ich miejscu pojawiały się pola uprawne, co widać w rosnącym udziale pyłków zbóż.
Jednocześnie w próbkach wzrosła ilość mikrocząstek węgla drzewnego, świadczących o intensywnym wykorzystywaniu ognia do karczowania lasów. Dane wskazują też na rozwój pastwisk w pobliżu osad – obecność zarodników grzybów koprofilnych, czyli rozwijających się na odchodach zwierzęcych, dowodzi wypasu zwierząt w bezpośrednim otoczeniu siedzib ludzkich. Tak duża ingerencja w środowisko w krótkim czasie była zjawiskiem wyjątkowym w skali Nizin Środkowopolskich i wiązała się bezpośrednio z polityką Piastów, którzy potrzebowali zasobów dla szybko rosnącej elity, wojska i administracji w rdzeniu swojego państwa.
W połowie X w., w rejonie Ostrowa Lednickiego – wyspy na Jeziorze Lednickim, położonej między Gnieznem a Poznaniem, będącej wówczas siedzibą władzy – liczba osad wzrosła trzykrotnie w ciągu zaledwie kilku dekad. Najpewniej było to skutkiem przesiedleń ludności z podbitych terenów. Echa tych podbojów przetrwały do dziś w nazwach miejscowości, takich jak Czechy czy Pomarzanki – przypominających o przesiedleńcach sprowadzanych m.in. z terenów dzisiejszych Czech i Pomorza.
Te dane pokazują tempo i skalę ekspansji państwa Piastów, ale nie wyjaśniają jeszcze, dlaczego tak szybko się rozpadło. Odpowiedź kryje się w innych źródłach – w zapisach, które odsłaniają militarne i gospodarcze ambicje pierwszych piastowskich władców.
Po ekspansji – zapaść
Imponujące zdobycze terytorialne Piastów szły w parze z rozbudową struktur militarnych. Dobrym przykładem jest Poznań – w ciągu stu lat niewielka drewniano-ziemna fortyfikacja przekształciła się w potężną twierdzę z czterema umocnionymi sekcjami, zdolną odeprzeć niemieckie oblężenie na początku XI w.
Początkowo główne paliwo tej ekspansji płynęło z daleka – w postaci srebra. Na terenie Wielkopolski odkryto ponad 80 tysięcy monet, w przybliżeniu po 40% z Niemiec i z krajów muzułmańskich, głównie z Azji Środkowej, a resztę z innych regionów, m.in. Czech i Bizancjum. Szczególnie cenne były masywne arabskie dirhemy, które do Polski trafiały w wyniku handlu futrami i – przede wszystkim – niewolnikami z podbitych terenów. W ciągu zaledwie pół wieku (ok. 930–980) do rdzenia państwa napłynęły ich dziesiątki ton.
Elity piastowskie zdawały sobie jednak sprawę, że handel niewolnikami nie może być jedyną podstawą istnienia państwa. Wzorując się na niemieckich ośrodkach władzy w Saksonii, przeprowadzają w X w. w niezwykle szybkim tempie rozbudowę rolnictwa w centralnej części państwa w Wielkopolsce. Następuje swoista eksplozja wpływu człowieka na środowisko. Jednak nadal, pomimo wszystkich starań, mówimy o łącznej ludności centralnego obszaru rzędu zaledwie 15–30 tys. mieszkańców, pracujących na rzecz władców, wojów i powstającego aparatu kościelnego. Z tym skromnym zapleczem piastowskie elity prowadziły politykę ekspansji na ogromnym obszarze ok. 400 tys. km². Pomimo ich największych starań, był to przepis na katastrofę. Biorąc pod uwagę zaplecze ekologiczne i demograficzne, a także fakt, że ogromne obszary środkowej Europy były nieprzebytą puszczą, piastowski kolos stał na glinianych nogach.
Po pierwszych poważnych klęskach około 1030 r. – najazdach niemieckiego cesarza Konrada II, ataku Jarosława Mądrego z Rusi i buntach wewnętrznych – struktura państwa rozpadła się błyskawicznie, mimo prób ratowania sytuacji przez budowę kolejnych grodów i rozwój administracji kościelnej.
– Po pierwsze nasze badania dokonują syntezy materiału, który dotychczas był interpretowany w rozproszeniu i pozwalają zobaczyć wymiar przyrodniczy procesu powstawania państwa. Ponadto ukazują gwałtowność i nieciągłość tych procesów; zarówno powstania, jak i upadku pierwszego państwa polskiego, które, należy sobie szczerze powiedzieć, po prostu się skończyło (nastąpiło potem założenie nowej struktury państwowej w Małopolsce) – dodaje uczony.

Historia magistra vitae…
Analiza pyłków pokazuje, że pod rządami pierwszych Piastów zmieniło się nie tylko rozmieszczenie osad, ale cały krajobraz – lasy ustępowały miejsca polom, pastwiskom i terenom wypalanym pod uprawy. W ciągu zaledwie kilku dekad przestawiono cały lokalny ekosystem na intensywną produkcję rolną i hodowlaną, co zwiększyło presję na zasoby naturalne.
– My niekoniecznie zajmujemy się w artykule wprost ochroną przyrody czy zmianami klimatu. Bardziej pokazujemy, że każdy proces historyczny ma swój wymiar przyrodniczy, który mówi nam o nim bardzo wiele i który może być kluczowy dla jego zrozumienia. Na pewno pewną przestrogą jest fakt, że pierwsi Piastowie, mimo ogromnych sukcesów militarnych i organizacyjnych, i tak nie byli w stanie zrównoważyć możliwości demograficzno-ekologicznych państwa z jego rozwojem politycznym, co doprowadziło dosyć szybko do jego implozji. Wymiaru ekologicznego funkcjonowania społeczeństw nie można ignorować i nie można dać się zwieść sukcesom na innych polach – konkluduje historyk.
Tysiąc lat temu wystarczyło kilka lat kryzysu, by imperium Piastów rozsypało się w proch. Jeśli dziś nie nauczymy się łączyć rozwoju z trwałymi fundamentami, historia może się powtórzyć – choć w innej skali i walucie.