Znakomity polski filozof, Stanisław Brzozowski, powiedział przed przeszło stu laty, że choć nie każdy może zostać uczonym, to każdy powinien starać się być człowiekiem mądrym. Przed wiekiem, mimo wszystko, łatwiej było tak powiedzieć.
Mądrość nie równa się wiedzy, jednak dzisiejszy świat jest tak złożony i przeładowany zarówno istotnymi, jak i trywialnymi informacjami, że nawet naukowcy, zawodowi mędrcy, nie są w stanie wiedzieć wszystkiego o wszystkim.
Możliwe jednak, że mądrość i tak jest w zasięgu każdego z nas. Klucz w tym, by nie szukać jej w naszych kieszeniach, skrywających zaopatrzone w modele generatywnej sztucznej inteligencji smartfony, ale w sposobach, jakimi możemy wyjaśnić skomplikowane kwestie.
Mądrego zawsze miło posłuchać…
Nietrudno wyobrazić sobie sytuację, w której musimy wyjaśnić komuś problem, który sami nie do końca rozumiemy. Być może przy kolacji, starszemu lub młodszemu członkowi rodziny staramy się opowiedzieć o zjawisku, o którym przeczytaliśmy krótki artykuł?
Może po prostu nasze wykształcenie dotyczy czegoś zupełnie innego niż temat, na jaki się wypowiadamy, mimo że żywo nas on interesuje? Tego typu sytuacje są wszechobecne.
Badacze z Wydziału Filozofii Uniwersytetu Warszawskiego i Centrum Kopernika Badań Interdyscyplinarnych Uniwersytetu Jagiellońskiego opracowali koncepcję trzech trybów wyjaśniania, która pozwala się z nimi uporać. Pokazuje ona, że w procesie przekazywania rozumienia samo elementarne zrozumienie tematu przez osobę wyjaśniającą nie wystarcza, by skutecznie przekazać to zrozumienie innym.
Koncepcja naukowców zakłada, że praktyka wyjaśniania nie może być traktowana jako prosty i jednokierunkowy proces. Że nie ma też jednego sposobu tłumaczenia, który sprawdzi się w każdej sytuacji.
Zamiast tego wyróżniają oni trzy tryby, którymi posługując się świadomie i w zależności od kontekstu, każdy z nas może spróbować wytłumaczyć dane zagadnienie.
Wyjaśnienie minimalne wymaga zrozumienia problemu po stronie wyjaśniającego, aby skutecznie przekazać rozumienie. Wyjaśnienie dostosowane jest bardziej wymagające, ponieważ zakłada, że wyjaśniający świadomie ukształtuje swoje wytłumaczenie do potrzeb odbiorcy i sytuacji, w jakiej się znajduje.
I wreszcie, najbardziej złożone, wyjaśnienie interaktywne, a więc takie, w przypadku którego następuje interakcja między nadawcą a odbiorcą informacji, a osoba wyjaśniająca na bieżąco monitoruje postępy adresata, jednocześnie umożliwiając mu branie udziału w procesie nabywania rozumienia.
– W codziennym życiu wszyscy nieustannie przełączamy się między tymi trybami: wysyłamy przyjacielowi przepis na ciasto (wyjaśnienie minimalne), tłumaczymy rodzicom przez telefon, jak zainstalować aplikację, przewidując ich trudności (wyjaśnienie dostosowane), albo tłumaczymy dziecku jakieś zagadnienie (np. fotosyntezę), siedząc obok, wyjaśniając dany materiał i dostosowując poziom trudności, a także na bieżąco sprawdzając jego zrozumienie, np. poprzez zadawanie pytań (wyjaśnienie interaktywne) – tłumaczy dr Grzegorz Gaszczyk z Wydziału Filozofii UW.

Przykład z życia codziennego – naprawa zepsutego kranu.
Twój kran w łazience cieknie. Prosisz o pomoc kolegę, który zna się na rzeczy. Kolega przychodzi i wskazuje Ci źródło problemu – uszczelka się zużyła. Możliwe są trzy scenariusze.
Scenariusz 1 – wyjaśnienie minimalne: Kolega mówi: „Uszczelka do wymiany, wymiana zajmie mi 10 minut”. Ty po prostu obserwujesz. Dostałeś wyjaśnienie minimalne: wiesz, co było zepsute i co naprawiono, ale nie uczysz się, jak to samemu zrobić.
Scenariusz 2 – wyjaśnienie dostosowane: Kolega widzi, że obserwujesz z zainteresowaniem, i mówi: „Wiesz, to prosta sprawa – widzisz ten gumowy pierścień? To uszczelka. Gdy się zużyje, woda przecieka. Możesz to wymienić w taki sposób…” Twój kolega naturalnie dostosował wyjaśnienie do Twojego poziomu: nie założył, że jesteś ekspertem, ale widząc Twoje zainteresowanie, dokładniej wyjaśnił Ci, jaki jest problem.
Scenariusz 3 – wyjaśnienie interaktywne: Kolega pyta: „Czy chcesz się nauczyć, jak to zrobić samemu?” Odpowiadasz: „Tak!” Pokazuje Ci krok po kroku, obserwując Twoje reakcje. „Najpierw zakręcamy wodę – widzisz ten zawór? Dobra. Teraz śrubokręt… tak, dokładnie. Czujesz opór? To normalne…” Widzi, że walczysz z odkręceniem śruby, więc mówi: „Poczekaj, pokażę Ci, jak to zrobić.” Kolega reaguje w czasie rzeczywistym na Twoje trudności, zadaje pytania, sprawdza na bieżąco, czy rozumiesz.
Wyjaśnienie interaktywne daje większą szansę na nabycie rozumienia, ale nie znaczy to, że zawsze jest preferowane albo że jest lepsze od dostosowanego i minimalnego. To, który tryb wyjaśnienia stosujemy, zależy od danej osoby, sytuacji i potrzeb – mówi dr Gaszczyk.
… tylko z jakim skutkiem?
Propozycja filozofów z UW i UJ może znaleźć szerokie zastosowanie w dzisiejszych realiach z kilku względów. Po pierwsze, jest uniwersalna. Nie musimy pracować jako nauczyciele ani być rodzicami ciekawskich dzieci, aby znaleźć się w sytuacji wymagającej od nas świadomego przyjęcia jednego z trzech trybów wyjaśniania.
Co więcej, również w sytuacji, gdy sami chcemy zgłębić interesujący, ale obcy dla nas temat – wówczas także świadomość, jaki rodzaj wyjaśnienia będzie dla nas najbardziej korzystny, zwiększy nasze szanse na sukces poznawczy.
Po drugie, badacze wykazują, że żadne z wyjaśnień nie jest lepsze samo w sobie. Co z tego, że ktoś ze stopniem profesorskim i dekadami doświadczenia wyłoży bez zająknięcia zniuansowane zagadnienia z dziedziny fizyki cząstek elementarnych… jeżeli będzie mówił do licealistów?
Dodatkowo, od dawna żyjemy w czasach, w których miano „omnibusa” jest niczym więcej jak frazeologizmem. Zarówno w kręgach akademickich, jak i w innych dziedzinach życia nie sposób sobie wyobrazić, aby ktoś był jeszcze w stanie objąć swoim umysłem całość dostępnej wiedzy.
Rzeczywistość stała się zwyczajnie zbyt skomplikowana. A produkcja wiedzy nigdy nie była tak przytłaczająca. Istotne publikacje naukowe nie ukazują się z częstotliwością lat, a miesięcy, niekiedy nawet tygodni. I chociaż nikt z nas nie może być specjalistą od wszystkiego, to każdy może się starać o bycie dobrym wyjaśniającym.
– Najlepsze wyjaśnienie to nie wyliczenie faktów, ale podanie informacji, które są niezbędne w danym kontekście. Wyjaśnienie tego samego zjawiska dziecku, uczniowi w szkole, studentowi, doktorantowi i profesorowi powinno być radykalnie inne. Jednocześnie każda z tych osób jest w stanie nabyć jakieś rozumienie (nawet bardzo podstawowe). Dobre wyjaśnienie nie jest „wyczerpujące” albo „pełne”, ale takie, które nie przeciąży odbiorcy i da szansę na nabycie rozumienia – podkreśla dr Gaszczyk.
Badacz zwraca uwagę, że w dobie nadmiaru informacji umiejętność dostosowania przekazu staje się szczególnie istotna.
– Przeładowanie informacyjne i hiperspecjalizacja sprawiają, że dostosowywanie wyjaśnień do odbiorców i ich potrzeb staje się jeszcze bardziej istotne. Już od dawna nie jesteśmy w stanie nabyć wiedzy i rozumienia o wszystkim. Jednocześnie w dzisiejszych czasach zdobycie wiedzy staje się prostsze niż kiedykolwiek – każdy z dostępem do internetu może to zrobić. To, co jest szczególnie wartościowe, to umiejętność zrozumienia tego, czego się uczymy oraz umiejętność przekazania tego dalej. Zatem dobry wyjaśniacz, to ktoś, kto nie tylko nabył szeroką wiedzę, ale przede wszystkim ktoś, kto jest w stanie wydestylować z tej wiedzy to, co jest nam potrzebne, żeby nabyć zrozumienie (bez przytłaczania nas zbędnymi, nawet jeśli prawdziwymi, informacjami) – wyjaśnia filozof.

Wiem, że nic nie wiem… a jednak ci o tym opowiem
Jest to tym bardziej istotne, że nasze czasy wytworzyły nowy rodzaj iluzji związany z pozyskiwaniem wiedzy. Odkąd telefony z dostępem do internetu na stałe zawitały w naszych kieszeniach, zaczęliśmy kwestionować konieczność przyswajania dużych ilości informacji na pamięć.
Dlaczego mam wykuwać nocami wiedzę na temat tego, jakie jest pogłowie bydła w każdym z krajów Ameryki Południowej, skoro w mniej niż minutę mogę mieć do tej wiedzy dostęp dzięki Wikipedii?
Tu mowa jednak tylko o encyklopedii na wyciągnięcie ręki. Sprawa stała się bardziej skomplikowana wraz z upowszechnieniem się modeli generatywnej sztucznej inteligencji. Bo przecież na pozór to już nie tylko encyklopedia kryje się w naszej kieszeni, ale także czat-bot, z którym możemy wejść w interakcję.
Wydaje się jednak, że przynajmniej na obecnym etapie rozwoju tej technologii wiara w to, że będzie ona mogła całkowicie zastąpić świadomie wybierającego tryb wyjaśnienia człowieka jest płonna.
– Zwróćmy uwagę, że w niektórych kontekstach nie możemy liczyć na więcej niż wyjaśnienia dostosowane. Kiedy słuchamy wykładu na ogromnej auli albo oglądamy wykład w domu na komputerze, nie mamy możliwości interakcji z wykładowcą. Sugerujemy, że podobnie powinniśmy patrzeć na wyjaśnienia oferowane przez obecne modele AI. Możemy poprosić o dostosowanie materiału do danego poziomu (np. wyjaśnij fotosyntezę, jakbym był uczniem w szkole podstawowej), ale nie możemy liczyć na coś, co nazywamy „monitorowaniem” przez AI, tj. reagowaniem na bieżąco na nasze potrzeby w procesie nabywania rozumienia, np. podawanie tylko niezbędnych informacji, zauważanie, gdzie leży problem w naszym niezrozumieniu – zauważa dr Gaszczyk.
Autorzy podkreślają, że główna różnica między wyjaśnieniem dostosowanym a interaktywnym polega na tym, czy potrafimy rozpoznać, co druga osoba już rozumie, a czego jeszcze nie – i odpowiednio na to reagować.
– W artykule opisujemy to jako posiadanie modelu rozumienia odbiorcy – coś, co, jak argumentujemy, posiadają dobrzy wyjaśniający. Do budowania takiego modelu niezbędna jest teoria umysłu, której jak się obecnie wydaje modele AI nie posiadają. Problem z wyjaśnieniami AI często polega na tym, że oczekujemy od nich więcej (wyjaśnienie interaktywne) niż możemy dostać (wyjaśnienie dostosowane) – podsumowuje naukowiec.
Również dlatego, przynajmniej na chwilę obecną, propozycja badaczy z UW i UJ, oprócz tego, że niesie określoną wartość poznawczą, ma przede wszystkim wartość społeczną.
Przypomina nam o tym, że edukacja – zarówno wyższa i niższa, jak i ta odbywająca się poza murami Akademii, w domowym zaciszu – to dużo więcej niż tylko transfer informacji.
I że w dzisiejszych czasach, być może bardziej niż kiedykolwiek, powinniśmy cenić kompetentnych wyjaśniających. A w miarę możliwości dążyć do tego, aby samemu się takowymi stać.


