Większość ludzi, słysząc hasło „dziedzictwo kulturowe”, myśli o Wawelu, piramidach w Gizie albo starożytnych wazach zamkniętych w muzealnych gablotach. Panuje powszechne przekonanie, że zabytki to świętość, którą należy za wszelką cenę konserwować i chronić przed najmniejszą zmianą.
Jednak w XXI wieku, czasie gwałtownych zmian klimatycznych, kryzysów migracyjnych i cyfrowej rewolucji, to XIX-wieczne, europocentryczne podejście przestaje wystarczać. Pojawiają się istotne pytania, np. czy w obliczu katastrof i konfliktów ważniejszy jest starożytny kamień czy człowiek? Czy mamy prawo narzucać innym naszą wizję „uniwersalnego piękna”? Archeologia dziś to nie tylko kopanie w ziemi, lecz także badanie, jak historia i zabytki są używane do osiągania celów politycznych i społecznych.
Jak badać to, co ulotne?
Jak badać podejście ludzi do przeszłości albo czy i jak – korzystając z cyfrowych technologii – rekonstruować zabytki? Dr Stobiecka podchodzi do tych pytań jak detektyw – dokładnie obserwuje i analizuje nasz stosunek do dziedzictwa.
Na przykład przygląda się, jak odwiedzający reagują na wirtualne modele zabytków lub cyfrowe rekonstrukcje – czy naprawdę uczą się historii, czy tylko traktują je jak atrakcyjny gadżet. Odchodzi od narzekania na problemy, jej celem jest szukanie nowych rozwiązań i eksperymentowanie z tym, jak dziedzictwo może być udostępniane społecznościom.
– Krytyczne studia nad dziedzictwem to stosunkowo nieznana w Polsce dziedzina badań, która zaczęła się rozwijać od 2006 roku, od ważnej publikacji Laurajane Smith pt. „Uses of Heritage”. Autorka zwróciła w niej uwagę na to, że cały czas w ochronie dziedzictwa posługujemy się kategoriami, sposobami myślenia i pojęciami, które zostały wypracowane w XIX-wiecznej Europie targanej różnymi problemami, takimi jak kolonializm, imperializm, wzrastające nacjonalizmy, a także problemy związane z elitaryzmem. Nie jest to fundament, który możemy dziś przyjąć bez zastanowienia, dlatego krytyczne studia nad dziedzictwem stawiają sobie za cel przede wszystkim krytyczne rozliczenie się z historią badania, ale też opieki nad dziedzictwem i jego praktycznej ochrony – opowiada badaczka.
Krytyczne studia nad dziedzictwem (ang. Critical Heritage Studies) to interdyscyplinarne pole badawcze, w którym analizuje się to, co jest uznawane za dziedzictwo, dlaczego właśnie to i dla kogo ma ono znaczenie.
Podejście takie podkreśla, że dziedzictwo jest na wskroś polityczne. Rzuca wyzwanie konserwatywnym ujęciom, które przedstawiają je jako neutralny zbiór skarbów z przeszłości. Dziedzictwo przestaje być statycznym obiektem, który odziedziczyliśmy, a staje się czymś, co ludzie robią tu i teraz.
Chodzi więc między innymi o to, jak ludzie wykorzystują przeszłość, aby kształtować swoją tożsamość, budować więzi społeczne i lepiej rozumieć zmiany w swoim życiu i w otaczającym ich świecie.
Technologiczna kurtyna
Jednym z najbardziej spektakularnych przykładów, który prześwietliła warszawska badaczka, jest historia Monumentalnego Łuku z Palmyry. W starożytności łuk syryjski, wzniesiony w III w. n.e., wraz z setkami innych łuków wzniesionych na terenie prowincji rzymskich, stanowił symbol podboju i wyznaczał granice geopolityczne Imperium Rzymskiego. Oryginalna budowla z Syrii została wysadzona w powietrze przez terrorystów ISIS w 2015 roku.
Zszokowany świat zachodni zareagował na wskroś nowocześnie. Stworzono pomniejszoną kopię łuku, która została maszynowo wycięta z marmuru. Tutaj również zaczyna się najciekawsza część historii: zrekonstruowana, jedenastotonowa kopia wyruszyła w wielką podróż. W kwietniu 2016 roku stanęła na Trafalgar Square w Londynie, a następnie odwiedziła Nowy Jork, Dubaj, Florencję, Aronę, Waszyngton, Genewę, Berno i Luksemburg.
W zachodniej prasie pisano o triumfie cywilizacji nad barbarzyństwem, technologii walczącej z ISIS i architektach, którzy, uzbrojeni w drukarki 3D, nie pozwolą terrorystom wygrać.

Dr Stobiecka, analizując to zjawisko, ukłuła termin „technologicznej kurtyny”. Niektóre kraje, które tak chętnie gościły u siebie marmurową kopię, w tym samym czasie prowadziły restrykcyjną politykę wobec uchodźców z Syrii.
– Bardzo często projekty digitalizacji prowadzone przez kraje globalnej północy wpisują się w coś, co UNESCO nazywa uniwersalnym dziedzictwem. Uniwersalizm jest dość niebezpiecznym konceptem, zwłaszcza dzisiaj, ponieważ eliminuje różnorodność kulturową. Bardzo często to, co kryje się pod hasłem zachowania uniwersalnego dziedzictwa, to po prostu dziedzictwo grecko-rzymskie, z którym Europa lubi się identyfikować. W przypadku łuku syryjskiego bez mrugnięcia okiem zdecydowano, żeby zrekonstruować akurat ten zabytek. Nie było żadnych konsultacji społecznych, ani rozmów z osobami z regionu, a badania prowadzone przez syryjskich badaczy pokazały jednoznacznie, że dużo bardziej priorytetowe byłoby rekonstruowanie i w ogóle przekazanie środków chociażby na odbudowę zniszczonych w Syrii meczetów – komentuje dr Stobiecka.
Tradycyjne podejście do ochrony zabytków, ujęte na przykład w dokumencie zwanym Konwencją Paryską (1972), zakłada, że wielkie zabytki mają „wartości ogólnoludzkie”, a ich autentyzm jest nierozerwalnie związany z oryginalną materią.
Jak wskazuje Laurajane Smith, wspomniana już prekursorka tego kierunku badań, w Japonii pewne historyczne świątynie są regularnie odbudowywane przy użyciu nowych materiałów i technik, co w oczach Japończyków w żaden sposób nie odbiera im wartości ani autentyczności. Krytyczne studia nad dziedzictwem pokazują, że idea jednej, uniwersalnej wartości jest mitem.


Cyfrowy kolonializm
Kopia łuku stała się fetyszem technologicznym Zachodu, w czym ujawnia się zjawisko tzw. cyfrowego kolonializmu. Łuk podróżował po bogatych stolicach, ale nigdy nie trafił do Syrii, by służyć lokalnej społeczności, która cierpiała z powodu wojny. Ponadto syryjscy badacze i mieszkańcy wskazywali, że ich priorytetem jest odbudowa domów, szkół i meczetów, a nie rzymskiego łuku, będącego symbolem dawnego imperium.
– Mamy pewną europocentryczną wizję, powiązaną z tym, w jaki sposób w ogóle myślano o dziedzictwie w XIX wieku. Teorie dziedzictwa wyszły z Europy. Idea, że tym, co uniwersalne i co jednoczy wszystkich ludzi, jest np. dziedzictwo grecko-rzymskie, jest ideą europejską. Więc de facto odbudowuje się dziedzictwo w Syrii czy Afganistanie (cały czas trwa debata na temat odbudowy posągów Buddy w Bamianie), które mieści się w europejskiej wizji uniwersalnego dziedzictwa. Warto zadać pytanie, dla kogo jest ta kopia? Jak dobrze pokazała trasa łuku, którą analizowałam, była to kopia w miażdżącej większości dla Europejczyków. W projektach digitalizacji i cyfrowej rekonstrukcji mamy do czynienia z tymi samymi obciążeniami, z którymi mierzymy się z pozycji krytycznych studiów nad dziedzictwem – komentuje badaczka.
Zachód, tworząc kopię łuku z Palmyry, zaspokoił własną potrzebę „ratowania kultury”. Łuk stał się, jak pisze badaczka w artykule, artefaktem dyskursu ideologicznego. Służył do tego, aby politycy w europejskich stolicach mogli poczuć się obrońcami cywilizacji – nie robiąc jednak nic, by pomóc ofiarom konfliktu. Technologia, sama w sobie, nie pomaga – może nawet narzucać wizję kultury, jeśli nie idzie w parze z etycznym podejściem i wsparciem dla lokalnych społeczności.
Jako kontrprzykład dr Stobiecka podaje niemiecki projekt Multaka (z arabskiego „miejsce spotkań”), w którym migranci z Syrii i Iraku zostali przewodnikami w muzeach, co pozwoliło im na realną integrację i dało poczucie sprawczości – w przeciwieństwie do martwej, marmurowej kopii wożonej po świecie.
Co chronimy i dlaczego?
Perspektywa krytycznych studiów nad dziedzictwem pozwala też inaczej spojrzeć na gorące polskie spory o odbudowę. Historyczka sztuki zwraca uwagę na motywacje polityczne oraz selektywność naszej pamięci. Z jednej strony państwo inwestuje ogromne środki w odbudowę np. Pałacu Saskiego, która ignoruje wartość autentycznych reliktów archeologicznych znajdujących się w podziemiach, a z drugiej perły powojennego modernizmu, takie jak warszawski pawilon Syreni Śpiew, popadają w ruinę lub są burzone.
– I teraz pytanie, dla kogo? Jaka jest społeczna wartość dziedzictwa, które się teraz odbudowuje? Czy jest ono wyłącznie polityczne? Komu będzie służyło? To bardzo ważny aspekt krytycznych studiów nad dziedzictwem, czyli podkreślenie, że w różnych systemach, zwłaszcza w prawie, nie uwzględnia się wartości społecznej. Gdybyśmy nawet patrzyli na polską definicję zabytku, zapisaną w ustawie, to mowa o wartości artystycznej, historycznej, naukowej, a nie ma mowy o wartości społecznej. A tak naprawdę tym dziedzictwo stoi, bo inaczej, jeśli nie ma wartości społecznej, to nikt o nie nie dba – podkreśla dr Stobiecka.
To właśnie ludzie – aktywiści, mieszkańcy, bywalcy klubów w dawnych pawilonach – są jedyną gwarancją przetrwania dziedzictwa. Bez społeczności budynek staje się tylko pustą skorupą.
Dlaczego krytyczne spojrzenie na dziedzictwo ma znaczenie?
Krytyczne studia nad dziedzictwem oferują znacznie bardziej złożony i dynamiczny obraz przeszłości niż tradycyjne podejścia. Przede wszystkim dziedzictwo jawi się jako dynamiczny proces. Nie chodzi już o same przedmioty, ale o to, jak używamy przeszłości do tworzenia znaczeń, tożsamości i wspólnot.
Ponadto dziedzictwo zawsze wiąże się z władzą. Wybór tego, co upamiętniamy, a co pomijamy jest decyzją polityczną, która często wyklucza głosy grup zmarginalizowanych i narzuca jedną, „oficjalną” wersję historii.
Krytyczne podejście pomaga uświadomić sobie, że idee „wartości uniwersalnej” wymagają przemyślenia, aby uwzględnić różnorodność światopoglądów.
– Dziedzictwem nie jest sam budynek, ale to, że przychodzą do niego ludzie. Dziedzictwem nie jest sam pomnik, ale to, że gromadzą się wokół niego mieszkańcy miasta i zostawiają kwiaty. Myślimy o tym łącznie, w przeciwnym razie, jeśli budynek nie jest przedmiotem zainteresowania społeczności, zamienia się w ruderę, a pomnik, bez dbających o niego mieszkańców, pada ofiarą wandalizmu – twierdzi dr Stobiecka.
Taka perspektywa pomaga tworzyć praktyki zarządzania dziedzictwem, które obejmują wielość głosów, doświadczeń i znaczeń. Zamiast konserwować przeszłość, uczą, jak świadomie negocjować jej skomplikowane dziedzictwo.
