– Zamiast ścigać każdą fałszywą tezę kolejnym sprostowaniem, warto wyposażyć ludzi w nawyki i narzędzia, które pozwolą im samodzielnie i szybko weryfikować informacje. Praktyki OSINT – Open Source Intellligence, tzw. białego wywiadu, można przełożyć na „fact-checking codzienny” – realne, użyteczne umiejętności dla każdego użytkownika sieci – pisze dr Piotr Lewulis z Wydziału Prawa i Administracji UW.
Głos prawnika i kryminalistyka w sprawie: „jak nauka może wspierać walkę z dezinformacją” – w felietonie poniżej.
Doskonała okazja inwestycyjna reklamowana przez czołowych polityków? „Dieta cud” gwarantująca spadek wagi po piciu wody z solą? „Niezawodny” sposób na odtrucie trujących grzybów? Brzmi zbyt dobrze, aby było prawdziwe? Najprawdopodobniej tak właśnie jest.
Fact-checking pozostaje jednym z podstawowych narzędzi reagowania na manipulacje informacyjne – od prostowania wypowiedzi politycznych, poprzez informowanie o nowych strategiach grup przestępczych, po przeciwdziałanie zorganizowanej dezinformacji i obcej propagandzie. Zwłaszcza wtedy, gdy jest prowadzony systematycznie i profesjonalnie, podnosi jakość obiegu informacji. Jednocześnie samo pojęcie „fake newsów” jest nieprecyzyjne i silnie upolitycznione; w dokumentach UE najczęściej funkcjonuje szerzej jako „dezinformacja”, czyli celowe rozpowszechnianie fałszywych treści.
Co wiemy o skuteczności fact-checkingu?
Badania wskazują, że oznaczanie fałszywych informacji komentarzem weryfikacyjnym może ograniczać skłonność odbiorców do dalszego udostępniania takich treści. Metaanalizy sugerują też, że fact-checking potrafi korygować błędne przekonania i to niezależnie od wcześniejszych poglądów. Jednocześnie ten efekt nie zawsze przekłada się na późniejsze faktyczne decyzje i zachowania. Nie musi to dziwić: sposób, w jaki przetwarzamy informacje, pełen jest dobrze opisanych paradoksów i błędów poznawczych. Do tego dochodzi siła „atrakcyjnych narracji”: twórcy dezinformacji oferują gotowe opowieści, które, choć niespójne lub fałszywe, tworzą kuszące ekosystemy przekonań. Jak zauważano w raporcie Rady Europy Information Disorder: Toward an Interdisciplinary Framework for Research and Policy Making (2017), takie narracje trudno „przebić” samym prostowaniem typu: „to nieprawda”.
Jak nie ulegać pozorom rzetelności?
Abstrahując od strategicznej skuteczności fact-checkingu w skali całych społeczeństw, warto podkreślić jego taktyczne znaczenie dla osób indywidualnych. Ci, którzy rozumieją potrzebę świadomej konsumpcji informacji, są naturalną grupą odbiorców nie tylko dla instytucjonalnych inicjatyw, lecz także dla działań rozwijających rozproszone kompetencje weryfikacyjne. Innymi słowy: potrzebujemy „fact-checkingu codziennego”. Zestawu prostych technik szybkiej, krytycznej oceny treści. Dobrym przykładem znaczenia takich umiejętności jest badanie zespołu z Uniwersytetu Stanforda: osoby przeszkolone w tzw. lateralnym czytaniu i podstawach weryfikacji źródeł szybciej i trafniej wyszukiwały wiarygodne informacje niż grupy złożone z historyków i studentów historii, które bez takiego treningu częściej ulegały pozorom rzetelności fałszywych stron internetowych.
Rozważając sposoby szerszego wprowadzania wiedzy i umiejętności w zakresie wyszukiwania i weryfikacji informacji jako kompetencji społecznych, warto zauważyć, że podstawowe założenia teoretyczne istnieją od dawna i są zbieżne z metodami stosowanymi chociażby w kryminalistyce – nauce najczęściej kojarzonej z analizą śladów przestępstw, a w istocie znacznie szerszej: zajmującej się zapobieganiem, wykrywaniem i dowodzeniem negatywnych zjawisk społecznych (w tym przestępstw). Wyszukiwanie, analiza i weryfikacja informacji w oparciu o dostępne dane są podstawowymi elementami taktyki śledczej. Tu właśnie pojawia się nieoczywiste, ale ważne połączenie: „fact-checking codzienny” może korzystać z narzędzi i technik od dziesięcioleci rozwijanych w ramach tzw. białego wywiadu – działań polegających na zbieraniu, analizowaniu i wyciąganiu wniosków z ogólnodostępnych informacji.
Weryfikacja, czyli dane publicznie dostępne
Analiza jawnych danych jest dziś rutynowym elementem śledztw i dochodzeń. Na gruncie prac prowadzonych w Katedrze Kryminalistyki Wydziału Prawa i Administracji UW oraz w Centrum Nauk Sądowych UW można wskazać, że metody te znajdują zastosowanie zarówno przy deanonimizowaniu sprawców działań online, jak i w bardziej codziennych zadaniach: ustaleniu operatora numeru telefonu, właściciela domeny internetowej, banku prowadzącego dany rachunek, autentyczności podmiotu o podanym numerze KRS, zawodowych powiązań określonej osoby, kraju logowania użytkownika IP czy miejsca i czasu wykonania zdjęcia. To tylko przykłady pytań, na które odpowiedzi można znaleźć w oparciu o dane jawne. Równie istotna jak samo pozyskanie danych jest jednak umiejętność oceny wiarygodności źródeł i treści. Tu także pomocny jest dorobek kryminalistyki i nauk o bezpieczeństwie – np. matryce i kryteria oceny wiarygodności źródeł oraz jakości przekazywanych informacji.
W zastosowaniach codziennych takie działania muszą być naturalne i szybkie – dwie, trzy proste czynności weryfikacyjne często wystarczą, aby odsiać informacje oczywiście nierzetelne. Nie jest to odkrycie nowe; środowiska fact-checkingowe od dawna rozumieją potrzebę edukowania społeczeństwa. W mojej ocenie interesujące jest jednak tworzenie sojuszu na styku różnych nauk – a kryminalistyka jest do tego naturalnie predestynowana – aby kształtować podstawowe kompetencje w zakresie samodzielnej oceny i weryfikacji informacji, zarówno online, jak i offline. W przyszłości może to okazać się kluczowe.