Czy w starożytnej Grecji metafory zastępowały psychologa? Odpowiedź może kryć się w pismach Plutarcha, jednego z najpopularniejszych filozofów starożytności.
Do tej pory obrazowe metafory w jego tekstach traktowane były jak literackie ozdobniki. Jednak to, jak mówimy o naszych myślach, wpływa na to, jak je rozumiemy i przeżywamy.
Aby odkryć antyczną instrukcję obsługi naszej psychiki i zrekonstruować tzw. potoczny model umysłu naukowcy pod kierownictwem dr Julii Doroszewskiej z Wydziału Historii Uniwersytetu Warszawskiego w ramach międzynarodowego projektu „Myśląc o myśleniu: pojęciowe metafory poznania w korpusie Plutarcha” przeanalizowali ponad 1700 metafor kognitywnych w pismach wybitnego filozofa z Cheronei.
– Celem tych badań jest zrekonstruowanie czegoś, co można określić jako „potoczne wyobrażenie umysłu”, czyli w jaki sposób ludzie, bez względu na to, w jakiej epoce się znajdujemy, myślą o rzeczach, które są abstrakcyjne, takich jak umysł i domena kognitywna, poznawcza. To jest coś, czego nie możemy zobaczyć ani dotknąć, ale musimy o procesach poznawczych jakoś mówić. Zakłada się, że takie sfery abstrakcyjne zawsze są opowiadane za pomocą metafor, nie da się inaczej – mówi dr Julia Doroszewska.
Każdy z nas, „zwykłych ludzi”, posługuje się pewną teorią umysłu. Mówimy, że coś „nie mieści się w głowie”, a niektórym „wszystko łatwo wchodzi do głowy”. O umyśle wypowiadamy się jak o maszynie, każąc komuś na przykład, by „włączył myślenie”. Myśli są jak przedmioty, którymi manipulujemy. Mówimy, że ktoś komuś „przekazał wiedzę” lub „wymieniamy poglądy”.
Ponieważ i umysł, i myśli są pojęciami abstrakcyjnymi, nie można ich zobaczyć ani dotknąć, próbujemy wyobrazić je sobie za pomocą rzeczy widzialnych, o namacalnych właściwościach. Innymi słowy, posługujemy się metaforami.
Detektywistyczna praca nad tekstem
Jak zajrzeć do głów ludzi, którzy żyli na początku naszej ery? Zespół dr Doroszewskiej zastosował metody językoznawstwa kognitywnego, opierając się na teorii amerykańskich językoznawców George’a Lakoffa i Marka Johnsona. W latach 80. XX w. sformułowali oni tezę, że o rzeczach niewidzialnych i abstrakcyjnych, takich jak umysł, pamięć czy myślenie, potrafimy rozmawiać wyłącznie używając konkretnych pojęć. Są one zakorzenione w fizycznym doświadczeniu naszego ciała oraz w otaczającym nas świecie.
– Metafora to niezwykle podstawowe narzędzie, po które człowiek sięga, żeby zwizualizować swoje myśli. Wcześniej metafora uważana była raczej za ozdobnik językowy. Tymczasem Lakoff i Johnson dowodzą, że nie tak to działa. Metafora jest najpierw w naszej głowie, ponieważ mamy w niej już obrazy metaforyczne, które wypowiadamy wtedy, kiedy nie mamy innej możliwości porozmawiania o rzeczach, które są niewidzialne, niedotykalne i tak dalej. Zaadaptowawszy tę metodologię do mojego pomysłu, postanowiliśmy wraz z zespołem sprawdzić, w jaki sposób w starożytności konceptualizowano sferę umysłu i procesów poznawczych – opowiada dr Doroszewska.
Aby odtworzyć sposób pojmowania umysłu przez starożytnych, badacze żmudnie, linijka po linijce, sczytywali dziesiątki pism Plutarcha z Cheronei, wyjątkowo płodnego filozofa, który żył na przełomie I i II wieku naszej ery.
– Naszym celem było przeczesanie całego olbrzymiego korpusu, na który składa się ponad setka utworów i poszukiwanie w nich metafor, które odnoszą się do tego, czym jest umysł. Wizualizują go i opisują różnego rodzaju procesy poznawcze. To nie tylko sam umysł, lecz także uczenie się albo uczenie kogoś, postrzeganie zmysłowe, rozumienie, zapamiętywanie, zapominanie, argumentacja, wypowiadanie swoich myśli i mnóstwo innych procesów poznawczych – tłumaczy badaczka.
Aby wykluczyć subiektywne interpretacje i zapewnić naukową rzetelność wdrożono rygorystyczną procedurę: każdy fragment tekstu był analizowany niezależnie przez dwóch badaczy, a ich pracę weryfikował dodatkowo trzeci naukowiec. Wszelkie wątpliwości omawiane były przez cały zespół. W ten sposób powstała unikalna cyfrowa baza danych zawierająca ponad 1700 precyzyjnie sklasyfikowanych metafor pojęciowych.

Gdy głowa przecieka
Jedną z najbardziej uniwersalnych metafor okazało się wyobrażenie umysłu jako pojemnika. Do dziś mówimy, że „coś nam wpadło do głowy” albo „wyleciało z pamięci”. Zaskakujące jest, jak kreatywnie starożytni przekształcali ten obraz.
– Chodzi o potoczne wyobrażenie umysłu. Nie interesują nas medyczne czy bardzo filozoficzne teorie, tylko takie, które są zrozumiałe dla każdego. Czyli na przykład umysł to pojemnik. To stara metafora. Od bardzo dawna człowiek wyobraża sobie, że myślenie i mowa znajdują się wewnątrz niego, ponieważ postrzega świat przez swoje ciało. Nasze ciało jest pojemnikiem, do którego można włożyć myśli, wlać naukę, można coś z tego umysłu wyjąć, prawda? Mówimy, że coś mi wpadło do głowy, albo z niej wypadło. Dokładnie ten sposób myślenia i mówienia znajdujemy w korpusie Plutarcha. To jedna z metafor, które są wszędobylskie – opowiada badaczka.
Wadliwy, słabo wyćwiczony umysł porównywany był w pismach Plutarcha do nieszczelnego dzbana, z którego wyciekają wiedza i dobre rady. Natomiast zaniedbaną psychikę opisywał jako zanieczyszczony dom albo błotniste wgłębienie terenu, do którego spływają ścieki. W ten sposób obrazował to, jak dopuszczanie do siebie szkodliwych myśli dosłownie zanieczyszcza naszą wewnętrzną przestrzeń. Czyż nie brzmi współcześnie?
Dlaczego mądrość musi stać prosto
W ujęciu Plutarcha umysł nie jest jednak tylko biernym naczyniem. Ma swoją przestrzenną geometrię: może być prosty lub skrzywiony, właściwie ustawiony albo wymagający naprostowania. Samo pojęcie poprawności myślenia wyrażane było słowem orthos, co dosłownie oznacza „pionowo”, „prosto”. Kiedy ktoś wydaje właściwy osąd lub wyraża uzasadnione przypuszczenie, starożytni mówili, że sądzi prosto (orthōs hyponoein).
Z kolei moralna naprawa człowieka określana była jako epanorthōsis, czyli ponowne naprostowywanie, stawianie na nogi lub przywracanie do pionu. Filozof zachęcał młodzieńców przeglądających się w lustrze, aby „naprostowywali swój charakter za pomocą cnoty”.
Dla Greków zdrowy umysł to taki, który trzyma pion, a gdy się chwieje, jest szansa, aby go naprostować.

Powściągnij rumaki swojego umysłu
Bliskim i częstym modelem do opisywania psychiki były dla starożytnych zwierzęta. Plutarch, nawiązując do swojego mistrza Platona, porównywał ludzkie namiętności do narowistych koni ciągnących rydwan, nad którymi kontrolę musi przejąć rozum woźnica.
Celem tej starożytnej tresury nie było jednak zajeżdżenie koni, lecz ich oswojenie i ułożenie, aby służyły człowiekowi.
– To słynna metafora ukuta przez Platona, którą bardzo eksploatuje Plutarch, czyli że emocje w naszej duszy są jak rozpędzone konie, z których jeden jest posłuszny, a drugi nieposłuszny i nasz rozum służy do tego, aby je okiełznać. W czasach, kiedy żył Platon i sześć stuleci później Plutarch zwierzęta i konie były czymś oczywistym w pejzażu każdego człowieka. Podejrzewam, że dziś, aby stworzyć jakieś nowe pojęcie, jakąś myślową całość, człowiek wybrałby raczej maszynę lub sferę cyfrową – komentuje dr Doroszewska.
W starożytnym zwierzyńcu można odnaleźć mnóstwo genialnych porównań.
Ciekawskie i wścibskie osoby, które bez przerwy węszą, szukając cudzych sekretów, Plutarch przyrównał do wścibskiej kury rozgrzebującej sterty śmieci i gnoju na podwórzu. A idealny, skupiony umysł działa jak pracowita pszczoła. Potrafi ona wydobyć słodycz nawet z najbardziej gorzkich kwiatów i przetworzyć ją w miód wiedzy.
– Gdy zaczynaliśmy pracę, kura znajdowała się w „Top 10” najdziwniejszych metafor. Człowiek wścibski to ten, który odrzuca to, co jest podane na tacy, a poszukuje brzydkich sekretów, bo tylko te najbardziej skandalizujące rzeczy go interesują. A znajdują się one w kupie gnoju, gdzie ta kura dziobie. To niesłychana inwencja twórcza Plutarcha, który tego typu obrazy potrafił kreować – mówi badaczka.
Gdy tracimy kontrolę nad pragnieniami, stajemy się jak ośmiornica rozciągająca żarłoczne macki we wszystkich kierunkach. Oszczerstwa i plotki widział Plutarch jako szkodliwe chrząszcze nadżerające owoce od zewnątrz.
Filozof przewidział także szczepionki dla umysłu – bolesne słowa konstruktywnej krytyki przyrównywał do uzdrawiającego ugryzienia zwierzęcia. Zostawia ono w pamięci trwałą bliznę, która chroni przed kolejnymi błędami.
Pamięć jak pułapka na chrząszcze
Jedną z ciekawszych dla dzisiejszego człowieka metafor jest przyrównanie pamięci do olintyjskiej pułapki na chrząszcze. Chodzi o legendarne wgłębienie w ziemi niedaleko Olintu, starożytnego miasta na Półwyspie Chalcydyckim. Gdy chrząszcze wpadały do tego dołu, nie potrafiły się już wydostać. Zaczynały kręcić się w kółko, aż w końcu umierały z wycieńczenia.
Plutarch wykorzystał to zjawisko przyrodnicze, aby opisać patologie ludzkiego umysłu. Zazwyczaj wyobrażamy sobie pamięć jako skarbiec, uporządkowane archiwum albo pałac, jak o tym myślał Sherlock Holmes. Jednak pod wpływem żalu lub gniewu pamięć potrafi zamienić się w pułapkę i nas więzić.
Człowiek pogrążony w ruminacjach kręci się w kółko wokół swoich nieszczęść jak chrząszcz w pułapce, nie potrafiąc wzbić się w górę. Ta metafora wyprzedziła odkrycia psychoterapii na temat mechanizmów powracającej traumy oraz fiksacji.
W stronę światła
Na szczycie hierarchii ludzkiego poznania Plutarch umieszcza światło i wzrok. Cnota i mądrość są opisywane jako blask rozświetlający wnętrze naszej duszy.
Autorefleksja to zaś nic innego, jak odbicie światła rozumu z powrotem na samego siebie. Z kolei chwila nagłego, głębokiego zrozumienia prawdy uderza w nas natychmiastowo niczym oślepiający błysk pioruna.
Filozofia jako lek dla duszy
Dla Plutarcha przytoczone wyżej obrazy nie były tylko popisem literackim, ale miały charakter – dziś można by powiedzieć – terapeutyczny. Filozof uważał, że wady charakteru, takie jak przesadna ambicja, zazdrość, lenistwo czy wścibstwo, to najprawdziwsze choroby duszy.
– Plutarch był geniuszem metafor. Stosował je programowo, ponieważ był świadom ich ogromnej mocy poznawczej. Jeśli użyjemy metafory nośnej, trafnej, ciekawej, chwytającej nas jakoś, co też jest oczywiście metaforą, za serce, to lepiej zapamiętamy, uwewnętrznimy i poznamy. I to ukazuje siłę metafory jako narzędzia poznania – twierdzi dr Doroszewska.
Plutarch pisał, że ukrywanie swoich wad przed światem jest jak chowanie gorączki przed lekarzem. Powoduje jedynie, że choroba rozwija się w ukryciu aż do nieuleczalnej postaci.
W tym ujęciu filozofia staje się prawdziwym lekarstwem, a traktaty moralne są niczym recepty w rękach psychiatry. Cały proces moralnego uzdrawiania opiera się na triadzie: krisis (moment bolesnej diagnozy), askēsis (codzienne ćwiczenia) oraz epilogismos (refleksja i utrwalenie zmiany).
– Główny cel jego traktatów moralnych, jak się potocznie określa ten zbiór pism, zawiera koncepcję leczenia duszy, która może chorować. Ma na przykład różne przywary, typu zazdrość, lenistwo, bycie łasym na pochlebstwa, wścibstwo – od tego nasza dusza choruje. Ale nie wszystko stracone, ponieważ filozofia jest swego rodzaju medycyną, a filozof lekarzem, który może zaproponować nam odpowiednie leczenie. Temu właśnie służą filozoficzne traktaty, a metafory są narzędziami do tego, aby nas uleczyć. To zasadniczy program Plutarcha, który tworzy, aby ludzie mogli wyleczyć się dzięki filozofii – mówi badaczka.
Współcześnie, pod wpływem między innymi technologii, postrzegamy umysł często jako komputer. Gdy czujemy się źle, szukamy resetu.
Starożytny model umysłu przypomina nam jednak o czymś bardzo ważnym – nasza psychika nie zawsze traktowana była jak maszyna. Kiedyś postrzegano ją jako wrażliwy krajobraz, który wymaga nieustannej, cierpliwej pielęgnacji. Może i dziś powinniśmy przepisywać sobie filozofię na bolączki duszy?