Pandemia COVID-19 postawiła uczelnie na całym świecie w bezprecedensowej sytuacji. Ze względów bezpieczeństwa prowadzenie zajęć w tradycyjnej formie stało się niemożliwe – cały uniwersytecki świat musiał przenieść się do internetu. Na długie miesiące sale wykładowe zostały zamienione na platformy internetowe, na których odbywały się wykłady, ćwiczenia, egzaminy, a nawet obrony prac dyplomowych.
Dla jednych nauczanie i studiowanie w nowej, wirtualnej rzeczywistości było nie lada wyzwaniem, dla innych – atrakcyjną alternatywą wobec tradycyjnego modelu edukacji. I trudno się dziwić: nauka na odległość (distance learning) ma wiele zalet. Pozwala uczestniczyć w zajęciach bez konieczności dojazdu na uczelnię, oszczędzając czas i pieniądze. Znosi bariery geograficzne, a czasem – jeśli kursy mają formę asynchroniczną – także ograniczenia czasowe. Można studiować z dowolnego miejsca na świecie, niezależnie od strefy czasowej. Łatwiej też połączyć naukę z pracą czy obowiązkami rodzinnymi.
Mimo tych korzyści nauczanie zdalne nie zawsze może w pełni zastąpić zajęcia stacjonarne. Ogromne znaczenie w procesie studiowania ma przecież bezpośredni kontakt z wykładowcami i rówieśnikami. Nauka przed ekranem może także pogłębiać poczucie izolacji i osamotnienia.
W obliczu rosnącej popularności edukacji online coraz częściej zadajemy sobie pytanie: czy taka forma nauki jest równie skuteczna i satysfakcjonująca jak nauka w sali wykładowej? Odpowiedzi szuka prof. Przemysław Kusztelak z Wydziału Nauk Ekonomicznych Uniwersytetu Warszawskiego, który od kilku lat bada skuteczność, efektywność i odbiór różnych form kształcenia – także zdalnego.
Jeszcze przed pandemią
Choć sytuacja pandemiczna na początku lat 20. XXI w. okazała się punktem zwrotnym w historii funkcjonowania uczelni wyższych, to w świecie nieakademickim – jak zauważa prof. Kusztelak – mieliśmy do czynienia z rosnącym popytem na kursy online jeszcze przed pandemią. Badacz od wielu lat nie tylko naukowo, ale i praktycznie zajmuje się analizą skuteczności różnego rodzaju metod nauczania.
– Prowadząc szkolenia dla firm prywatnych, a także kursy edukacyjne w ramach projektu edukacyjnego LabMasters, dostrzegłem, jak duży popyt jest na tego rodzaju zajęcia. Ludzie coraz częściej chcą uczestniczyć w kursach w formie zdalnej i tak samo lawinowo rośnie popyt na e-learning – wyjaśnia prof. Kusztelak.
Czym różnią się kursy w formie zdalnej od e-learningu? Te pierwsze są zajęciami na żywo, które odbywają się w wirtualnej przestrzeni, na różnego rodzaju platformach. Z kolei e-learning jest, jak definiuje go prof. Kusztelak, rodzajem kursów, w których nie ma zajęć na żywo. Uczestnicy mają do dyspozycji komplet materiałów, np. w postaci filmów do odtworzenia, odpowiednio przygotowanych i obrobionych, które mogą odtworzyć w dowolnym czasie.
W trakcie pracy jako szkoleniowiec prof. Kusztelak dostrzegł również istotną różnicę między praktyką uniwersytecką a trendami nieakademickimi.
– Zauważyłem tam również pewną rozbieżność z tym, co dzieje się na uniwersytecie. Przed pandemią na uniwersytecie właściwie nie było praktyki, żeby prowadzić zajęcia w jakiejkolwiek innej formie niż stacjonarnej. Co z jednej strony wynikało z przyzwyczajenia, a z drugiej – z przyjętego a priori założenia, że forma stacjonarna jest bardziej skuteczna niż zdalna bądź e-learningowa – zauważa badacz.
Edukacja na odległość od dłuższego czasu cieszy się popularnością na uniwersytetach w wielu krajach, np. Stanach Zjednoczonych, Indiach, Wielkiej Brytanii czy Korei Południowej. W Polsce – jak zauważa naukowiec – ograniczają ją przepisy ustawy Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce i aktów wykonawczych. Nie więcej niż 50% punktów ECTS koniecznych do ukończenia studiów na danym poziomie może być uzyskane w ramach zajęć z wykorzystaniem technik kształcenia na odległość – tak jest w przypadku studiów o profilu praktycznym. W przypadku studiów o profilu ogólnoakademickim – nie więcej niż 75%.
Czym różnią się te dwa typy studiów? Studia o profilu praktycznym nastawione są na przygotowanie do wykonywania zawodu – dominują w nich zajęcia warsztatowe, projekty i praktyki zawodowe. Studia ogólnoakademickie skupiają się natomiast na pogłębianiu wiedzy teoretycznej i przygotowaniu do działalności naukowej lub kontynuowania edukacji na wyższym poziomie, np. w szkole doktorskiej.
Edukacja na odległość
Dostrzeżenie rosnącej popularności kursów zdalnych i e-learningu skłoniło naukowca do zbadania ich skuteczności. W roku akademickim 2020/2021 prof. Przemysław Kusztelak, wspólnie z Anną Pacholak, przeprowadził na Uniwersytecie Warszawskim badanie, które miało na celu porównanie trzech form nauczania pod względem skuteczności (effectiveness), efektywności (efficiency) oraz poziomu satysfakcji studentów po zakończeniu kursu. Na czym polega różnica między skutecznością a efektywnością?
– Efektywność można wyrazić w liczbie godzin poświęconych na osiągnięcie określonego celu. Celem może być ocena bardzo dobra, ale też opanowanie materiału i zdanie przedmiotu. Jak efektywny jest proces nauczania określa liczba godzin, które na niego poświęcamy: aby dojechać na zajęcia, brać udział w zajęciach, przygotować prace domowe, przygotować końcowy projekt zaliczeniowy itd. Ważne jest zatem to, ile czasu poświęciłem na to, żeby uzyskać wynik, który uzyskałem. Z kolei skuteczność nauczania definiuję na dwa sposoby: albo jako otrzymaną ocenę, albo jako uzyskaną liczbę punktów – wyjaśnia badacz.
Trzy formy nauczania badano na przykładzie fakultatywnego przedmiotu „Wprowadzenie do analizy danych w programie MS Excel”. Studenci zapisani na kurs zostali alfabetycznie podzieleni na trzy grupy – każda liczyła po 35 osób. Zajęcia prowadzono na platformie Moodle, a dla każdej grupy przygotowano osobny kurs.
W pierwszej grupie zajęcia miały formę e-learningu, czyli odbywały się asynchronicznie – bez spotkań na żywo, jedynie z wykorzystaniem wcześniej przygotowanych materiałów dostępnych na platformie. Dodatkowo udostępnione zostały studentom specjalistyczne filmy przedstawiające wszystkie zagadnienia omawiane na standardowych zajęciach realizowanych na żywo.
W drugiej grupie zajęcia łączyły dostęp do tych samych materiałów (jednakże bez filmów) z udziałem w wykładach na żywo, prowadzonych w formie wideokonferencji.
Trzecia grupa korzystała z obu wymienionych wcześniej metod, a dodatkowo miała dostęp do nagrań ze spotkań na żywo – studenci mogli je odtwarzać w dogodnym dla siebie czasie.
Skuteczność kontra satysfakcja
Skuteczność nauczania badacze oceniali, biorąc pod uwagę trzy wskaźniki: końcowe oceny studentów, odsetek osób, które zaliczyły kurs, oraz liczbę aktywnych uczestników zajęć.
Najwyższą skuteczność wykazała forma e-learningowa – aż 77% studentów zaliczyło przedmiot. Dla porównania: w grupie uczestniczącej w zajęciach na żywo bez nagrań odsetek ten wynosił 53%, a w grupie z dostępem do nagrań – 58%. Wśród studentów uczących się w modelu e-learningowym odnotowano także najmniej przypadków rezygnacji z udziału w kursie.
Ta sama forma nauczania okazała się również najbardziej efektywna czasowo. Efektywność mierzono na podstawie liczby godzin deklarowanych przez studentów – przeznaczonych zarówno na pojedyncze zajęcia i zadania domowe, jak i na cały kurs. Najmniej czasu wymagał kurs e-learningowy, najwięcej – ten, w którym zajęcia odbywały się na żywo, ale bez udostępniania nagrań.
Największą satysfakcję z kursu deklarowali studenci uczestniczący w zajęciach na żywo, które nie były nagrywane. To właśnie osoby regularnie biorące udział w spotkaniach w czasie rzeczywistym najlepiej oceniały cały kurs. Z kolei najmniej zadowolone były osoby uczęszczające na zajęcia, które – choć prowadzone na żywo – były również rejestrowane.
Badacze zwracają uwagę na jeszcze jeden istotny aspekt: forma nagrywania zajęć istotnie wpływała na frekwencję. Gdy spotkania były nagrywane, jedynie 19% studentów brało udział na żywo. W przypadku zajęć bez nagrań – uczestnictwo wyniosło aż 88%.
Wnioski? Z badania wynika, że jeśli zależy nam na efektywności i skuteczności nauki – najlepiej sprawdza się model asynchroniczny (e-learning). Z kolei jeśli dla prowadzącego ważny jest kontakt ze studentami i budowanie relacji – lepiej sprawdza się forma zajęć na żywo, bez ich nagrywania. To właśnie bezpośredni kontakt z wykładowcą był głównym źródłem satysfakcji uczestników.
Autorzy podkreślają jednak, że atrakcyjność różnych modeli nauczania może zależeć od wielu dodatkowych czynników – zwłaszcza dydaktycznych – których nie brano pod uwagę w tym badaniu. Należą do nich m.in. jakość przygotowanych materiałów, zaangażowanie prowadzącego, jasność instrukcji, sposób oceniania czy możliwość interakcji między studentami a prowadzącym. Istotny jest także aspekt tematyki i typu zajęć. Badanie zostało przeprowadzone na kursie komputerowym realizowanym w formie warsztatowej.

Na sali wykładowej czy w sieci?
W innym badaniu, przeprowadzonym w semestrze letnim roku akademickiego 2019/2020 – a więc na początku pandemii – prof. Kusztelak porównał trzy formy prowadzenia zajęć w ramach jednego przedmiotu: Aplikacje Excela z wykorzystaniem języka VBA cz. 2.
Każda z form stanowiła jedną trzecią kursu: część zajęć odbywała się stacjonarnie, część zdalnie w czasie rzeczywistym, a część w formie e-learningu. Podstawą oceny skuteczności i efektywności tych metod stała się ewaluacja przeprowadzona po zakończeniu kursu.
Najlepiej – zarówno pod względem skuteczności, jak i efektywności – wypadła forma e-learningowa. Największą satysfakcję uczestnicy deklarowali jednak po zajęciach prowadzonych stacjonarnie. Były one jednocześnie najbardziej czasochłonne, a więc najmniej efektywne.
Podobnie jak w przypadku poprzedniego badania, naukowiec zastrzega, że nie należy wyciągać zbyt daleko idących wniosków – ze względu na małą liczbę uczestników oraz specyfikę samego przedmiotu.
E-learning przyszłością nauczania?
Na podstawie wyników swoich badań prof. Kusztelak zauważa, że e-learning w niektórych przypadkach może okazać się bardziej skuteczny i efektywny niż zajęcia stacjonarne.
– Osobiście uważam, że powinniśmy dążyć do tego, by uczyć jak najefektywniej i najskuteczniej – podkreśla. – Jeżeli współcześnie świat idzie w tę stronę i młodzi ludzie wolą się uczyć przez internet, z krótkich filmików, a nie z bezpośredniego kontaktu, to uważam, że nie ma w tym nic złego.
Zaznacza jednak, że nie chodzi mu o całkowite odejście od spotkań na żywo.
– Na przykład w moich zajęciach, chociaż bardzo lubię studentów i bezpośredni kontakt z nimi, uważam, że zmuszanie ich do tego, żeby chodzili na zajęcia i sprawdzanie obecności na zajęciach na żywo jest niewskazane. Nie ma to odzwierciedlenia ani w skuteczności, ani w efektywności nauczania. Okazuje się, że oni równie dobrze są w stanie się nauczyć z moimi materiałami, ale w formie zdalnej.
Czy to oznacza, że e-learning całkowicie zdominuje przyszłość edukacji?
– Mam nadzieję, że e-learning nie jest przyszłością. Dlatego, że od e-learningu do nauki całkowicie samodzielnej przy wykorzystaniu sztucznej inteligencji jest już bardzo mały krok. Tak naprawdę sztuczna inteligencja jest już w stanie tworzyć kursy, w których nie jest wymagany bezpośredni kontakt z prowadzącym.
Profesor zwraca także uwagę na zmieniające się przyzwyczajenia edukacyjne pokoleń.
– Nie wiem, jak to będzie na dłuższą metę, np. w przypadku pokolenia, które pierwsze lata nauki – czyli czas szkoły podstawowej – spędziło w warunkach pandemicznych. To pokolenie, dla którego zdalna edukacja jest czymś naturalnym. Natomiast jeśli chodzi o osoby, które teraz studiują albo już ukończyły studia, nie widzę wielkich zmian w porównaniu do sytuacji sprzed kilku lat – ani po stronie prowadzących, ani po stronie studentów.
Co ciekawe, w ostatnich latach badacz zauważa też inny trend.
– Od około dwóch lat widzę duży wzrost zainteresowania studiami podyplomowymi. Część osób zapisuje się na nie, by się przebranżowić, ale wiele z nich szuka po prostu kontaktu z mentorem – kimś, kto ich poprowadzi i pomoże podejmować decyzje.
Prof. Kusztelak podkreśla też paradoks współczesności.
– W czasach, gdy w internecie mamy dostęp do tysięcy darmowych filmów, tutoriali i materiałów edukacyjnych, e-learning – za który trzeba zapłacić – może wydawać się nieatrakcyjny. Jednakże popyt na tego typu kursy ciągle rośnie. Wydaje mi się, że ludzie poszukują czegoś więcej niż samodzielna nauka. Potrzebują wskazówek, czego i jak się uczyć. W tym procesie wykładowcy czy trenerzy ciągle odgrywają bardzo ważną rolę – mówi naukowiec.
Bo nawet najlepszy film nie zastąpi rozmowy z mentorem. Coraz więcej osób – także tych, które są przyzwyczajone do cyfrowych narzędzi – szuka dziś nie tylko wiedzy, ale też relacji, struktury i realnego wsparcia. Kursy prowadzone przez doświadczonego wykładowcę, możliwość zadania pytania, otrzymania informacji zwrotnej, pracy w grupie – to wszystko buduje poczucie sensu, motywację i zaangażowanie, których często brakuje podczas nauki w samotności. Dlatego przyszłość edukacji nie polega na wyborze albo-albo, lecz na umiejętnym łączeniu tego, co cyfrowe, z tym, co ludzkie.