Święta Kinga musiała poczekać kilka stuleci. Święta Jadwiga Śląska miała więcej szczęścia – sformalizowanie jej wyniesienia na ołtarze przez papiestwo nastąpiło już dwadzieścia kilka lat po jej śmierci. Jednak początek drogi do świętości w przypadku obu kobiet był taki sam: zaczęło się od lokalnego kultu.
W średniowieczu, między X a XIII wiekiem, dominowały bowiem lokalne formy uznawania świętości, prowadzone przez indywidualnych biskupów, synody (czyli ich zgromadzenia) czy wspólnoty klasztorne. I papieża na ogół nie trzeba było pytać o zgodę.
Stopniowy proces przekazywania decyzji o kanonizacji papiestwu oraz jego przyczyny są badane w ramach projektu Uznawanie świętych w pełnym średniowieczu. Nowe spojrzenie na lokalną i papieską formalizację kultów, prowadzonego na Wydziale Historii Uniwersytetu Warszawskiego.
Wyniki prac naukowców z UW pozwolą lepiej zrozumieć kult świętych, prześledzić proces budowania autorytetu papiestwa, a także relacje między centrum Kościoła a jego lokalnymi wspólnotami w średniowiecznej Europie. Ponadto jako pierwsi przeprowadzają oni systematyczne i całościowe badania wszystkich przypadków formalizacji nowych kultów w średniowieczu.
Wiele dróg do świętości
W projekcie badacze chcieli objąć cały okres, w którym kształtowała się kanonizacja papieska, dlatego dotyczy on lat od 975 r. do 1308 r. Natomiast terenem analiz ma być cała łacińska Europa.
– W życiu ludzi średniowiecza kult świętych odgrywał większą rolę niż współcześnie. Mam tu na myśli nie tylko zjawiska sekularyzacyjne, ale i to, że znaczenie pośrednictwa świętych w codziennej praktyce religijnej ludzi wierzących, potrzeba kontaktu z relikwiami, pielgrzymowania do grobów świętych, były znacznie silniejsze niż obecnie. Trudno sobie wyobrazić, żeby w średniowieczu kult świętych nie był istotnym elementem życia religijnego przeciętnego człowieka – wyjaśnia prof. Grzegorz Pac z Wydziału Historii UW.
Nie ma jednego „przepisu” na świętego. Ale we wczesnym średniowieczu model świętości był bardzo zmonastycyzowany. Świętymi zostawali mnisi, albo ludzie, którzy żyli jak mnisi.
Istniały też elementy niezbędne: musiał funkcjonować kult i musiały się dziać cuda związane z daną osobą. Świadczyły nie tylko o tym, że jest zbawiona, ale również że może pełnić funkcję pośrednika w kontaktach z Bogiem.
Sam proces formalizowania kultu różnił się znacznie od obecnego. Dzisiaj obowiązuje wieloetapowa procedura kanonizacyjna, w której to Watykan i sam papież decydują, czy ktoś świętym zostanie.
– W średniowieczu dróg do świętości było zdecydowanie więcej niż dziś. To oczywiście wynika z tego, jak wyglądał Kościół. Tak naprawdę trzeba mówić o Kościołach. Pod pewnymi względami Kościół średniowieczny przypominał to, co np. widzimy w Kościele prawosławnym obecnie, z tą różnicą, że łaciński Kościół w Europie średniowiecznej uznawał autorytet Rzymu – podkreśla kierownik projektu.
W średniowieczu świętość była rozpoznawana i potwierdzana przez liturgię i powstały wokół danej osoby kult. Kluczowe znaczenie miały elewacje i translacje relikwii.
Elewacja oznaczała dosłownie podniesienie szczątków zmarłego z grobu. Podczas uroczystej ceremonii otwierano grób, wydobywano relikwie i umieszczano w godniejszym miejscu, np. w relikwiarzu na ołtarzu. W ten sposób lokalny Kościół publicznie potwierdzał, że dana osoba jest uznawana za świętą i może być otaczana kultem.
– Istniało przekonanie, że święci nie powinni być pogrzebani w ziemi, ale w sarkofagach wyniesionych nad ziemię albo w relikwiarzach. Elewacja musiała mieć charakter publiczny i uroczysty. Istniały różnice regionalne, ale zasadniczo translacje powinien prowadzić biskup, a najlepiej, gdyby uczestniczyło w nim więcej biskupów, być może cały synod, czyli zgromadzenie biskupów z metropolitą, choć były przypadki, w których w klasztorze wystarczył opat, jako przedstawiciel instytucji kościelnej. Ten akt liturgiczny oznacza uznanie świętości – tłumaczy prof. Pac.
Poza cudami takimi jak uzdrowienia były też inne dowody, potwierdzające autentyczność relikwii. Standardowym motywem w tekstach hagiograficznych jest idealny stan ciała po śmierci. Mogły się pojawiać znaki na grobie, np. światła, wskazujące że dana postać jest święta.Stosowano też ordalia (sądy boże), czyli praktyki znane jeszcze z czasów starożytnych, w których odwoływano się do interwencji boskiej, np. w celu rozstrzygnięcia sporu lub udowodnienia niewinności.
– Opisany przez jednego z badaczy sposób uznawania świętości polegał na ordaliach relikwii. Chodzi o to, że relikwie poddaje się próbie. Jeśli ją przejdą, to jest dowód, że nie są sfałszowane, a ten ktoś jest świętym – opowiada historyk z UW.
Próba mogła polegać na podpaleniu – jeśli relikwie nie płonęły, uznawano je za prawdziwe.
Elewacja była szczególną formą translacji. W szerszym sensie translacja relikwii oznacza przeniesienie ich z jednego miejsca do innego, np. nowo wybudowanego kościoła, katedry, do głównego ołtarza albo do specjalnego relikwiarza. Obecność relikwii podnosiła rangę kościoła, przyciągała pielgrzymów i wzmacniała prestiż miasta lub klasztoru.
– Osobę uznaną za świętą można wpisać do kalendarza liturgicznego. I to nie jako zwykłego zmarłego, za którego się modlimy. Bo taka praktyka też w średniowieczu istniała – wpisywano kogoś do kalendarza z informacją: „tego dnia zmarł, módlmy się za niego”. Mamy konkretne przykłady, w których dana postać jest skreślana w tej części, a wpisywana do części, w której są święci, za których już nie trzeba się modlić – modli się za ich pośrednictwem – mówi historyk.





Vox populi, vox dei
– Początki kultu świętych są związane z zasadą vox populi, vox dei. Lud wybiera świętego i dopiero później pojawia się myśl, że to jednak należy kontrolować. Kult jest potrzebny, żeby doszło do wyniesienia na ołtarze. Natomiast inicjatywa przede wszystkim stoi po stronie instytucji, które są w posiadaniu ciała świętego. One są najbardziej zainteresowane, żeby stworzyć ośrodek kultu – mówi prof. Grzegorz Pac.
Znane są przypadki świętych czczonych lokalnie, którzy nigdy nie dostali „stempla” papieskiego, jak św. Edward Męczennik, król Anglii zamordowany w 978 r. czy rozmaici święci irlandzcy, walijscy, francuscy, czescy i niemieccy. Wielu biskupów, opatów czy pustelników otaczano kultem, który ograniczał się do konkretnego regionu lub klasztoru.
Nie oznacza to, że papiestwo odrzuciło takich świętych. Najczęściej po prostu nigdy nie starano się dla nich o papieską aprobatę. A jeśli zdarzały się przypadki nieudanych kanonizacji – a jak podkreśla prof. Pac, w XIII w. było ich sporo – to na ogół wynikały z tego, że sam proces „wygasał” z jakiegoś powodu. Np. umarł członek komisji, a kolejnego nie powołano.
We wczesnym średniowieczu o zwierzchności papieża myślano zupełnie inaczej niż dziś. Kościoły lokalne uznawały oczywiście, że papież ma spory autorytet, może rozstrzygać spory, decyduje o powstawaniu nowych prowincji kościelnych itd. Ale to jeszcze nie znaczy, że trzeba się do niego odwoływać w codziennych sprawach.
– Nie podważano władzy papieskiej, tylko uważano, że pewne kwestie nie należą do papieskich kompetencji. Jest takie źródło mówiące o synodzie we Francji, w latach dwudziestych XII w. Odbywa się dyskusja na temat uznawania czyjejś świętości. Jeden z biskupów wstaje i mówi, że gdyby to dotyczyło jego diecezji, to w ogóle nie pytałby legata papieskiego ani samego papieża, a nawet innych biskupów, tylko sam by zdecydował. To jest jego odpowiedzialność i jego sprawa – opowiada prof. Grzegorz Pac.





Pijany święty
Papieska rola w formalizacji kultów zmieniała się jednak i stawała coraz istotniejsza. Lokalne instytucje kościelne zaczynały o kwestię uznania niektórych świętych pytać papieża.
W całym procesie uczestniczyła również władza świecka. Istniała nawet tradycja, sięgająca czasów późnokarolińskich (okres od końca IX do końca X w.), że władca był jedyną osobą świecką, która mogła dotykać relikwiarza.
– Również gdy zaczęto zwracać się do papiestwa, widać bardzo dużą aktywność lokalnych władców. Często to oni występują z prośbą do papieża o kanonizację albo w niej uczestniczą. W miastach włoskich w XIII w. o kanonizację występuje biskup i kler oraz lud i władze komunalne, w zależności od ustroju, np. rada miejska – podkreśla historyk.
Bo kult mógł mieć wpływ nie tylko na religię, ale i politykę. Żeby przywołać choćby przykład św. Wojciecha, który zginął jako misjonarz w Prusach w 997 r., a którego ciało Bolesław Chrobry sprowadził do Gniezna. Podniósł tym samym prestiż młodego państwa, a ze szkoły pamiętamy, że podczas zjazdu gnieźnieńskiego w 1000 r. cesarz Otton III pielgrzymował właśnie do grobu Wojciecha.
– Kanonizacja kształtuje się od końca X w., kiedy po raz pierwszy w sprawie Ulryka z Augsburga, zapytano papieża o kwestię uznania świętości. Później następuje stopniowy rozwój, ale można też mówić o przełomowym wydarzeniu. Pod koniec XII w., papież Aleksander III, wysłał do biskupów Szwecji słynny list, w którym mowa jest o tym, że lokalne wspólnoty nie mogą już decydować samodzielnie o ustanowieniu kultu. Bo papież się zaniepokoił, że lokalna społeczność chciała czcić kogoś, kto umarł w stanie upojenia alkoholowego – opowiada prof. Grzegorz Pac.
Później tekst tego listu został włączony do przepisów papieskich za czasów Grzegorza IX, na początku XIII w. Od tej pory zgodnie z papieskimi przepisami uznanie kultu wymagało zgody papieża.
– Ale to jest przepis dla papieża. Papiestwo go powtarza i teoretycznie oczekuje jego realizacji, ale w praktyce nie sprzeciwia się lokalnym kultom. Pod tym względem zresztą istnieje duże zróżnicowanie lokalne, w jednych miejscach ten monopol papieski na uznawanie świętych jest traktowany bardzo poważnie, a w innych w ogóle nie widać jego wpływu. Zresztą nie wiadomo, czy ówczesne papiestwo miało dość możliwości, żeby o to walczyć. Raczej zadowalało się przypominaniem o tej zasadzie, ale w praktyce jej nie egzekwowało – wyjaśnia badacz.
A jak wyglądało to na ziemiach polskich? Organizacja Kościoła rozwijała się tu już w czasie, gdy rola papiestwa wyraźnie rosła. Wszystko wskazuje więc na to, że papieski autorytet traktowano u nas poważniej niż w wielu regionach Europy Zachodniej.
– Dobrym przykładem jest przypadek św. Kingi – w średniowiecznych polskich kalendarzach nie ma jej wspomnienia. Jest spisany jej żywot, opisane cuda. Wiemy, że lokalny kult rozwija się zaraz po jej śmierci, pielgrzymowano do jej grobu. Natomiast nie dochodzi do kanonizacji. Dopiero wiele wieków później dokonuje jej Jan Paweł II. A święta Jadwiga Śląska, której kult papiestwo sformalizowało, w kalendarzach średniowiecznych figuruje – mówi prof. Pac.
Do końca nie wiadomo, co pchało lokalne Kościoły do uzyskania aprobaty papieża. Inicjatywa zawsze leżała po ich stronie i różnie to wyglądało w różnych miejscach.
– Na przykład w Kościele czeskim już na początku XII w. istniało przekonanie, że zgoda papieska jest konieczna. W Kościele niemieckim ten proces zachodził też dosyć szybko. Można to pewnie wiązać z tym, że w XI w. ten Kościół był bardzo blisko związany z papiestwem. Wydaje się, że kluczową kwestią jest autorytet papieża. I po prostu jest to sposób na nadanie większego znaczenia danemu kultowi – wyjaśnia historyk.
Jedna z hipotez badaczy zakłada, że lokalnym Kościołom zależało na dodatkowym prestiżu, jaki dawała papieska aprobata.
– W Kościele tego czasu bardzo istotna jest kwestia apostolskiego pochodzenia. Wiele biskupstw we Francji czy Niemczech buduje opowieść o swoich rzymskich korzeniach. Na przykład według legendy założycielem i pierwszym biskupem najstarszego kościoła biskupiego w Niemczech, w Trewirze, miał być święty Euchariusz, wysłany bezpośrednio przez świętego Piotra. To jest stara tradycja, sięgająca patriarchatów starożytnych, które budowały swoją tradycję właśnie na tym, że zostały założone przez apostołów – mówi prof. Pac.
Zatem ci biskupi, którzy byli przekonani o własnych kompetencjach i autorytecie związanym z apostolskością, nie mieli silnej potrzeby odwoływania się do autorytetu papieża. Bo sami uznawali się jakby za następców apostołów.
Inaczej postępowały Kościoły z obszarów spoza dawnego Imperium Rzymskiego, które nie mogły wykazać się autorytetem wczesnochrześcijańskiej metryki.





Katalog świętości
O unikalności projektu historyków UW decyduje fakt, że założyli sobie ukazanie kanonizacji na szerokim tle lokalnych translacji czy innych form uznawania świętości, które często są zupełnie nieznane i w badaniach nieobecne. A z jakich źródeł można dziś czerpać wiedzę o kulcie świętych sprzed wieków?
– Korzystamy przede wszystkim z hagiografii, czyli tekstów poświęconych świętym, przede wszystkim ich żywotów, ale także utworów poświęconych ich cudom, pośmiertnemu losowi, opisowi ich translacji. Wykorzystujemy w pracy wielkie dzieło bollandystów, belgijskiego stowarzyszenia jezuickiego. Stworzyli oni Acta Sanctorum – zbiór żywotów świętych z całej Europy, ułożonych według kalendarza. Chociaż widać pewne ograniczenia ich wiedzy – o lokalnych klasztorach belgijskich wiedzą oczywiście więcej – to jest to najbardziej kompletny zbiór tekstów dotyczących świętych. Zbiór liczy ponad 60 tomów, które analizujemy i konfrontujemy z nowszymi wydaniami oraz literaturą – wyjaśnia prof. Grzegorz Pac.
W ramach projektu powstanie także narzędzie cyfrowe – Sainthood Recognition Catalogue – które pozwoli udokumentować przypadki uznawania świętości, stworzyć ich możliwie kompletną listę i przyjrzeć się zachodzącym między nimi relacjom.
– Chcemy odnotować te wszystkie przypadki i opisać je pod różnymi kątami. Z jednej strony baza dostarczy szczegółowych informacji o samych świętych i o źródłach, które ich opisują. Ale z drugiej, ma umożliwić spojrzenie na te wydarzenia np. chronologicznie, geograficznie, pod kątem instytucji i jednostek zaangażowanych. Mamy nadzieję, że pozwoli nam to w pełni zrozumieć zjawisko uznawania świętości w pełnym średniowieczu, a także odpowiedzieć na pytanie o powody, dla których wybierano ten lub inny sposób formalizacji kultów – mówi historyk z UW.
