Ten lęk nie bierze się znikąd. Pierwsze słowa dziecka są dla rodziców jednym z najważniejszych sygnałów, że rozwój przebiega prawidłowo. Gdy pojawiają się później niż u rówieśników, dwa języki w domu łatwo stają się pierwszym podejrzanym.
Problem w tym, że taka intuicja może prowadzić na skróty. Jeśli dziecko dwujęzyczne rzeczywiście mówi zaczyna mówić później, przyczyn nie powinno się szukać automatycznie w samej dwujęzyczności. Trzeba najpierw sprawdzić, jak rozwija się jego komunikacja w obu językach.
Dotąd brakowało dużego badania, które śledziłoby w czasie, kiedy dzieci dwujęzyczne osiągają najwcześniejsze kamienie milowe rozwoju mowy, i porównywało je z dobrze dobraną grupą dzieci jednojęzycznych. Sprawie postanowili przyjrzeć się badacze z zespołu MultiLADA, działającego na Wydziale Psychologii Uniwersytetu Warszawskiego, a wśród nich dr Karolina Muszyńska.
Badanie w kieszeni rodzica
Zbadanie tysięcy dzieci mieszkających w różnych krajach stanowi wyzwanie logistyczne, dlatego badacze wykorzystali nowoczesne technologie. Stworzyli bezpłatną aplikację mobilną o nazwie StarWords, która pełniła funkcję wirtualnego dzienniczka.
– Aplikacja miała funkcjonować jako taki internetowy dzienniczek mowy. Czasami niektórzy rodzice zapisują sobie nowe słowa dziecka i chodziło o to, aby robili to właśnie w aplikacji. Stworzyliśmy system powiadomień, aby przypominać o tym rodzicowi. Było to badanie zrealizowane całkowicie online – opowiada dr Muszyńska.
Rodzice na bieżąco notowali w aplikacji nowe gesty, słowa i pierwsze wypowiedzi swoich dzieci. Program pobrało prawie sześciu tysięcy użytkowników z całego świata. Choć utrzymanie zaangażowania rodziców przez wiele miesięcy okazało się trudne, naukowcom udało się zebrać bezcenne dane.
– Rekrutację staraliśmy się prowadzić jak najszerzej – zarówno przez media społecznościowe, wizyty w radiu, jak i w różnych innych miejscach. Efekt był taki, że wieść o aplikacji rozniosła się o wiele szerzej niż tylko w Wielkiej Brytanii i Norwegii (gdzie oryginalnie planowaliśmy rekrutować). Musieliśmy też szybko reagować, bo wielu rodziców, którzy wychowują dzieci dwujęzyczne, dawało nam znać, że chcieliby wziąć udział w badaniu. Zaczęliśmy więc tę aplikację trochę rozszerzać i dodawać inne języki, natomiast to oryginalne zaciekawienie aplikacją często nie przenosiło się na dalsze użytkowanie – połowa rodziców otworzyła ją tylko raz – mówi dr Muszyńska.
Ostatecznie do analizy wybrano 302 dzieci dwujęzycznych – w wieku od 0 do 24 miesięcy w momencie wejścia do badania – wychowujących się poza Polską z językiem polskim w domu oraz różnymi językami większościowymi, m.in. angielskim, norweskim czy niemieckim.
Każde z nich zestawiono z maksymalnie podobnym dzieckiem jednojęzycznym z Polski. Dzięki temu badacze mogli porównać rozwój 302 dzieci dwujęzycznych z rozwojem 302 dzieci jednojęzycznych.
– Braliśmy dziecko dwujęzyczne i w dużej próbie znajdowaliśmy dziecko jednojęzyczne, które miało tę samą płeć, ten sam wiek wejścia do badania, ten sam poziom edukacji rodzica i tak samo długo rodzic raportował w aplikacji. Dzięki temu mieliśmy do grupy 302 dzieci dwujęzycznych dobraną grupę 302 dzieci jednojęzycznych. A tak naprawdę, mając grupę 2000 dzieci, byliśmy w stanie stworzyć nawet dwie grupy kontrolne, czyli dwie grupy jednojęzyczne, każda po 302 dzieci – wyjaśnia badaczka.

Kamienie milowe
W psychologii rozwój mowy często opisuje się przez tzw. kamienie milowe, czyli konkretne momenty w rozwoju dziecka: kiedy zaczyna gaworzyć, kiedy wypowiada pierwsze słowo, kiedy ma już w swoim słowniku 10 słów, kiedy dochodzi do 50 słów i kiedy zaczyna łączyć wyrazy w pierwsze proste wypowiedzi.
W badaniu zespołu MultiLADA dzieci dwujęzyczne osiągały te najwcześniejsze etapy w podobnym czasie jak dzieci jednojęzyczne.
Pierwsze słowo zaraportowano u dzieci z obu grup średnio około 15. miesiąca życia, około 17. miesiąca dzieci miały już w swoim słowniku 10 słów, a około 19. miesiąca zaczynały łączyć wyrazy w pierwsze proste wielowyrazowe wypowiedzi.
Próg 50 słów osiągały mniej więcej między 19. a 20. miesiącem życia, choć ten wynik trzeba traktować ostrożniej, bo mniej dzieci zdążyło dojść do tego etapu w czasie, gdy rodzice regularnie raportowali dane w aplikacji.
Liczyło się też to, co dziecko naprawdę próbuje powiedzieć, a nie to, czy jego wypowiedź przypomina poprawne zdanie z podręcznika. Pierwszą wypowiedzią wielowyrazową mogło być więc proste połączenie słów, np. „mama here”, „gimme milk” albo „mima”, które miało znaczyć „nie ma”.
Zespół ręcznie sprawdzał zapisy rodziców i porządkował je tak, by nie zawyżać ani nie zaniżać wyników. Gdy rodzic zgłosił frazę „Mama śpi, tata śpi, bobo śpi”, badacze rozkodowali ją jako trzy osobne, dwuwyrazowe wypowiedzi: „mama śpi”, „tata śpi” i „bobo śpi”.
Najważniejszy wniosek pozostaje jednak jasny: w najwcześniejszych etapach rozwoju mowy dzieci dwujęzyczne nie były opóźnione wobec dzieci jednojęzycznych. Warunek jest jeden: trzeba patrzeć na oba języki dziecka łącznie, a nie oceniać jego rozwoju tylko przez pryzmat jednego z nich.
– Nasze badanie pokazało, że jeżeli włączymy dwa języki dziecka dwujęzycznego do analiz/porównań, to ono zacznie mówić w jednym lub drugim języku w tym samym czasie, co dziecko jednojęzyczne. Mamy mocne dowody, że nie ma różnic w wieku osiągania tych najwcześniejszych kamieni milowych – opowiada badaczka.

Dwie osoby w jednym umyśle
Przez lata osobę dwujęzyczną traktowano jako dwie osoby jednojęzyczne w jednym umyśle. Zaskakującym może się wydawać to, że kluczem do prawidłowej diagnozy jest spojrzenie na dziecko całościowo.
– Przez wiele lat myślano, że osoba dwujęzyczna to tak jakby dwóch jednojęzycznych w jednym umyśle, a wcale tak nie jest. Po pierwsze, uczymy się tych języków do poziomu, do którego potrzebujemy. Więc czasem jest tak, że jednego języka możemy potrzebować mniej niż drugiego. A po drugie, często języków tych używamy w konkretnych kontekstach i dzieciom dwujęzycznym o jednych rzeczach łatwiej się rozmawia w jednym języku. Na przykład o rzeczach związanych z rutynowymi czynnościami, które dzieją się w domu, łatwiej im rozmawiać w języku domowym lub języku jednego rodzica – mówi dr Muszyńska.
– Dwujęzyczność nie oznacza, że te języki muszą się rozwijać w tym samym tempie. U dzieci dwujęzycznych często występuje dominacja językowa, czyli jakiś język rozwija się szybciej albo lepiej niż drugi. Dlaczego? Ekspozycja na te dwa języki jest nierówna, np. dziecko słyszy na początku więcej języka od mamy niż od taty. I ta dominacja może się zmienić w czasie, np. w młodszych latach dominujący może być język domowy, a w latach szkolnych dominację zaczyna zdobywać język szkoły/otoczenia – twierdzi badaczka.
Jeśli zbadamy zasób słów dwulatka w tylko jednym języku, faktycznie będzie on uboższy. Jeśli jednak połączymy słowa, które dziecko zna po polsku i np. po angielsku, okazuje się, że uczy się ono w takim samym tempie, co rówieśnicy w tylko jednym języku.
Jestem pół Polką, half American
Dla wielu rodziców problemem bywa to, że ich dzieci mieszają języki. Badania pokazują jednak, że to absolutnie naturalny objaw i nie świadczy on o mętliku w głowie.
Liczy się to, tłumaczą badacze, czy dziecko używa słowa z rozpoznawalnym znaczeniem, a nie to, czy mieści się ono w jednym „czystym” języku.
Jeśli małe dziecko stworzyło sobie słowo „jogart”, będące połączeniem polskiego „jogurt” i angielskiego „yoghurt”, badacze uznawali je za pełnowymiarowe słowo, ponieważ niosło ono ze sobą konkretne znaczenie.
– U osób dwujęzycznych te dwa języki są cały czas aktywne w umyśle i one tak jakby walczą o uwagę, walczą o zasoby poznawcze. Efektem jest to, że osoby dwujęzyczne, nie tylko dzieci, ale też dorośli, mieszają te języki, bo tak jest im trochę łatwiej. Jest to mniej obciążające dla zasobów poznawczych. Łatwiej im wrzucić słowo z innego języka, które się aktywowało, niż próbować je wyhamować i szukać np. polskiego odpowiednika. Natomiast problem z mieszaniem jest taki, że często jest postrzegane społecznie jako coś negatywnego. A to są dwie zupełnie oddzielne sprawy. Poznawczo to nie jest tak, że dzieci dwujęzyczne mieszają języki, bo im się wszystko miesza w jednym dużym worku – podkreśla dr Muszyńska.
Co więcej, wbrew powszechnej opinii, maluchy doskonale zdają sobie sprawę z tego, że posługują się dwoma różnymi systemami.
Dzieci potrafią świetnie dostosowywać język do swojego rozmówcy – rzadziej mieszają słowa, gdy wiedzą, że dana osoba rozumie tylko jeden z ich języków.
Zjawisko to potrafi przybierać urocze formy. Wykorzystując naturalną elastyczność i świadomość metajęzykową łączą oba światy w zdaniach typu: „Mamo, podaj mi moje rajstopas”.

Co to oznacza dla rodziców?
Najważniejszy wniosek płynący z badań zespołu z Uniwersytetu Warszawskiego jest taki, że zmartwieni opiekunowie mogą odetchnąć z ulgą: wczesny rozwój mowy jest niezwykle plastyczny i bardzo odporny na różnice w ilości słuchanego języka.
– Rodzice dzieci dwujęzycznych często odczuwają presję, że muszą doprowadzić do idealnego, równoległego rozwoju obu języków. Dzieci mają w sobie dużą plastyczność. Ich rozwój jest bardziej odporny na nasze niedoskonałości niż nam się wydaje – twierdzi dr Muszyńska.
Rodzice mogą i powinni konsekwentnie mówić do dzieci w swoim języku domowym, nawet jeśli ten drugi, zewnętrzny język powoli zaczyna dominować w życiu przedszkolaka.
Z kolei dla logopedów i pediatrów to jasny sygnał do zmiany podejścia. Jeśli do gabinetu trafia dziecko dwujęzyczne, które faktycznie ma opóźniony rozwój mowy, specjalista nie powinien automatycznie zrzucać winy na obecność dwóch języków w domu.
Powinien sprawdzić, jak dziecko komunikuje się w obu językach. Może spytać rodzica o jego przemyślenia dotyczące rozwoju w języku domowym (innym niż ten znany diagnoście) – czasem raport rodzica może wiele objaśnić. I dopiero wtedy powinien oceniać, czy trudność dotyczy jednego języka, obu języków, czy szerszego rozwoju komunikacji. Diagnozując tylko jeden z języków, widzi zaledwie połowę historii.